ŁUKASZ LIPIŃSKI – Kilka słów o retoryczności tekstu literaturoznawczego

a

Retoryka nie należy dzisiaj do tematów, jakie są chętnie podejmowane przez badaczy literatury, czy szerzej: badaczy kultury, którzy nie zajmują się nią bezpośrednio, w przeciwieństwie do specjalistów od literatur dawnych, historyków, filologów, dziennikarzy czy prawników. Czy zatem niemówienie o retoryce jest błędem? Trudno byłoby chyba w to uwierzyć… A powiada się jednak dzisiaj, że wszystko ma swoją retorykę: od retoryki literackiej do retoryki obrazu, filmu, muzyki czy sztuki[1]. Zdaje się, że wszystkie formy ekspresji symbolicznej korzystają (świadomie bądź nieświadomie) z instrumentarium ars bene dicendi. Na ogólnym poziomie sytuacji komunikacyjnej chodzi przecież o to, aby przekonać odbiorcę do wartości przekazywanych w swoim komunikacie: tekście, obrazie czy animacji filmowej etc. Innymi słowy: chodzi nam przede wszystkim o to, aby nasza wypowiedź była perswazyjna, czyli przekonująca.

Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku gatunku, jakim jest tekst naukowy z zakresu nauk humanistycznych i społecznych (a także w pewnym stopniu nauk ścisłych). W dyskursie nieklasycznej socjologii wiedzy tekst naukowy bywa postrzegany bowiem jako „niesłychana historia”[2]. Trudno zarazem wątpić w związki historii i retoryki, gdyż termin historia, argumentum, fabula, mają właśnie retoryczną (stricte antyczną) proweniencje. Jak twierdzi bowiem Krzysztof Abriszewski w książce będącej analizą teorii aktora-sieci: „Bruno Latour idąc tropem Greimasa wskazuje, iż na pewnym poziomie tekst naukowy opowiada nam dość nieskomplikowaną historię, w której główni bohaterowie wystawieni ssą na szereg prób, co w rezultacie zmienia ich status i ujawnia, kim »rzeczywiście« są”[3]. Podobieństwo między „niesłychaną historią” a tekstem naukowym wywiedzione jest przez analogię – co może być nieco kontrowersyjne, biorąc pod uwagę asertoryczność wypowiedzi naukowej – do „bajki”.

Strukturalne podobieństwo z bajką widać także w kolejności prób: w przechodzeniu od najprostszych do najtrudniejszych oraz w pokazywaniu w pierwszych odsłonach jak o kolejne próby potykają się coraz silniejsi bohaterowie, by w końcu prezentowany jako najsilniejszy bohater autorski (autorskie rozwiązanie jakiegoś problemu) wydawał się znacznie lepszy od konkurencji, ale też, aby wyraźnie było widać, gdzie owa konkurencja (rozwiązania alternatywne) nas zawodzi. […] Autor tekstu, planując próby, przewiduje, które z nich będą dla czytelnika kluczowe, a które mało znaczące i w ten sposób stara się zapewnić sobie przychylność w odbiorze[4].

Zapewnienie przychylności w odbiorze mowy było jedną z wstępnych zadań mówcy, które realizował on w części wstępnej swojej wypowiedzi (exordium), nosząc nazwę captatio benevolentiae (pozyskanie przychylności). W kontekście powyższego passusu warto podkreślić, że „bajka” (gr. mythos; łac. fabula) jest gatunkiem pochodzącym właśnie z łona retorycznego, gdyż w tradycji retoryki antycznej była ona jedną z czternastu ćwiczeń przygotowawczych do wygłaszania mów, czyli częścią progymnasmatów[5]. Jak twierdzi George Alexander Kennedy na temat „bajki” jako retorycznego ćwiczenia wstępnego: „The exercise took the form of assigning the student to write a simple fable in imitation of those attributed to Aesop […] The moral can be stated either at the beginning or the end”[6]. W tym aspekcie morał byłby albo twierdzeniem hipotetycznym stawianym na początku artykułu albo wnioskiem podsumowującym jego treści. Oczywiście tylko na poziomie formalnym – w żadnym wypadku nie staram się przekonać, że teksty literaturoznawców czy humanistów to „bajki”, a jedynie to, że posiadają one podobną strukturę formalną (lecz nie treściową!).

W tej perspektywie – w badaniach tekstu naukowego jako gatunku podlegającego zasadom retoryki – zwłaszcza interesujące zdaje się ćwiczenie drugie, czyli opowiadanie (gr. diegesis; łac. narratio), które jest przytoczeniem działań z przeszłości, dzieląc się na opowiadanie fikcyjne, historyczne i polityczne[7]. Co najważniejsze: istnieją cztery zalety opowiadania progymnasmatycznego, które można przełożyć na zalety tekstu naukowego: jasność (clarity), zwięzłość (brevity), perswazyjność (persuasiveness) i czystość językowa (purity of language)[8].

W przypadku retoryczności tekstu literaturoznawczego możemy ponadto mówić o wpływie teorii rodzajów wymowy, w której wyróżnia się rodzaj epidejktyczny (pokazowy: genus demonstrativum); jego celem jest pochwała albo nagana obiektu mowy; w tym przypadku można przełożyć zadania tego rodzaju na zadania krytyki pozytywnej/negatywnej. Następnie można mówić o rodzaju wymowy sądowej (genus iudiciale), która może być wymową oskarżycielską (znów krytyka) albo mową obronną. Oba warianty tego rodzaju – podobnie jak w przypadku tekstu naukowego – zmierzają do wydania osądu przez odbiorcę (sędziego-czytelnika) na temat problemu omawianego w tekście krytycznym/analitycznym. I wreszcie można traktować rodzaj doradczy (genus deliberativum) jako formę wezwania do podjęcia konkretnego działania albo jego zaniechania (resp. do sięgnięcia po konkretną pozycję książkową albo zrezygnowania z niej)[9].

Warto zauważyć, że większość wypowiedzi literaturoznawczych w mniejszym lub większym stopniu dotyczy kwestii historycznych – nawet badacze literatury „współczesnej” są poniekąd historykami literatury. Źródeł wypowiedzi historycznych na temat literatury należy upatrywać oczywiście w praktyce filologicznej alegorezy aleksandryjskiej, niemniej niektóre jej struktury da się wyinterpretować również z tekstów o charakterze ściśle historycznym, np. z dawnych kronik. Gatunek ten aż do XIX wieku był uważany za część literatury pięknej, której teoria (tryby zapisywania i prowadzenia narracji) regulowała właśnie retoryka klasyczna[10]. Nie bez powodu większość wypowiedzi teoretycznych na temat zapisywania historii pochodzi od autorów, którzy zajmowali się również formułowaniem wypowiedzi teoretycznych na temat retoryki. Wystarczy sięgnąć do II księgi traktatu Marka Tulliusza Cycerona O mówcy[11], aby przekonać się, jak bardzo istotna w pojmowaniu zadań historii była sztuka wymowy.

Innym jeszcze interesującym wątkiem retoryczności tekstu naukowego jest teoria „statusu sprawy”. W roku 1981 na konferencji College Composition and Communication w Dallas (USA) James C. Raymond wygłosił referat pt.: Rhetoric: The Methodology of the Humanities. Zwracał w nim uwagę, iż retorykę można uznać za metodologię nauk humanistycznych; co więcej, przywołał autorytet Arystotelesa i wskazał zarówno na Retorykę, jak i na Etykę nikomachejską, w których znalazł potwierdzenie swej tezy[12].

Podobnie jak Jakub Z. Lichański w cytowanym powyżej artykule, podtrzymuję w niniejszym szkicu tezę Jamesa C. Raymonda, iż retoryka jest metodologią nauk humanistycznych. W jakim zatem sensie retoryka jest (czy też: może być postrzegana) jako metodologia nauk humanistycznych?

Odpowiedź na tak sformułowane pytanie da się wywieść z interpretacji teorii stasis. Mamy cztery podstawowe status: 1. s. coniecturalis, 2. s. finitivus lub definitivus, 3. s. qualitatis lub iudicialis, 4. translatio. W pierwszym przypadku stawia się pytanie o istnienie – an sit – czy jest? W drugim przypadku stawia się pytanie o cechę charakterystyczną – quid sit – czym jest? W trzecim stawia się pytanie o jakość – quale sit – jakie jest? W ostatnim przypadku kwestionuje się np. miejsce, czas lub jakiś inny element z okoliczności sprawy i kwestionuj się, na tej podstawie, możliwość prezentowania samej sprawy[13].

W przypadku pierwszego status – w przełożeniu na metodę nauk humanistycznych – pytamy zatem o istnienie problemu do rozwiązania (czy wobec danego tekstu kultury może zostać sformułowane jakieś pytanie?). W drugim przypadku („czym jest?”) dokonujemy analitycznego rozbioru tekstu, aby udzielić odpowiedzi na temat kwalifikacji genologicznej, przynależności do konkretnego prądu literacko-artystycznego czy immanentnej obecności danej idei w tekście. W trzecim status dokonujemy wartościowania, formułując sądy rodzaju estetycznego, odwołując się do subiektywnej wizji smaku, gustu, poczucia piękna itd. W czwartym status odwołujemy się do kontekstu powstania tekstu, umieszczając go na tle prądów epoki, a także dokonując rozmaite odwołania z wektorem od-tekstowym.

Interesujących informacji na temat relacji między nauką o literaturze a retoryką dostarcza klasyczna teoria gramatyczna, a konkretnie ta jej część, która została sformułowana przez Donizjusza Traka (II w. p. n. e.). Sztukę gramatyczną nazywa on znawstwem (empeiria) tego, co mówią poeci i prozaicy. Donizjusz dzieli gramatykę na sześć części: a) staranne odczytanie (anagnosis) tekstu według akcentu; b) objaśnianie (eksegesis) występujących w tekście figur retorycznych; c) objaśnianie (apodosis) wyrazów i ich historii; d) wynajdywanie (heuresis) etymologii. Te cztery części wchodzą w skład gramatyki elementarnej, nazywanej przez Dionizjusza sztuką „małą”, różniącą się od sztuki „wielkiej”, obejmującej obok wymienionych części także: e) regularność językową (studiowanie tzw. analogii w języku) i f) ocenę autentyczności i estetycznej wartości poematów tzw. osąd (krisis) […] Trudno tu wchodzić w szczegóły zawartości gramatyki jako przedmiotu szkolnego w poszczególnych epokach. […] Warto jednak podkreślić, że na fundamencie wykształcenia gramatycznego budowano długo tzw. progymnasmata, ćwiczenia przygotowawcze do sztuki oratorskiej. Jak na ironię jednak to wielowiekowe „partnerstwo” gramatyki i retoryki zakończyło się w dydaktyce szkolnej ok. XVIII w. pozornym zwycięstwem gramatyki, która nie tylko przejęła część materiału dawnej retoryki, ale też walnie przyczyniła się do jej likwidacji[14].

Należy zauważyć, że na przestrzeni lat (zwłaszcza od czasów przełomu antypozytywistycznego i paradygmatycznego sukcesu metodologii strukturalnej, która z retoryka ma oczywiście bardzo wiele wspólnego) zadania gramatyki i retoryki zostały przejęte przez rozmaite dyscypliny literaturoznawcze. Przykładowo zadania gramatyki dzierży dzisiaj historia literatury, na której zajęciach dokonuje się wyjaśniania znaczeń tekstów literackich, co często wiąże się z próbą kwalifikacji estetycznej dzieła. Niektóre zadania gramatyki i retoryki przejęła następnie teoria literatury, zwłaszcza jeśli chodzi o badanie figuratywności tekstu literackiego, a także teorię prozy literackiej, czym do przełomu oświeceniowego zajmowała się właśnie retoryka.

Niniejszy szkic był próbą zarysowania problemu badań retoryczności tekstu literaturoznawczego z uwzględnieniem niektórych zagadnień retoryki klasycznej i współczesnej, a także próbą zachęty do podjęcia samodzielnych badań w tym zakresie. Autor jego jest zwolennikiem twierdzenia, iż retoryka stanowi metodologię nauk humanistycznych, a dowodzi temu uniwersalizm teorii statusu sprawy, która dostarcza podstawowych pytań, jakie można postawić wobec każdego tekstu kultury. Retoryczność tekstu literaturoznawczego nie kończy się jednak na powierzchownym wskazaniu ogólnych powinowactw i schematów, gdyż relacja między współczesnym literaturoznawstwem a retoryką klasyczną jest relacją ścisłą, choć niestety zapomnianą w wyniku dwu przełomów: oświeceniowego i antypozytywistycznego. Pierwszy z nich przyniósł odwrót od retoryki, która jako sztuka przekonywania była oskarżana o zaciemnianie licznych kwestii, a także przysłanianie prawdy, co kłóciło się z programowymi ideami „oświecenia” i transparentności dyskursu naukowego. W wyniku drugiego przełomu nauki humanistyczne (w tym literaturoznawstwo) rozpoczęły proces emancypacji spod władzy nauk przyrodniczych, kierując swoje zainteresowania nie w kierunku perswazji, ale w stronę rozumienia (hermeneutyka) i w stronę zagadnień języka (strukturalizm). W rezultacie retoryka powróciła do świata humanistyki, ale zmieniona – jako linguistic turn (zwrot lingwistyczny), a także przeniosła się na obszary innych i mniejszych dyscyplin, przede wszystkim do łona narratologii i teorii pisarstwa historycznego. W pierwszym przypadku jako nauka o strukturze działań fabularnych w pracach Rolanda Barthes’a i Claude’a Bremonda, w drugim jako teoria wyjaśniania historycznego i stylów historycznych w pracach Haydena White’a.

Retoryka bywa dzisiaj oceniana niesprawiedliwie. Często słyszymy – nawet z ust prowadzących zajęcia dydaktyczne – „to wszystko tylko retoryka”. Tego typu wypowiedzi formułowane są jednak po częsci niebezpodstawnie, jeśli przyjmie się zredukowaną wersję retoryki jako jedynie warstwy figuratywnej tekstu (elocutio). W istocie dzisiaj tak rozumie się retorykę – jako styl. Tymczasem warto przypomnieć jeden z podstawowych podziałów retorycznych (officia oratoris, resp. operis), w którym wyróżnia się inventio (wynajdywanie materiału mowy), dispositio (rozmieszczenie wynalezionego materiału), a także elocutio (styl), memoria (pamięciowe opanowanie materiału) i pronuntiatio. Warto zatem podkreślić, że tylko jedna część retoryki (elokucja) obejmuje warstwę słowną, gdy dwie pierwsze zajmują się kwestiami merytorycznymi mowy – selekcją materiału i sposobem jego rozmieszczenia w tekście, natomiast dwie ostatnie przysługują neurologicznej pracy pamięci i performatywnym zagadnieniom wygłoszenia mowy. Podczas gdy dzisiaj redukuje się retorykę głównie to kwestii stylistycznych, niegdyś retoryka była „sztuką metodycznego odkrywania tego, co w odniesieniu do każdego przedmiotu może być przekonujące” (Arystoteles). Poniekąd z tego właśnie powodu retoryka należy do kategorii dyscyplin „podejrzanych” (głównie ze względu na kojarzenie retoryki z sofistyką i niesprawiedliwą ocenę retoryki w Protagorasie Platona). Tymczasem bliższe zapoznanie się z tekstami teoretyków wymowy pokazuje, że retoryka klasyczna jest dyscypliną bogatą w konteksty kulturowe i etyczne, organizującą życie jendostkowe i obywatelskie naszych dawnych przodków. Rozumienie ich form ekspresji symbolicznej jest możliwe głównie poprzez wniknięcie w meandry sztuki retorycznej. Co więcej: poznanie zasad sztuki wymowy uwrażliwia krytycznie na współczesny dyskurs medialny. Współczesne badania nad dyskursami (np. nad zjawiskiem manipulacji medialnej) korzystają bowiem z metod wypracowanych w łonie retoryki, nadając im jednakże często nazwy odmienne od tych systematycznych, które występują w uczonych traktatach z zakresu retoryki. Przykładowo w wiedzy o dyskursie medialnym występuje pojęcie timing („pewne materiały mogą pojawiać się w mediach ze znacznych natężeniem z określonych powodów”). Odpowiada ono swoim znaczeniem klasycznemu pojęciu retorycznemu kairos, które sprowadza się do umiejętności znalezienia odpowiedniego momentu na przekazanie jakiejś informacji albo podjęcie konkretnego działania. Takich analogii można znaleźć wiele, dlatego pozostaje mi zachęcić wszystkich do tego, aby zgłębiali retorykę, zwłaszcza w świecie pluralizmu medialnego, który wymaga od świadomego odbiorcy umiejętności oddzielenia ziarna od plew.

__________

[1] Zob. np. M. Rusinek, Retoryka obrazu. Przyczynek do percepcyjnej teorii figur, Gdańsk 2012.
[2] Zob. K. Abriszewski, Poznanie, zbiorowość, polityka. Analiza teorii aktora-sieci Bruno Latoura, Kraków, 2012, s. 144-145.
[3] Tamże.
[4] Tamże.
[5] Zob. B. Awianowicz, Progymnasmata w teorii i praktyce szkoły humanistycznej od końca XV do połowy XVIII wieku: dzieje nowożytnej recepcji Aftoniosa od Rudolfa Agricoli do Johanna Christopha Gottscheda, Toruń 2008.
[6] G.A. Kennedy, A New History of Classical Rhetoric, Princeton 1994, s. 203-206.
[7] Tamże, s. 204.
[8] Tamże.
[9] Zob. H. Lausberg, Retoryka literacka. Podstawy wiedzy o literaturze, przekład A. Gorzkowski, Bydgoszcz 2002.
[10] M. Korolko, Sztuka retoryki. Przewodnik encyklopedyczny, Warszawa 1998, s. 166-167.
[11] Zob. M.T. Cyceron, De oratore (O mówcy), przełożył, wstępem i komentarzami opatrzył B. Awianowicz, Kęty 2010.
[12] Zob. J.Z. Lichański, Retoryka: metodologia nauk humanistycznych – teza Jamesa C. Raymonda po trzydziestu latach, [w:] Retoryka klasyczna i retoryka współczesna. Pola i perspektywy badań, red. C. Mielczarski, Warszawa 2017, s. 89.
[13] J. Z. Lichański, dz. cyt., s. 94.
[14] M. Korolko, dz. cyt., s. 163-164.


Łukasz Lipiński

Ur. 1987 w Rypinie. Studiował prawo, pedagogikę, administrację i polonistykę na UMK, obecnie jest studentem studiów doktoranckich z zakresu literaturoznawstwa.

Reklamy