ARKADIUSZ FRANIA – „Nie widzę i opisuję”. Refleksje o wierszach Jadwigi Stańczakowej

a

Na trop Jadwigi Stańczakowej (1919-1996) trafiłem dzięki brawurowej roli Krystyny Jandy, która w filmie Andrzeja Barańskiego z 2005 roku Parę osób, mały czas wcieliła się w postać niewidomej przyjaciółki-asystentki Mirona Białoszewskiego. Wówczas zaistniał obraz zaradnej pomocnicy wielkiego pisarza, ale jako autorka („ja” twórcze) Jadwiga Stańczakowa była mi nadal nieznana. Dopiero lektura Dziennika we dwoje ogłoszonego w wysublimowanej edycji Wrocławskiego Wydawnictwa Warstwy z 2015 roku kazała mi szukać pisma Jadwigi Stańczakowej w pełni niepodległego, niezależnego od Mirona Białoszewskiego, zmuszając do kilkakrotnych odczytań i spisywania refleksji. W tym samym roku wspomniana wrocławska oficyna opublikowała wszystkie haiku poetki, gromadzące teksty z wydanych w latach 90. XX wieku tomików: Japońska wiśnia. Haiku dla Michi Tsukada, Odwieczne drzewo. Haiku dla Szi Taoni oraz inedita Kalejdoskop. Haiku europejskie. Sądzę, jak zresztą wielu obserwatorów życia literackiego w Polsce, iż powoli zaczyna się moda na pisarstwo autorki Ślepaka i to zarówno wśród czytelników nieakademickich, jak i historyków literatury, np. w programie konferencji naukowej zorganizowanej w listopadzie 2016 roku przez Zakład Semiotyki Literatury i Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Zaangażowani – przeklęci – osobni. Pisarki i pisarze w kulturze XX i XXI wieku pojawiło się wystąpienie Tatiany Czerskiej „Ja ślepak”. Jadwiga Stańczakowa jako poetka osobna.

Przypomnijmy, że Jadwiga Stańczakowa debiutowała w 1958 roku w „Nowej Kulturze”, jest autorką zbiorów poezji (Niewidoma – 1979, Magia niewidzenia – 1984, Depresje i wróżby – 1984, Na żywo – 1987, Ziemia-kosmos – 1990) i tomów prozy (Ślepak – 1982, Przejścia – 1986, Boicie się czarnego ptaka? – 1989)[1]. W latach 1952-1967 była redaktorką naczelną brajlowskiego pisma „Pochodnia”, co łączyło się z intensywną pracą dziennikarską.

Na pewno nie można tej poezji odrywać od biografii, bo po prostu taki zamiar się nie powiedzie, omawiane wiersze wyrosły bowiem z doświadczeń, wątpliwych przywilejów i dojmujących ograniczeń, jakie są udziałem osoby niewidomej, z drugiej zaś strony utwory wniknęły w codzienność poetki, która we wstępie Od autorki do debiutanckiego tomiku Niewidoma stwierdziła: „Wszystkie wiersze zbioru przechodzą przeze mnie jako przez oś – o mnie, ode mnie, do mnie, koło mnie. Oś to ja. Ja to bohaterka tomiku. Tą bohaterką, tą mną jest czuta przeze mnie, a widziana charakterystycznie przez świat, kobieta niewidoma w niemłodym wieku, więc doświadczona, skoro żyła w tej historii” (N5).

Jadwiga Stańczakowa od młodości cierpiała na barwnikowe zwyrodnienie siatkówki, które doprowadziło do utraty wzroku; w pracy Jadwigi i Jacka Kwapiszów Orientacja przestrzenna i poruszanie się niewidomych oraz słabowidzących. Poradnik metodyczny czytamy:

„Barwnikowe zwyrodnienie siatkówki zaczyna się w dzieciństwie upośledzeniem adaptacji do ciemności. Z biegiem czasu wskutek zmian w siatkówce powstaje zawężenie pola widzenia. W postaciach zaawansowanych dochodzi do zaniku nerwu wzrokowego. Schorzenie jest obustronne. Jednym z wczesnych objawów jest ślepota zmierzchowa. Przyczyna schorzenia jest nieznana”[2].

Niewidomość autorki Depresji i wróżb była niemal całkowita; w jednym z liryków z tego właśnie zbioru podaje za lekarzem: „Siatkówka w moim prawym oku / podobno żywsza” (DiW101). W Ślepaku ogłasza z dozą radości: „Po usunięciu katarakty z drugiego oka przybyło mi znowu trochę światła. Kiedy nie posiadało się nic, każda drobina jest bogactwem” (Ś115). Bohaterka dostrzega majaczenie bardzo jaskrawego światła nocnej latarni czy migotanie jasności i mroku, o czym traktują fragmenty: „widzę przez drzewo za oknem / światło latarni” (DiW90); „Co wieczór w oknie / przeżywam chwilę / żółtego żonkila / wielki żonkil latarni / złotym kwiatem błyska / ten mój jedyny / widzialny” (MN58); „Wieczór / stoję w oknie / zapatrzona w latarnie / bo tylko ich świetliste / oczy / są dostępne / moim oczom” (DiW16); „Pląsy świateł / i cieni, / i poszumów ciszy – / to dla mnie las” (DiW105). Również w tomie opowiadań Ślepak Jadwiga Stańczakowa nawiązuje do specyficznych zdolności iluminacyjnych: 

„Wieczorami lubię stać przy oknie. Nazywam to »chwilą żółtego żonkila«. Bo blask latarni przypomina mi olbrzymi złoty kwiat.
Stoję w skupieniu. Patrzę w dół na ulicę. Ciemność. Widzę blask latarki w bramie klasztorku Sióstr Rodziny Marii. I coś zadziwiającego… przesuwają się świetliste bryły, jakby złociste jaja. […]
Czasami w dzień, kiedy jest słońce, przechodzący ludzie także migają świetliście. Są wieczory, kiedy ich prawie nie spostrzegam. A czasami te jajowate owale, świecące, niesłychanie wyraziste”.  (Ś279-280)

Jadwiga Stańczakowa była osobą ociemniałą, tzn. utraciła wzrok jako osoba dojrzała, niegdyś widząca: „a ja podpieram wyobraźnię / cielskami konarów / i pni” (DiW32). W Ślepaku pisze:

„Jeszcze przez kilka lat cieszyłam się reszteczkami widzenia. Niewidomość ogarniała mnie powoli. I powoli, z trudem uczyłam się sztuki rezygnacji – sztuki życia bez wzroku. Czy to życie jest gorsze? Trudniejsze – tak. Ale gorsze – nie. Bo daje się niemal bez granic rozbudować od środka”. (Ś16)

Poetka kreuje więc świat z fragmentów, z tego, co przeżyte, kiedyś zobaczone i na zawsze zapamiętane: tytuł Buduję pejzaż z kawałków (DiW33); „A ja przycupnęłam w sobie / pod drzewem, / które jest i dębem, / i klonem, i kasztanem, / wszystkim, co zapamiętałam / z drzew” (DiW34). Przywołuje przeszłość, siebie dawną, bliskich, miejsca: „reflektorem przypomnień / przeczesuję ciemność / i wyławiam z niej / blade zarysy minionego / widzianego” (MN121); „opleciona nicią wspomnień / moich bliskich / trochę innych / i siebie tak różnej / nicią nikłą / tego co / znikło” (DiW15).

Utrata receptorów wzrokowych nie pozbawia jednak człowieka nawyku patrzenia, bowiem oczy kuszą „ja” do wypatrywania, zaglądania, nawet jeśli miałyby to być źrenice wewnętrzne: „Patrzę w niebo – / wąski pas / przejrzysty jak woda / moje oczy go piją” (DiW19); „Stoję na trawie / w moich oczach wewnętrznych / jaskrawa trawiastość” (DiW33); „na ekranie / mojego wewnętrznego / oka” (MN28). W Dzienniku we dwoje pod datą 14 września 1975 roku (niedziela) utrwala wrażenia z pobytu w Kazimierzu nad Wisłą, sygnalizując, że posiada „resztki wzroku”, które wszak nie mogą być przewodnikiem, gdyż silniejszy jest instynkt i wewnętrzna siła:

„W Kazimierzu dużo chodziłam sama z białą laską. A Stacha przy mnie. Wędrowałyśmy po jarach (Stacha ich nie lubiła i nazywała tunelami) i po łąkach w górę od naszego Domu Prasy. Chętnie chodziłam z zamkniętymi oczami. A więc nie resztki wzroku, tylko instynkt mną kierował. A po nadwiślańskim bulwarze chadzałam sama, bez laski, lekko pilotowana przez Stachę”. (DwD91)

Warto w tym miejscu poświęcić kilka zdań właśnie lasce, nazwanej przez poetkę „białym skrzydłem” w ironicznym autoportrecie: „Moje stopy podobno / wyglądają / jak ptasie, / tak podkulam palce, / kiedy idę sama. / No to laska / jest białym skrzydłem, / które omiata / przede mną / drogę” (DiW129). Ten biały przedmiot staje się przedłużeniem ręki, erzacem wzroku, bez którego trudno wyobrazić sobie wyjście w przestrzeń pozadomową: „Laska – / składana, / z plastiku! / Mogłabym jej się wyrzec, / ale za wygodna” (DiW58). Laska przede wszystkim zabezpiecza jej użytkownika, toruje drogę: „Skwar / sunę / stukaniem laski / o korzenie / podchodzą do mnie krzaki / i pnie” (DiW42); „Wychodzę, / idę wolno. / Jak bym siebie widziała: / Niemłoda pani w berecie, / w jesionce, / opukuje laską mur” (DiW53). Relacja między obiema paniami przeradza się w pewną symbiozę, skoro autorka nawiązuje z towarzyszką więź na poły intymną, choć w dużej mierze niechcianą.

Twórczyni nie unika pisania liryków autotematycznych, łączących się bezsprzecznie ze stanem niewidzenia i wynikających z niego doskwierających przypadłości życia: „Na skraju / świadomości / miga wiersz / sygnał słabiutki / jak widzenie / dotykiem / można go / przegapić” (DiW20) – „miganie wiersza” jest równoznaczne ze wspomnianym już miganiem światła latarni. W innym wyimku odzwierciedlającym trud pisarza: „[myśli] tłuką się / o szyby słów / i  nie mogą ich / przebić” (DiW23) brzmi więzienny stan osoby niewidomej. Autorka dokonuje wprost zestawienia poezji i ślepoty w liryku otwierającym Depresje i wróżby: „Już wiem / ślepota / czucie / widzenie wyobraźnią – / poezja // poezja / własny świat – / coś ze ślepoty” (DiW7). Tekst zdaje się dowodzić pogodzenia się ze stanem bez wrażeń optycznych; następuje przenoszenie „widzenia” na inne zmysły, podnoszące samoświadomość skazanego na sensualizm pozbawiony wzroku: „czucie / widzenie wyobraźnią” (DiW7). Jeżeli „niewidzenie wyostrza czucie”, nic dziwnego, że bohaterka odbiera najdelikatniejsze nawet fluidy i energie emitowane przez bliźnich: „Ludzie są dla mnie / jak bryły bezkształtne / ale ich wyczuwam / coś płynie od nich / do mnie / i wiem / kiedy to jest dobre / a kiedy złe” (DiW113). To dar mediumiczny. Inne frazy brzmią: „widzenie dotykiem” (DiW20); Widzenie głaskaniem (DiW99). Wkraczamy tutaj na pole „kompensacyjnej roli dotyku”, będącej przedmiotem analizy Zofii Sękowskiej:

„Różnica między niewidomymi a widzącymi polega głównie na ich nastawieniu. Wzrok ogarnia jednorazowo całość obrazu, jednym – jak się to mówi – rzutem oka; dotyk wytwarza pojęcie całości kształtu, scalając poszczególne »spostrzeżenia«, buduje z poszczególnych elementów percepcyjnych całkowity obraz przedmiotu”[3].

Wynotujmy więc kilka urywków z motywem rąk. Dotyk jest zazwyczaj bardzo czynny, niemal penetrujący rzeczywistość, przenikający przedmioty: „Oglądam dłońmi mur / żelazną balustradę / słupki / wymyślne romby / czuję masyw murów / których nie spaliło Powstanie” (MN55). Warto przywołać Pień starej brzozy, gdzie dotykanie przeistacza się w wędrówkę palcami:

„Pełzną po nim
jak dziwne stwory
moje palce
po wykrotach
i pagórkach
po ostrych szczotach
i rybich łuskach
a to tylko ułamek
tego pniska
aż dziw
że takiego olbrzyma
można ogarnąć
jednym rzutem
widzącego oka” (DiW35)

Pod opuszkami i pod paznokciami świat ogromnieje („czuję masyw murów”) i staje się widoczny: „Kotka na moich kolanach / gra / i przyciąga moją dłoń / wgłaskuję się w jej kształt / jakbym ją widziała / i rzeźbiła ją” (DiW99); „Wodzę palcami / po mojej twarzy / jak po rzeźbie” (DiW100). Akt rzeźbienia wymaga siły, a jego wytwór zostaje utrwalony przez czas. Pod datą 14 maja 1975 roku (środa) Jadwiga Stańczakowa zapisała:

„Miron prowadził mnie na plac Dąbrowskiego Marszałkowską dla pieszych, właziliśmy do domów towarowych, ciepłych, tunelowogumowych. Dotykałam kolumienek, tulipanów. Na placu Dąbrowskiego maczałam dłoń w dwóch fontannach-sadzawkach. Natknęliśmy się na Tadka. Potem dotykałam krzewu podobnego do buldeneża, wąchałam bez i kalinę”. (DwD38)

W poezji Jadwigi Stańczakowej dominują wrażenia dotykowe, choć ona sama w Dzienniku we dwoje zanotowała (8 kwietnia 1976 roku, czwartek): „U niewidomych prawie wszystkie wrażenia pakują się na słuch. Chciałam tylko niczego nie słyszeć i do nikogo nie mówić” (DwD208). Cytowana już Zofia Sękowska zaznacza także:

„Skala bodźców działających na analizator słuchowy jest bardzo szeroka. Należą tu szmery i głosy przyrody, głosy ludzkie, gwar uliczny, hałas w zakładzie pracy. Dla niewidomego najcenniejsze są dźwięki o umiarkowanym natężeniu, pozwalające na dostrzeganie ich wielkości i powodujące koncentrację uwagi. Dźwięki o bardzo silnym natężeniu zagłuszają wszystko i wywołują dezorientację, utrudniając poruszanie się, np. bardzo silny deszcz i wiatr utrudniają orientację poprzez zacieranie innych źródeł dźwięku i wtedy niewidomy posługuje się prawie wyłącznie zmysłem dotyku oraz kinestetycznym”[4].

Przy uważnej lekturze utworów autorki Niewidomej wskażemy i passusy akustyczne, nieraz łączące się z dotykiem lub zapachem: „pianie kogutów odlicza minuty” (DiW28); „Wieczór w Śródborowie / zanosi się szczekaniem psów / i zapachem akacji” (DiW38); „To co biorę do ręki / zimne i wilgotne / to materia / a duch śniegu jest ciszą / przetykaną krakaniem / wron” (DiW95); „Ci co widzą / mają rewię / ja tylko tupot kroków” (DiW46); „W mojej dłoni liść / jego kształt mówi mi / że to liść klonu / zapach więdnięcie / że jest żółty / brunatnożółty / albo żółtordzawy” (MN27); „Groszki pachnące / dla ślepej / ich woń / rozsnuwa w powietrzu / barwy-wizje / ciemne róże / fiolety” (MN19). Ostatecznie dzięki synestezji jako jednej z metod artystycznego poznania świata, Jadwiga Stańczakowa stwierdza zmysłową quasi-bezradność, „pomieszanie zmysłów”: „i już nie wiem / co jest kształtem / i barwą / co zapachem” (MN17).

Słowa docierają do bohaterki nie tylko poprzez zmysł słuchu, ale i pismo wypukłe, czyli też dotyk. „Czytaniu palcami” poetka poświęciła m.in. poniższe wersy:

„Dla mnie czytanie
palcami
to trochę inne
czytanie
czasami pomiędzy słowa
i zdania
coś się zakrada
coś rozsnuwa
jak gdybym robiła na drutach
albo odmawiała
różaniec” (DiW51)

Zacytowany wiersz *** (dla mnie czytanie) jest jednym z moich ulubionych w dorobku Jadwigi Stańczakowej; zaczyna się quasi-publicystycznie, na całej długości wiersza dominują powściągnięte emocje, słowa idą szybko, a wieńczące utwór porównanie nadaje mu poloru niemal mistycznego. W Ślepaku pisarka zauważa: „Bo właśnie czytanie palcami jest najpodobniejsze do czytania wzrokiem, to bezpośrednie obcowanie z tekstem, intymne, w ciszy. A zaleta dodatkowa, że i w ciemności – nic nie rozprasza” (Ś190). Gdzie indziej podmiot liryczny zdaje relację z „czytania” płatków śniegu: „Uchylam balkon / czuję na policzku / kropki śniegu / jak te wypukłe / pod dotykiem palców / więc ja śnieg / czytam” (DiW93).

Narratorkę liryczną dręczą pytania, przede wszystkim o tożsamość psychofizyczną, o „ja”: „Kim jestem / ja / ślepy człowiek / idący z laską / przez las / nie mam wieku / ani imienia / i nie wiem / jaka to epoka” (DiW27). Poetka każdego dnia z mozołem ponawia próbę akceptacji siebie i świata niedostępnego wszystkimi zmysłami: „czekam na niewidzialne dla mnie / gwiazdy” (DiW29). Brak percepcji wzrokowej ogranicza, stawia tamy, usidla, staje się więzieniem: „Jestem więźniem mojej ślepoty / a kiedy ja wychodzę / więzienie idzie ze mną / na ulice / na skwery” (DiW56). Ta wieczna kara pozbawienia wolności oczu i uczucie zamknięcia prowadzi podmiot liryczny do gorzkiego przemyślenia: „Ślepota ogranicza wolność / ale jej nie odbiera / zawsze jeszcze pozostaje / własne mieszkanie / własne łóżko” (MN117). Nic dziwnego, że Jadwiga Stańczakowa cierpiała na depresję, a literaturą-bólem staje się bez wątpienia cykl Depresja pomieszczona w tomie Depresje i wróżby; zwróćmy uwagę na liczbę mnogą depresji, jakby przygnębienie multiplikowało działania, by strapić podmiot-przedmiot. Tadeusz Sobolewski, krytyk literacki i filmowy, a jednocześnie zięć pisarki w artykule opublikowanym na stronie internetowej „Wysokich Obcasów” 28 stycznia 2006 roku  Jadwiga Stańczakowa, pisarka podał: „Jadwiga miała naturę depresyjną. Od najwcześniejszych lat niczym przeczucie kalectwa towarzyszyło jej poczucie obcości” (http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,3132212.html – dostęp 23 grudnia 2017 roku). Przejmujące konfesje niemal ze środka cierpienia pisarka zawarła w Ślepaku:

„Więc znowu depresja. Zjazd w dół. W głąb siebie, tą czarną, jakby nieświadomość, jakby w swój cień. Trudno mówić, jakby mowa zastygła. I ciało zastyga. Trudno się zdobyć na jakikolwiek ruch. Tylko tak leżeć, leżeć… w pustce, bo w głowie zupełna pustka. I czerń dokoła, niemal fizyczna czerń. […]
I ja w depresji jestem swoją odwrotnością. Skulona. Zalękniona. Nieśmiała. Bezwładna. Z twarzą tak napiętą, że sama czuję ucisk mięśni. Boję się ludzi. Tylko pod kocem, na wyspie kanapy, czuję się jako tako bezpieczna. I tylko z bliskimi. Ale też nie na długo. Trudno mi formułować myśli. Wypowiadać słowa. A to, co mówią inni, przelatuje obok mnie. Noce bez snu. Z biciem serca. Z tykaniem zegarka. W próżni. Albo te sny koszmarne”. (Ś156)

Omawiany zestaw wierszy obejmuje opisy z głębi depresji, której cechami są alienacja („miasto / ja jestem naprzeciwko / jakby z drugiej strony”, DiW70) i lęk („Coś się we mnie mysiego / wylęgło / zachrobotało / przemknęło / a ja się tego / tak zlękłam”, DiW63). Druga część cyklu to wyjście z „piwnic siebie” na powierzchnię bytu. Uwolnienie duszy następuje dzięki „latarce medytacji”, odczytajmy zatem: „Nękały mnie depresje / straszyły / kuliły / aż wreszcie / z latarką medytacji / zeszłam w głąb siebie / do piwnic / a tam / ciemno / cicho / i nic strasznego / nie ma” (DiW84). Wątek kontemplacyjny pojawia się w wierszu przywołującym ćwiczenia duchowe jogów: „Jogowie zamykają się w ciemności / na lata. / Ta ciemność ma oświetlić / ich duchową drogę. / Więc może i moja ciemność / gdzieś mnie prowadzi / pod światło” (DiW118). Już liryk Nastroje z poetyckiej prymicji Niewidoma zapowiadał czeluść smutku („smętku”): „Zapadam w studnię, / leżę na dnie czerni, / w uszach cykają czarne  świerszcze” (N16).

Rolę przewodnika, który pomógł czy też wmawiał niewidomej bohaterce życie w świetle, był Miron Białoszewski; on też podsunął swojej asystentce pomysł na terapię: pisanie, tworzenie. Jadwiga Stańczakowa we Wstępie do Dziennika we dwoje wyjaśniła: „Dlaczego dziennik urywa się w maju 1978 roku? Namówiona przez Mirona, zaczęłam pisać prozę innego typu” (DwD14). Z kolei Tadeusz Sobolewski, niejako uzupełniając ten zapis, łączy przezwyciężenie depresji z aktem kreacyjnym: „Pisanie pomagało przetrwać nawroty depresji. Było jak zażywany codziennie lit. […] I wtedy, kiedy było źle, przyszedł Miron. Właściwie to ona go wezwała. Stał się jej terapeutą. Nawracał ją na życie. Książki, które napisała przy nim, nawet jeżeli opisują depresję, są świadectwem siły” (Jadwiga Stańczakowa, pisarka). Autorka Przejść manifestuje przeciw przygnębieniu: „że jednak warto żyć / żeby otwierać / własnym kluczem / własne drzwi” (DiW83);  „Jak to dobrze / że mogę być szczęśliwa / po omacku” (DiW89); „Każdego ranka / odpycham życie / w dzień smoła myśli / wieczorem / raźniej / nawet maluję / usta” (MN107).

Jadwiga Stańczakowa wpisuje ślepotę w nurt mityzujący: „Może jestem / jak przepiórka / oślepiona / z żalu / śpiewam” (MN125), w myśli na wskroś kosmogeniczne: „Niewidzenie jest magią / bo przez jego czarność / światło dalekich gwiazd / dościga ociemniałego / w jego Wszechświecie / po latach” (MN7) czy nawet w krąg darów Stwórcy (bluźnierstwo na wspak?): „Może to Bóg / zasłonił mi oczy / czarną opaską / żebym widziała / niewidziane” (MN140). Stąd już krok do ostrożnego pogodzenia się z losem: „A to nie jest tak / że mi ciągle brakuje / widzenia / już nie / tylko czasem” (DiW109), bohaterka bowiem nie zawsze czuje się niewidoma: „Nie jestem ślepa / kiedy leżę / i myślę / ani kiedy czytam / Zamykam oczy / kiedy słucham muzyki / I kiedy idę z laską / albo unosi mnie / woda” (MN139). Może na kontrolowany optymizm miała wpływ refleksja, że mogło być gorzej; w Dzienniku we dwoje (18 kwietnia 1976 roku,  niedziela) czytamy: „Rozważaliśmy z Mironem, co gorsze – ślepota czy głuchota. I uznaliśmy, że głuchota, bo bardziej osamotnia” (DwD219). Ucieczka przed wyobcowaniem to zatem główny cel życia i pisania Jadwigi Stańczakowej.

Co ciekawe, jej wiersze pełne są barw, ale jak mogłoby być inaczej, skoro przyznaje: „Lubię zestawiać kolory / choćby na ślepo” (DiW107) i: „ta niebieskość przede mną / nawet po ciemku” (DiW19). W zbiorze próz Ślepak wyłuskamy wiwisekcję umiejętności kreowania projekcji barwnych:

„Kiedy zastanawiam się nad moim niewidzeniem, dochodzę do przekonania, że to widzenie, tylko zupełnie inne. To dziwne widzenie barwnych przestrzeni rozwinęło się we mnie od czasów medytacji. I wciąż się przeobraża. Najpierw te olbrzymie witraże pomarańczowo-fioletowo-żółte. To bledsze, to intensywniejsze. Potem czernie depresji. A ostatnio złocisty blask. Blask, który wydaje się intensywniejszy od słońca”. (Ś279)

Kolorystyka obejmuje wizje senne i dni odpamiętane. Liryk Niebieskość został utkany po malarsku i łatwo przypisalibyśmy jego autorstwo artyście pędzla: „Śni mi się / że maluję śnieg / białość / w niebieskawych cieniach / jak w bielonej chacie / nad nim czarne skręty / gałęzi / i czarne loty wron” (MN10). Kolory kojarzą się z określonymi przedmiotami, zwykle roślinnością, ale również z tkaniną i papierem: „Pomarańczowy – myślę / i jawi się w moim umyśle / pomarańcza / i pęk nagietek / i stara bluzka / i kartka / glansowanego papieru” (MN12); „Myślę o nich [dalie] / i ekran ślepoty / rozświetla się żółtością / i fioletem” (DiW115). Metodę stosowaną przez siebie bardzo trafnie ujęła sama autorka, gdy, trawestując Mickiewiczowskie „Widzę i opisuję”, dedykowany Marii Kuncewiczowej cykl wierszy-wspomnień o Kazimierzu nad Wisłą zatytułowała: Nie widzę i opisuję (DiW121).

__________

[1] Skróty tytułów cytowanych książek Jadwigi Stańczakowej: N – Niewidoma, „Czytelnik”, Warszawa 1979; MN – Magia niewidzenia, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1984; DiW – Depresje i wróżby, „Czytelnik”, Warszawa 1984; Ś – Ślepak, „Czytelnik”, Warszawa 1982; DwD – Dziennik we dwoje, wydanie II, zmienione, Wrocławskie Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2015. Liczba arabska obok skrótu oznacza numer stronicy, z którego pochodzi przytoczenie.
[2] J. i J. Kwapiszowie, Orientacja przestrzenna i poruszanie się niewidomych oraz słabowidzących. Poradnik metodyczny, Warszawa 1990, s. 82.
[3] Z. Sękowska, Kompensacyjna rola dotyku, [w:] Tyflopedagogika, red. Z. Maskowicz, Warszawa 1981, s. 67.
[4] Tamże, s. 73.


Arkadiusz Frania

Ur. 1973 roku w Przechlewie (obecnie województwo pomorskie). Poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki. W 2003 roku uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa (Uniwersytet Śląski). Opublikował: sześć zbiorów poetyckich (na przykład mnie nie ma, powiedz mi siebie, na zimnym uczynku, ale się nie budzę, zacząć nic od początku, Zbieracze lawendy. Wybór wierszy), dwie książki prozatorskie (Jestem pomysłem Pana Boga na człowieka, Rzeźby w maśle. Prozy z pamięci) oraz cztery tomy krytycznoliterackie („Solidne niefarbowane retro”. O poezji Tadeusza Gierymskiego, Strażnicy i najeźdźcy. Zjawiska we współczesnej poezji regionu częstochowskiego, Poświatowska, Marjańska, Cichla-Czarniawska. Trzy szkice typu ziemia-ziemia-ziemia, Lipton story. Esencje krytyczne o sztuce pisarskiej Jacka Durskiego). Wiersze, opowiadania i teksty krytycznoliterackie były tłumaczone na języki: serbski, macedoński, słoweński. włoski i angielski. Ukazały się też dwie osobne serbskie edycje utworów: proza Asocijacije (przekład Olga Lalić-Krowicka) i wybór wierszy Na sudnji čas zakasni (przekład: Olga Lalić-Krowicka i Vesna Denčić).

Reklamy