ARKADIUSZ FRANIA – Szczygieł i chmiel. O wierszach Jerzego Stachury

3a

Do historii literatury można wkroczyć jeszcze zanim zacznie się pisać wiersze albo gdy napisze się je nieświadomie, na długo przed pełnoprawnym debiutem. Potwierdzeniem pierwszej tezy i sposobem zaistnienia w literaturze jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej linijki wiersza jest „bycie przywołanym” przez znanego pisarza – np. członka rodziny. I tu dochodzimy do casusu Jerzego Stachury – bratanka Edwarda Stachury. Miłośnicy literatury wiedzą doskonale, że autor Po ogrodzie niech hula szarańcza dedykował młodzieńcowi Piosenkę dla Juniora i jego gitary. Tym gestem nie tylko stworzył postać Jerzego Stachury-Juniora (tak zresztą bratanek podpisuje część publikowanych utworów), ale niejako namaścił Go na poetę, barda, człowieka gitary i słów. Dodajmy: życie przyniosło również działania malarskie.

Z niemałym zainteresowaniem odnotowuję, iż w ostatnich latach nastąpiło wyraźne ożywienie w zakresie edycji dzieł Jerzego Stachury. Nakładem sopockiego SOLITONU ukazały się 2 płyty CD: w 2014 roku wykonania piosenek słynnego stryja Sted, Junior i wszyscy z drogi pod chmurami (muzyka i słowa: Edward Stachura), a 3 lata później Kup sobie wiersz (muzyka: Jerzy Stachura, słowa: większość tekstów autorstwa Jerzego Stachury, a także kilka Adama Potrykusa, Tadeusza Buraczewskiego, Wojciecha Fułka). W 2014 roku Wydawnictwo „C&T” z Torunia przekazało czytelnikom wybór wierszy z lat 1971-2013 pod bezpretensjonalnym tytułem Poezje (dalej cytaty z tej książki: litera „P” i  numer stronicy, z której pochodzi przytoczenie). To bardziej niż udana próba promocji poety wśród szerszych kręgów miłośników dobrej literatury, gdyż wcześniejsze książki poetyckie publikowane były w niewielkich nakładach i nie zawsze przebijały się do świadomości czytelniczej. Redakcja podała niezwykle lapidarny i jednocześnie treściwy biogram Jerzego Stachury: „Jerzy Stachura (ur. 05.01.1951). Poeta, bard, malarz. Chłopak z Grabówka. Bratanek Edwarda. »Naczelny« poeta Gdyni”. Zacznijmy zatem od literackiego autoportretu:

„A może by tak wyjść z domu
zapomnieć adres
imię i nazwisko –

twarz pociągła
oczy piwne
włosy proste – lekko łysiejący
wzrost 178 centymetrów
wygląd ogólnie zaniedbany

Ktokolwiek widział
niech zapomni – – –”
(P42)

Autor zasygnalizował tu główne wątki swojej poetyckiej eksploracji: dojmująca egzystencja, wycofanie, rozczarowanie życiem i alkohol.  Bo świat doskwiera do tego stopnia, że można już wypowiedzieć albo „trywialną prawdę”, albo „niespełnione marzenia” (P21).

Sam autor nie uważa się za genialnego twórcę: „Nie jestem wielkim poetą / Piszę piosenki / pod wiśniowym słońcem” (P41), „Od pierwszego wiersza / do ostatniego słowa / powtarzam się i powielam // taki jestem wolny – –” (P40). W artykule Elżbiety Matwiejczyk Grabówek oczami Stachury, będącym relacją z wernisażu obrazów Jerzego Stachury, zacytowano takie samokrytyczne zdania twórcy: „W tej formie artystycznej [malarstwie] odnalazłem swój sposób na życie. […] Nie do końca sprawdziłem się w poezji. Chciałbym wyrazić to, czego nie zdążyłem w melice, w malarstwie. Każdą wolną chwilę poświęcam tworzeniu, ponieważ wiem, że czas ucieka” (tekst zamieszczony w Internecie 12 lutego 2010 roku, https://kultura.trojmiasto.pl/Grabowek-oczami-Stachury-n36991.html – dostęp 31 stycznia 2018 roku). Ale przecież autentyczna wielkość czy oryginalność nie biorą się z chełpienia, rozdętego „ego” i nadmiernego poczucia własnej wielkości, wszak indywidualność tworzy się niczym patyna, powoli, „niechcący”, przy okazji.

Podoba mi się poezja Jerzego Stachury już choćby dlatego, że nie należy do mainstreamu, że jest bardzo osobna, nienachalna, trochę na uboczu, może stąd pełna tajemnic, nerwu, jednym zdaniem: prawdziwa prawdą serca, które bije w pociągnięciach pióra po kartce papieru i, choć poeta twierdzi: „Przyszło mi żyć / w nie swoim sercu” (P21), ufam w czytane po cichu słowa: „Nawet wiersz / wyrwałem sobie z serca / abyś nie czuła się samotna” (P63), „Nie wiem / czy to był ostry kamień / czy tępe szkło / gdy otwierałem sobie serce” (P14). Szczerość pulsuje jak krew, a krew przywodzi odwieczny aksjomat o ludzkim żywocie: „W powietrzu ostra wzmaga się woń / i krew coraz bliżej – / Z tego samego korzenia kwiat / miłość, kołyska i śmierć” (P7).

Jednym z kluczowych wątków liryki Jerzego Stachury jest opis bólu egzystencjalnego: „Bo tak naprawdę / to niewiele po sobie zostawię – / siatkę poezji / i nie zdane do skupu butelki – –” (P53). Cierpienie przybiera rozmaite formy i ma różne stężenie czy natężenie. Wiersze skowyczą: „Zginam się nad kartką papieru – / Słyszę dół z wapnem” (P6), „Jeszcze tylko ten wiersz – / ból rzucony na białą kartkę / i mogę się poddać – –” (P49). Nad głową wisi „ołowiane niebo” (P9), „Wciąż tylko kamienie / i ciężkie metale – / nawet sen jak czarna dziura – –” (P15), a „za plecami czai się wieczór…” (P10) i  „tylko biedronka / na parapecie okna / zawyje do księżyca – –” (P21); pozostaje czekać „na krzyk gołębi” (P19). Poeta nie nazwie egzystencji sielanką, jego pełen rozczarowania bohater piszczy ze smutku: „Gdzie szukać jasnych myśli / gdy w głowie noc / a dusza ledwo się tli // Dokąd pójść / gdy nie ma gdzie wracać” (P38), „w głowie wciąż ciemno / i bez celu w nogach – –” (P19).

We wstępie zamieszczonym w książeczce stanowiącej integralną część płyty Sted, Junior i wszyscy z drogi pod chmurami, artysta wspominał, że stryj uczył go swoich piosenek:

„Miałem może 16-17 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszałem jak stryj Edward śpiewa Balladę dla Potęgowej. Grałem w tym czasie w gdyńskim zespole bigbitowym Piastony. I chyba wtedy pękł gryf w mojej elektrycznej gitarze i urzekło mnie na zawsze to proste stedowe granie na niedostrojonej gitarze, ten śpiew, jakby z całego siebie, gdzieś z brzucha, gardła, z oczu. To była prawda, której i ja szukałem w swoim melicznym świecie. I wujek Edziu był już dla mnie Stedem, a ja dla niego Juniorem”.

W zapowiedzi płyty Kup sobie wiersz Junior tłumaczył „Głosowi Kultury” późny debiut fonograficzny (artykuł redakcyjny Jerzy Stachura zapowiada płytę „Kup sobie wiersz” z 25 października 2017 roku): „Podobnie jak mój sławny stryj Edward Stachura, którego piosenki śpiewam już blisko pół wieku, nigdy nie chciałem być grajkiem i śpiewakiem. Wolałem światło ogniska […] [od] blasku jupiterów. Śpiewałem dla przyjaciół i tych, którym nie przeszkadzała moja niedostrojona gitara i  raczej niemikrofonowa dykcja” (http://www.gloskultury.pl/jerzy-stachura-zapowiada-plyte-kup-sobie-wiersz/ – dostęp 31 stycznia 2018 roku).

We wstępie do dwupłytowego wyboru interpretacji piosenek Edwarda Stachury Wielkie Ci dzięki, wydanego w prestiżowej „Złotej kolekcji” Warner Music Poland (Pomaton) (s. 2 książeczki) Jerzy Stachura opisuje, jaką siłę rażenia posiadały pieśniarskie wykonania Steda:

„Bo oto nagle, ten który śpiewał i ten który słuchał, stali się jedną piosenką. Jednym wielkim śpiewaniem. Świętem Śpiewania. Radością i smutkiem. Bólem istnienia i cudem życia. Bo cała twórczość Stachury, to wielkie »życiopisanie«. A jego całe życie to piosenka, której nie można śpiewać”.

Z wyrywanym z trzewi śpiewem kojarzy się i fragment poezji bratanka autora Całej jaskrawości:

„Jeszcze wszystkiego nie wyśpiewałem
a już noc zabrała gitarę
i wiatr od lasu
jakby się wzmógł – –

Przez wrota smutku wracam
do stworzenia świata

do wielkiego wybuchu
krzyku i płaczu”
(P58)

Podmiot liryczny zmaga się ze swoim niedopasowaniem do świata, stąd i przeszywające duszę i ciało dreszcze przeczuć, których nie zdoła się już oswoić, toteż bohater w wierszu Do końca wyznaje:

„Już trzecią noc z rzędu
budzi mnie ten sam wiersz

Nawet dobry –
ma ładne słowa
i dużo samogłosek

Ale jest w nim coś
co spędza mi sen z powiek
i każe czuwać
nad kartką papieru – –”
(P68)

Osamotnienie bywa nieraz efektem ruchu odśrodkowego i staje się autoalienacją: „Słucham w radiu niedzielnej mszy – // Palę papierosa / Piję piwo / Piszę wiersz – – // Nie ma mnie dla nikogo” (P68). Zniknąć dla świata, ludzi i chyba przede wszystkim uciec przed sobą: „Żyję stąd dotąd – / Od okna do drzwi / Słońce i gwiazdy / nie świecą nad moją głową” (P13).

Trudno nawiązać relacje z kobietami, zbliżenie jest początkiem odpychania i oddalania się: „Dlaczego każdą linijką / z każdym słowem / oddalamy się / od siebie – – ” (P20), żadna sytuacja w kontaktach damsko-męskich nie ma jednoznacznego wydźwięku: „Próbuję czytać między wierszami / ale wciąż nie wiem / czy żegnasz mnie białą chusteczką / czy witasz gałązką magnolii” (P29).

Jeśli kobiety nie koją bólu, pełniąc rolę już tylko „kochanek / pozujących do wierszy” (P65), to miłość rodzi obawy: „Boję się nowej miłości / jak gwiazdy / spadającej na Ziemię // po której krater / i śmierć dinozaurów” (P23). Ostatecznie pozostaje podwórko i koledzy z dzieciństwa, bliżsi z każdym rokiem, z każdym straconym złudzeniem: „Czy to ja / byłem tym chłopcem / który w rozbitym oknie / płakał do księżyca” (P32). Z tego też powodu niepoślednie miejsce w topografii serca i wspomnień Jerzego Stachury zajmuje dzielnica:

„Maluję Grabówkiem –
biorę dom
i maluję pałac
biorę ulicę
i stawiam tęczę
chwytam podwórko
i sadzę czereśnie wiśnie
i zielone krzaki”
(P70)

Przedmioty, budynki czy roślinność stanowiłyby tylko suchy element pejzażu, gdyby nie ludzie, a właściwie „chłopaki z Grabówka”: „Ale kiedy wspominam / chłopaków z Grabówka / to jakbym sobie wierszem / opowiadał życiorys” (P61), „Czasami tylko wspomnę chłopaków z Grabówka – / znicz zapalę pod drzewem / i na kilka łyków / zatrzymam wiersz w butelce” (P75), „Chłopaki z Grabówka / już rano przełamali się chmielem / teraz wpatrzeni w migające wystawy / rozdają dzieciom prezenty” (P30). Przeszłość mieni się jak świat zbudowany według zasad, jak w trakcie międzypodwórkowych bitew: „Pamiętam wojny Grabówka z Chylonią // […] // Rannych zbierały dziewczyny / W plisowanych, niedzielnych spódniczkach” (P33). Grabówek to jeden z głównych tematów malarstwa Jerzego Stachury. Na stronie Galerii TouchofArt.eu artysta wpisał w portfolio: „Zatem pacykuję ten swój ulubiony Grabówek, jest to dzielnica Gdyni, w której żyję już 62 lata, a o której sporo już napisałem wierszy i piosenek” (https://www.touchofart.eu/Jerzy-Stachura/ – dostęp 31 stycznia 2018 roku). Przytoczmy również wrażenia Elżbiety Matwiejczyk z wystawy obrazów poety w Gdyni zapisane w przywołanym już tekście Grabówek oczami Stachury :

„Przeciętnemu mieszkańcowi Gdyni Grabówek kojarzy się z szarą i ponurą częścią miasta. Autor prac natomiast przedstawia dzielnicę w nowym świetle. Na obrazach zobaczyć można przede wszystkim kolorowe domy, drzewa i ulice. Styl obraz[ów] oscyluje pomiędzy awangardą, a przekazem czytelnym dla odbiorcy. Swoją sztukę twórca wystawy określa jako fowizm, czyli malarstwo o ognistej, dzikiej […] kolorystyce. […] Na jego obrazach możemy zobaczyć jak związany jest z rodzinnym Grabówkiem. Zastosowana technika impresjonizmu i fowizmu przemienia szare domy i ulice w barwny świat Jerzego Stachury”.

Grabówek to najżywsze natchnienie Stachury-malarza. W wywiadzie dla Galerii TouchofArt.eu bez zastanowienia, odruchowo wskazał źródło inspiracji: „Moja dzielnica, którą poprawiam po budowniczych ruin, i pejzaż, który czasami poprawiam po stwórcy” (https://www.touchofart.eu/Jerzy-Stachura/ – dostęp 31 stycznia 2018 roku).

Do rzadkości należy radość z możliwości pisania, a właściwie z potęgi kreacji: „Mogę tworzyć / Wymyśliłem już kobietę, dom / i warcaby z chleba” (P13). Tworzenie to dar urzeczywistniania nierzeczywistego i równocześnie podnoszenie codzienności do rangi przypowieści. Bo przecież każdy poeta tworzy mitologię własnego życia, przywołując ludzi, zdarzenia, strzępki rozmów czy kolory uczuć: „Chodzi za mną wiersz / jak smak swojskiej kiełbasy / którą matka / robiła na święta” (P37).

W wielu tekstach nadrzędnym motywem jest poszukiwanie spokoju, wyciszenia. Osobistą arkadię, namiastkę azylu można znaleźć tuż obok, wszystko zależy od wewnętrznego oka: „Czy się wyciszyć gałązką jabłoni / czy uspokoić kuflem piwa” (P21), „W szczęśliwym kraju nad Wisłą / w obrębie sklepu sieci Zatoka – / piję piwo” (P28). Ciekawe, że najczęściej aura chwilowego błogostanu kojarzy się z piciem piwa. W ogóle alkohol płynie szeroko przez żyły tych wierszy, zabarwiając je już to objawieniem-olśnieniem na temat istnienia, już to kacem. Refleksje filozoficzne z butelką tle:

„Coraz trudniej stworzyć coś nowego
butelki od lat mają
ten sam kształt

Tylko żal, że
oglądając tyle razy dno butelki
nie wymyśliłem
koła”
(P34)

sąsiadują z jakimś  nieokreślonym dygotaniem bytu: „Zabrała mnie noc i rzuciła w ciemność // […] // Wróciłem do domu – / Na łańcuchu szarpał się pies / a furtka kołysała” (P12), „Zamykam oczy – / księżyc nie odbija się w wodzie / a ja, jak co noc zanurzam się / tonę – – –” (P18). Znalazłem także fragment, podczas lektury którego przyszła mi na myśl fraza z Piosenki dla Juniora i jego gitary; jej koda „I pomóż słońcu! / I pomóż słońcu! / I pomóż słońcu lśnić!” (cytuję za: Edward Stachura, Wiersze, poematy, piosenki, przekłady, redaktor tomu Ziemowit Fedecki, „Czytelnik”, Warszawa 1984, s. 254) została pochwycona przez Jerzego Stachurę: „O świcie wyszedłem z meliny / Przeżegnałem się / i ucałowałem kawałek słońca” (P47).

Artysta odznacza się gorzkim poczuciem humoru, nieraz wisielczym czy też molowym w aurze, oto próbka: „Boga proszę o zdrowie / Los o pieniądze // I jak Boga kocham / los ma u mnie przejebane” (P39), „Z tym zbawianiem świata / to trzeba uważać – // Chrystus umarł na krzyżu / Sted zwariował / a ja się rozpiłem” (P48). Rzecz jasna, ironia to chwyt terapeutyczny, unieszkodliwiający padół choćby na ułamek wiersza, na jeden, dwa oddechy.

Fraza: „Chyba już pora / ścinać słoneczniki” (P16) niesie w sobie nie tyle zaproszenie do wspólnego żniwowania, ile namysł nad kondycją człowieka osaczanego, zgniatanego, pozbawianego dostępu do siebie samego, gdyż to, co poza „ja”, to już tylko „wszechświat niemożliwości” (P6). Nie wolno się jednak poddawać: „a jeśli będę szczygłem / rzuć mi kilka nasion chmielu” (P53).


Arkadiusz Frania

Ur. 1973 w Przechlewie (obecnie województwo pomorskie). Poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki. W 2003 roku uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa (Uniwersytet Śląski). Opublikował: sześć zbiorów poetyckich (na przykład mnie nie ma, powiedz mi siebie, na zimnym uczynku, ale się nie budzę, zacząć nic od początku, Zbieracze lawendy. Wybór wierszy), dwie książki prozatorskie (Jestem pomysłem Pana Boga na człowieka, Rzeźby w maśle. Prozy z pamięci) oraz cztery tomy krytycznoliterackie („Solidne niefarbowane retro”. O poezji Tadeusza Gierymskiego, Strażnicy i najeźdźcy. Zjawiska we współczesnej poezji regionu częstochowskiego, Poświatowska, Marjańska, Cichla-Czarniawska. Trzy szkice typu ziemia-ziemia-ziemia, Lipton story. Esencje krytyczne o sztuce pisarskiej Jacka Durskiego). Wiersze, opowiadania i teksty krytycznoliterackie były tłumaczone na języki: serbski, macedoński, słoweński. włoski i angielski. Ukazały się też dwie osobne serbskie edycje utworów: proza Asocijacije (przekład Olga Lalić-Krowicka) i wybór wierszy Na sudnji čas zakasni (przekład: Olga Lalić-Krowicka i Vesna Denčić).

Reklamy