BARBARA TROKOWSKA – „Jak najdalej stąd”. O „Exodusie” Łukasza Orbitowskiego

a

Nie pamiętam kiedy ostatnim razem, bynajmniej nie na końcowym etapie czytania powieści, chciałam, aby powieść już się skończyła. Nie czytałam, a śledziłam wzrokiem litery, zatrzymując się jedynie na dłużej na fragmentach dotyczących przeszłości bohatera. Chciałam w ten sposób potwierdzić to, co przypuszczałam od stu, może stu pięćdziesięciu, stron lektury.

Tragiczna historia rodzinna niczym w Cmętarzu zwieżąt Stephena Kinga[1]. Tyle że zamiast elementów fantastycznych otrzymujemy od Łukasza Orbitowskiego zagubionego człowieka, który ucieka przed swoją przeszłością. Błąka się po Europie, czasami pije od rana, a czasami pomaga innym, na przykład w obozie dla uchodźców. Generalnie jednak czuje się człowiekiem przegranym, a autor stara się znaleźć powody takiego stanu rzeczy.

W moim przekonaniu poszukiwanie przyczyn zachowania bohatera w jego przeszłości (brak kontaktu z ojcem) jest nadinterpretacją powieści[2]. Wprawdzie Janek wspomina czasem o swoim połowicznym „sieroctwie”, jednak nijak ma się to do tragedii, która wydarzyła się w jego rodzinie. Równie dobrze bohater powieści mógłby mieć kochającego ojca, a i tak stając w obliczu tego, co go spotkało, mógł zachować się tak samo. Przeszłość nie jest przecież jedyną (i najważniejszą) determinantą wpływającą na wybory człowieka. Autor powieści zdaje się jednak twierdzić inaczej, co stawia pod znakiem zapytania prawidłowość postrzegania przez niego rzeczywistości.

Powieść Łukasza Orbitowskiego przepełniona jest tekstem, jednak treści jest w niej bardzo mało. Można nawet odnieść wrażenie, że autorem jest nastolatek, który tworzy czarno-biały obraz rzeczywistości na zasadzie akcja-reakcja, czyli przyczyna-skutek. Być może ironizowanie na temat losów bohatera jest nie na miejscu, wszakże jego historia jest nie do pozazdroszczenia, tak przecież sam autor przyznał, iż literatura jest fikcją i przedstawia zdarzenia, które się nie wydarzyły, a ludzie opisywani w powieściach nigdy nie żyli[3]. W związku z tym można uznać, że „szablonowy” Janek to co najwyżej „kalka” jakiegoś człowieka. Wówczas jego schematyczne postępowanie byłoby zrozumiałe – skoro jednostka wychowywała się bez ojca, to przecież sama nie może być dobrym ojcem. Jeśli ojciec miał kochanki, to syn też musi je mieć. Gdy ktoś nie radzi sobie z własnymi emocjami, to przecież w końcu oszaleje i będzie urojeniowo postrzegał świat. Ze wszystkich wymienionych zależności tylko tę ostatnią można uznać za prawdziwą. Problem jednak w tym, że w powieści Orbitowskiego bohater oszalał, ale za kilka dni był już racjonalistą. To zresztą nie jedyna niekonsekwencja autorska.

Motto powieści brzmi: „Wędruj samotnie i śpiewaj!”. To cytat z Księgi Thota napisanej przez Aleistera Crowley’a. Książka ta przedstawia między innymi interpretację tarota[4]. Chyba niewielu czytelników zna bliżej tę pozycję, zatem przy odnoszeniu motta Exodusu do powieści raczej nie ma konieczności szukania związków z magią. Wystarczy zatem proste rozumienie tych kilku słów, które nie mają jednak zbyt wiele wspólnego z utworem Orbitowskiego. Przede wszystkim bohater nie wędruje, a tuła się po Europie. Jego podróż można nawet określić jako błąkanie się i niemożność znalezienia własnego miejsca. Wędrówka natomiast to przygoda, chęć poznawania nowych rzeczy. Powieściowy Janek również nie śpiewa, ani smutnych, ani radosnych piosenek. Jest właściwie całkowicie niemuzyczny. W związku tym trudno znaleźć powiązanie między mottem powieści a jej treścią. Jest ono bardzo mylące. Nawet przy założeniu, że autorowi chodziło właśnie o ukazanie tego dysonansu, to i tak obecność tego motta nie znajduje usprawiedliwienia. Słowo wędrówka kojarzy się z drogą, z długotrwałym, nużącym przemieszczaniem się, natomiast autor powieści jedynie przenosi czytelnika z miejsca na miejsce (raptem do trzech miejsc). Innymi słowy, chociaż bohater przemieszcza się, to nie wędruje, w powyższym rozumieniu tego słowa. Smutny jego los. Pewnie dlatego też nie śpiewa, nie śpiewał nigdy i śpiewać już nie będzie…

Zdarzenia przedstawione w powieści mogą być dla niektórych interesujące, zwłaszcza dla przedstawicieli cyganerii artystycznej. Jednak lojalnie trzeba uprzedzić, że właściwie nic nowego w nich nie ma – alkohol, narkotyki, seks, przemoc. Natężenie wymienionych jest także wyważone, bez większych ekscesów. Może to zatem wywoływać znużenie u wyżej wspomnianych czytelników.

Autor podzielił powieść na cztery części i czternaście rozdziałów. Każdy z nich poprzedza wspomnienie pewnego wiosennego popołudnia na ulicy Puławskiej w Warszawie. Wówczas wydarzyło się „trach”. Co kryje się pod słowem, czytelnik domyśli się już mniej więcej w połowie utworu. Zrozumie także, dlaczego bohater postępuje w opisywany przez autora sposób. Jest po prostu niedojrzałym człowiekiem, ożenił się bez miłości, a później znalazł sobie kochankę. Wszystko to być może dlatego, że wychowywał się bez ojca. Istnieje jednak jeszcze inna, zdaje się, że bardziej przekonująca opcja – był uczestnikiem traumatycznego zdarzenia i nie mógł sobie z tym poradzić. Nie ma w tym głębszej psychologii ani konieczności szukania skomplikowanych przyczyn. Tak po prostu się stało. Historia, jakich wiele. Może gdyby nie alkohol, seks, narkotyki, przemoc i tułaczka po Europie. Uczciwie polecam tę książkę jedynie tym, którzy już ją kupili albo nie mają nic innego do czytania.

Muszę przyznać, że Łukasz Orbitowski mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się tak płytkiego psychologizmu po autorze Innej duszy. W dodatku na prawie czterystu pięćdziesięciu stronach przedstawił historię, która mogłaby zmieścić się na pięćdziesięciu. Może wtedy by „wybrzmiała”, a jej dramatyzm zostałby wyeksponowany. Nie byłoby nużących znajomości z „nie wiadomo kim”, które nic nie wnoszą do powieści. A utwór Orbitowskiego właściwie składa się z postaci, które nie mają żadnego znaczenia, zarówno dla bohatera, jak i dla przedstawianej historii.

A na koniec Jankowej podróży można byłoby mu zaśpiewać fragment piosenki Edyty Górniak pod tytułem Jak nadalej: „Jak najdalej stąd, jak najdalej chcę biec, byle jak najdalej. Zapominam, że, czy chcę tego, czy nie, moje serce biegnie też”[5]. Do tych słów sprowadza się cała idea i sens najnowszej powieści Orbitowskiego.

Łukasz Orbitowski, Exodus, Wydawnictwo SQN, Kraków 2017.

__________

[1] Zob. S. King, Cmętarz zwieżąt, przeł. P. Braiter, Warszawa 2009.
[2] Zob. np. M. Smyk, Exodus. Łukasz Orbitowski. SQN 2017, http://opetaniczytaniem.pl/recenzje/exodus-lukasz-orbitowski-sqn-2017.html, dostęp: 28.02.2018.
[3] M. Żarski, Łukasz Orbitowski: W człowieku są rzeczy nierozpoznawalne. Nasz wywiad, https://wpolityce.pl/kultura/257603-lukasz-orbitowski-w-czlowieku-sa-rzeczy-nierozpoznawalne-nasz-wywiad, dostęp: 28.02.2018.
[4] Informacje o książce za: A. Crowley, Księga Thota, http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3852301/ksiega-thota, dostęp: 28.02.2018.
[5] E. Górniak, Jak nadalej, autor tekstu: E. Górniak, kompozytor: P. Siejka, R. Kunce, album: Perła, wyd. 2002.


Barbara Trokowska

Ur. 1986. Absolwentka prawa i filologii polskiej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Uwielbia czytać i słuchać muzyki. Interesuje się teorią literatury. Od dzieciństwa marzy o podróży do Ameryki Południowej.

Reklamy