ANNA FIAŁKOWSKA – 3 wiersze

a

5 lutego

pamiętam że we śnie powiedziałam:
to już
rozpoczął się
M L E K O T O K

trzymałam jedną pierś w jednej dłoni
drugą zasłaniałam drugą
z tej pierwszej kapało kapało kapało
ale jakoś tak z brzegu z boku
nie stąd skąd miało

powiedziałam: zaczęło się
powiedziałeś: ale co

to wydobywało się ze mnie
jakoś tak chyłkiem
nie tak jak powinno było
broczyłam z dziury zrobionej w dziurze

druga dłoń podniosła się
i oparła się o potylicę
to tutaj powiedziałam
to tutaj jednak jest

byłam przekonana że teraz czas dzwonić
wezwać lekarza
wezwać kogokolwiek
wezwać pomoc

pomocy! pomocy! pomocy!

zadzwonił budzik
wyłączyłam go zmartwiałymi dłońmi

 

7 lutego

kiedy wyjechałaś zostałam na pustym przystanku
potem cały dzień kolejno budziłam się i zasypiałam budziłam się i
i raz mijała płyta drugi raz mijała płyta trzeci raz mijała płyta

przeszłość to groteskowe zwierzę
i w jego oczach widzę jak bardzo można się nie pomylić
a teraz płaczę bo muszę w końcu płakać

praca do której trzeba chodzić gdzie trzeba siedzieć
a to samo mogłoby się dziać tutaj w gorącym łóżku
kałuża łez gromadzi się pod moim prawym okiem

ścieram ją do końca razem z makijażem z siódmej rano
obejrzeliśmy stary film i nie baliśmy się virginii woolf
a ja przeczytałam bataja i dopiero teraz po latach go doceniam

przypominam sobie jak parę lat temu może parę mięsiecy
temu wydarzyło się prawie to samo
zjeżdżałam chłodną windą do ciebie w samych pończochach

na twarzy rysowały się czarne ślady łez
nie wiem po co wtedy płakałam tak i ja teraz nie
ulga to zamknięcie i odłożenie wszystkiego i prawie do końca

pamiętanie

 

8 marca

biomet najpierw niekorzystny
potem obojętny.
wracając widzę w oknie
nad dwoma nie
trzema
billboardami
z okna zwiesza się
biel

nie śnieg
kołdra
ktoś ją wywiesił z okna na zewnętrz
wygląda jak niemożliwa droga ucieczki
raczej nie przewietrzy się za bardzo
powietrze trujące a ja nim oddycham
i wychylam się z krzesła
żeby jeszcze chwilę patrzeć na
biel

chwilę później tramwaj szarpie
i odwracam kark z powrotem na swoje miejsce.
wywieszać białą kołdrę z okna nad dwoma billboardami
żeby brudziła się o nieoszorowane ściany kamienicy

a między torami wyrzucone worki pełne śmieci
tramwaj szarpie jeszcze raz i jeszcze
jest mi przykro że siedzę a
trzy
panie niedaleko mnie stoją
biel
w oczach

patrzę na miasto niemym zdziwieniem obcego

*Prezentowane wiersze pochodzą z zestawu Strach.


Anna Fiałkowska

Ur. 1994. Debiutantka. Niedawno w serii Biblioteki Poezji Współczesnej Wydawnictwa WBPiCAK ukazał się jej debiutancki tom poezji lalka bellmera. W 2017 roku regularnie publikowała felietony na stronie Korporacji Ha!art. Jej tekst o języku przemocy ukazał się w zinie towarzyszącym poznańskiej Manifie ’17, a później na stronie Krytyki Politycznej. Mieszka w Poznaniu.

Reklamy