ANDRZEJ BURSZTA – 2 wiersze

a

Lody od pokoleń

Między nami kra i kranówa
zamrożona tak, by to zlizywać.
Jak rany wylizuje się od czasu
do czasu. Biały miś jak lud
polski w waflu, krystalicznie
czysty. Nigdy czekoladowy,
zwłaszcza w Białymstoku,
na Jasnej Górze rożek,
na Dolnym Śląsku calypso.
A nam się marzą
cztery gałki. I choć
jedna pod stołem.

 

Szalone nożyczki, okno na parlament

I wszedłem na Wiejską i uciąłem mu krawat.
Nie poskąpiłem musze, umarła w locie. Tylko
wąs z niej został. Postąpiłem tak jak muszę:
ubrany w konstytucję, akt po akcie. Jak
krok za krokiem obnażyłem ich:
myślą, mową, nożyczkami.
Wyjrzałem przez okno:
stary, dobry świat.
Prawdziwi ludzie
patrzą z okna
na parlament.
Płoną.


Andrzej Burszta

Ur. 10 kwietnia roku dwutysięcznego. Ateista, nieśmiały prowokator. Publikował w „Akancie”, „Cysternie”, „Żyrandolu”, „Helikopterze” i zinie niskonakładowym „Wierszaki”. Wyróżniony w konkursach „O Wawrzyn Sąddeczczyzny” i „Wojewódzki Konkurs Poetycki im. Władysława Broniewskiego” w Rypinie. Do szkoły dojeżdża BMX-em.