RAFAŁ RÓŻEWICZ – O człowieku przejściowym, lecz nie po przejściach. „Lata spokojnego słońca” Bohdana Zadury

a

Laureatem tegorocznej Nagrody Poetyckiej Silesius za całokształt twórczości został Bohdan Zadura. W uzasadnieniu werdyktu jurorzy podkreślali jego wpływ na kolejne pokolenia polskich poetów, jak również zwracali uwagę na jego dorobek translatorski. A więc bardziej chwalili go w kontekście twórczości stricte poetyckiej (prof. Andrzej Zawada: „Zadura to poeta z ogromnym dorobkiem, który patronuje również całemu pokoleniu młodych poetów[1]”, Grzegorz Jankowicz: „Impulsy, którymi zasilany był jego język poetycki, pochodziły z różnych stron, ale chyba największy wpływ mieli na niego poeci amerykańscy, a wprowadzenie przez niego poezji amerykańskiej do Polski też zasługuje na wzmiankę[2]”) niż w kontekście twórczości eseistycznej czy prozatorskiej. Tym samym słowo „całokształt” nabrało w ustach wspomnianych jurorów wyraźnie ograniczonego znaczenia i odnosiło się przede wszystkim do zasług autora dla polskiej poezji niż do innej (mniej ważnej?) jego aktywności.

Oczywiście, dorobek powieściowy Zadury jest zdecydowanie mniejszy niż poetycki, jednak – moim zdaniem – Lata spokojnego słońca, debiutancka powieść puławianina (i pierwsza z tak zwanej trylogii, o czym świadczą opublikowane w następnych latach powieści, takie jak A żeby ci nie było żal i Lit), okrzyknięta swego czasu jedną z najciekawszych powieści końca lat sześćdziesiątych, nie powinna zostać przemilczana.

To bowiem intrygujący obraz pokolenia urodzonego w ostatnim roku drugiej wojny światowej, zmuszonego dojrzewać (światopoglądowo i emocjonalnie) w kraju, w którym powojenna trauma i marazm mieszają się z peerelowskimi hasłami nawołującymi do jego odbudowy.

„W pierwszomajowych pochodach prowadzono na sznurku kukły Trumana, Adenauera, odpowiednich premierów angielskich i francuskich, Li Syn-mana i Czang Kaj-szeka, chłopcy dziarscy i dziewczęta hoże w białych bluzkach z czerwonymi krawatami, przywożeni na ciężarówkach, maszerowali ze szturmówkami i portretami Stalina, Bieruta i klasyków. Ja zbierałem znaczki i rysowałem na nich wąsy sumiaste. Tamci śpiewali »Hej, wy konie, rumaki stalowe«, ja bawiłem się z mamą »Pociąg jedzie, nie zwleka, ani chwili nie czeka, konduktorze łaskawy, zabierz nas do Warszawy«”[3].

Powieść Zadury ma zatem charakter kroniki, sprawozdania z krótkiego, dotychczasowego życia głównego bohatera, który powtarza, że „urodził się za późno lub za wcześnie”. Jego życie, jak i całej generacji, zmuszonej dźwigać na barkach wojenne przeżycia rodziców i dziadków, jest więc przejściowe, i tym bardziej nic nieznaczące. Wydarzenia w skali krajowej oraz światowej (śmierć Stalina, Poznański Czerwiec, Październik 1956, zamach na Kennedy’ego) są tylko „podrygami życia będącego pomiędzy”. Wspomniane pochody natomiast: iluzją, próbą stworzenia (i odtworzenia) sensu w rzeczywistości pozbawionej tegoż sensu. Dlatego Zadura przedstawia w swojej debiutanckiej powieści życie jako coś, co jest nieuchwytne i ma – dla pokolenia urodzonego pod koniec wojny – znamiona legendy. Jest zatem czymś, co miało już miejsce i zdeterminowało ludzkie poczynania na następne lata, i czymś, co wydarzy się najpewniej dopiero w przyszłości, ale bohaterowie powieści Zadury (m.in. rówieśnicy ze szkoły, ze środowiska literackiego) będą wówczas już zbyt wiekowi, aby na przebieg bliżej nieokreślonych wydarzeń móc wpłynąć i zareagować. Co w takim razie pozostaje, kiedy wspomnianemu pokoleniu czas i miejsce wyraźnie nie sprzyjają?

Zadura odpowiada wprost: mimo wszystko pisanie.

Swoim poetyckim początkom poświęcając bardzo dużo miejsca.

Czytelnik ma więc okazję, by dowiedzieć się sporo o funkcji literatury w życiu człowieka „przejściowego” (lecz nie „po przejściach”), jego stosunku do niej i samego aktu tworzenia. Jednak ta relacja na linii literatura-literat również się zmienia, wraz z dorastaniem bohatera (do życia? Pisania? Obracania się w tak zwanym środowisku?) i nabierania literackiej świadomości. Bowiem Zadura lub/i jego podmiot tracą złudzenia bardzo szybko, jeśli chodzi o rzekomo wyjątkowy i uprzywilejowany status poety. Nawet łapią się na tym, że zaczynają traktować pisanie jako „zwykłą” robotę poprzez używanie określeń: „robić literaturę”, czy też „robić w literaturze”, całkowicie zrównując proces twórczy z innymi czynnościami dnia codziennego. Wszak literaci to tacy sami wyrobnicy/pracownicy puławskich zakładów jak inni przegrani, jak ci, którzy nie trafili w swój czas:  „[…] pisarze, przez dwa tygodnie pracujący w zakładzie lastrykarskim na Powązkach, potem na miesiąc rzucający się w trans pijaństw i kaców, czekający jednakowóż piętnaście lat na pierwszą książkę po to, by wyszła w najlepszym wydawnictwie, bohaterowie i autorzy anegdot – ten cały barwny, miałki i wielki, brudny i czysty, dziwny, oślepiający świat […]”[4]. W ogóle, co warto podkreślić, jednostka czasu jest w tej książce bardzo ważna, jak zresztą w każdym sprawozdaniu z czynności, które mają nadać czemuś pozory sensu i aktywności.

A przecież Zadura pisze również o kupowaniu margaryny czy o początkach palenia papierosów (wspólnie poniekąd z ojcem, pożyczającym od niego fajki – co może świadczyć o tym, że ojciec bohatera/Zadury w młodości również myślał podobnie, jak dzisiaj jego syn – dla ojca bowiem wojna wcale nie oznaczała większego odczuwania życia – przeciwnie – mogła oznaczać taki sam koniec i apatię, tyle że z innej perspektywy – dziania się  „tu i teraz”, a nie z perspektywy późniejszej legendy, którą karmi się następne pokolenia – żyjące pod presją minionych dziejów).

Lata spokojnego słońca nie są więc książką, po której czytelnik poczuje się lepiej. Są brutalnym (choć w gruncie rzeczy również poetyckim) sprowadzeniem na ziemię każdego, kto myśli, że tylko od niego zależy jego własne życie. Przeciwnie. Jak pokazuje jej autor: już sam rok urodzenia i miejsce (Puławy, będące tutaj nie mniej ważnym bohaterem-miastem przeżywającym, dzięki lokalnej rewolucji przemysłowej, swój pozorny rozkwit) mogą przekreślić wszelkie nadzieje. Bowiem jesteśmy niewolnikami Historii, epoki i poprzednich pokoleń.

Jednocześnie intrygujące jest w tej powieści to, że w pewnym momencie Zadura rezygnuje z pierwszej osoby liczby pojedynczej na rzecz trzeciej. Jakby stawał nagle z boku i próbował się do tego wszystkiego, co do tej pory napisał, zdystansować. Dodatkowo rezygnuje na kilku stronach z interpunkcji, pozwalając, by opisywane wypadki toczyły się jakby same, jakby na przekór wszelkim determizmom. By po prostu same tworzyły treść – bez ingerencji z zewnątrz (w tym wypadku autora). Czy w tych zabiegach możemy dopatrywać się jakiejś ukrytej nadziei, próby uwolnienia się, zerwania pęt? Myślę, że tak.

Ponieważ, jak zdaje się mówić ostatecznie Zadura: choć nie jesteśmy w stanie wpłynąć na całość, to mamy jednak wpływ na jej poszczególne elementy. I my, jednostki, takimi elementami właśnie jesteśmy.

Na koniec warto wspomnieć, że debiut powieściowy Bohdana Zadury, choć krótki, był w owym czasie sporym literackim wydarzeniem. Ta „powieść dziecięca wieku”, jak pisali o niej ówcześni krytycy, była powszechnie omawiana i wówczas wydawała się rzeczą literacko znacznie bardziej udaną niż – opublikowany w tym samym roku – debiutancki tomik Zadury pt. W krajobrazie z amfor. I chyba nikt się wtedy nie spodziewał, że ten obiecujący prozaik stanie się ostatecznie jeszcze lepszym poetą.

Można? Można.

Bohdan Zadura, Lata spokojnego słońca, [w:], tegoż, Proza tom 2. Powieści, Biuro Literackie, Wrocław 2006.
Na podstawie: 
Bohdan Zadura, Lata spokojnego słońca, SW „Czytelnik”, Warszawa 1968.

__________

[1] Bohdan Zadura laureatem Silesiusa za całokształt twórczości, https://kultura.onet.pl/wiadomosci/bohdan-zadura-laureatem-silesiusa-za-caloksztalt-tworczosci/n50b90y, ostatnia aktualizacja: 09.04.2018.
[2] Tamże.
[3] B. Zadura, Lata spokojnego słońca, [w:] tegoż, Proza tom 2. Powieści, Wrocław 2006, s. 8.
[4] Tamże, s. 61.


Rafał Różewicz

Ur. 1990 w Nowej Rudzie. Autor dwóch tomików: Product placement (2014) oraz Państwo przodem (2016). Tłumaczony na język ukraiński. Mieszka we Wrocławiu.

Reklamy