JERZY BENIAMIN ZIMNY – 4 wiersze

a

halucynacje

Bezradna lokomotywa w bielutkim polu
na kartce dziecka. Wypuszcza resztki pary
zadymia okno, w oddali las walczy o zieleń,
zwierzęta po zrzuceniu sierści nie wiedzą

co dalej z barwami, bo znaki szczególne
utraciły woń, wszelkie smaki zimy
pochodzą z konserwy, dziecko tuli misia
w swojej gawrze, za oknem tajga

dwa parowce na rzece w wyobrażeniu.

I zabawki dziecka wymyślone, izba
i atmosfera – przyniesione przez wiatr,
który jest znakiem szczególnym choroby
panoszącej się teraz w wierszu, jeszcze
sięga po głowę a ma już serce, ma już
plan opanowania wnętrzności, nie idzie

po omacku, nie błądzi pośród komór.

Rano na polu bitwy pojawią się kruki,
dziecko wyjdzie z głowy, poeta pozostanie
ślepy, a biała lokomotywa bez pary.

08.01.2013

 

wigilijne oko

Rybie oko wędruje po pokoju, nie śpię
nie wstaję z łóżka, leżę na plecach
z rybim okiem w oku. Nadciągają myśli
z wodą, płyniemy – ja i rybie oko

do brzegu, który majaczy od gorączki.
Rozmazana jego linia – jakby rosły
tam konopie wysokie do nieba, bujne
czupryny wiatr tarmosi, ucieka słońce

i pozostaję sam w pokoju bez rybiego oka.
I jestem w łóżku na plecach, leżę
aż do końca konopnego sznura, wielka
pętla, o którą można się oprzeć, przy

wspinaniu, po pozycji wiszącej,
w osamotnieniu, bez rybiego oka.

11.01.2013

 

Dziki Zachód

Oleander śpi, palma drzemie przy oknie,
po choince ani śladu i po miłości,
odeszła nie znajdując ciała w dobrym nastroju.

Noc przyziemna a dni ponad wymierne
w miasteczku z nazwą nieczytelną,
w herbie anioł na jeleniu galopuje w kierunku

rynku, z ratuszem w stylu romańskim,
z domieszką gotyku. A okna pozamykane
a szyby niemyte, na murach ślady kul.

Tyle ujrzałem zaciekawiony bytem
autochtonów, przybyszów z kresów i innych
ludów przypadkiem tutaj zamieszkałych.

I ja żyłem jakiś czas temu przy ulicy kolejowej
żyłem z nadzieją na wyjazd, i przyszła godzina

zero, i wiele godzin potem łaskawych,
przyszło, następne i jeszcze wiele.
Aż świat zrobił się mały, skurczył do wiersza.

 

Lot trzmiela nad talerzem barszczu

Za płotem jest polna droga, jest bo unosi się piasek
szczególnie kiedy słychać szczekanie psa
a malwy są wyższe od płotu,
moja obecność jest pewna jak ryk buhaja,
pierwsza kobieta stanie się ofiarą obiektywu,
pierwszy facet trafi do kajetu,
resztę będę zbierał po wyjściu z karczmy
na czworakach.

Tematów lirycznych nie ma, zniknęły wychodki
nie wałęsają się szczury,
lata są bez lizaków i ogórków małosolnych,
dziewczęta nie zbierają ruty
i coraz mniej klina, widzi się zamiast niego falsyfikat.

Tematów lirycznych już nie będzie
w zamian stół nakryty i krzesła
żarcie przelicytuje papier, wódka rozcieńczy fabułę.


Jerzy Beniamin Zimny

Zamieszkały w Poznaniu. Autor siedmiu tomów poezji, ostatni, Księga Wyjść, ukazał się w roku 2017 nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania. Jest autorem szkiców literackich pt. Dzieci Norwida, powieści Gromnica, w przyszłym roku ukaże się jego kolejna powieść pt. Róże z Montreux. Debiutował w 1970 w piśmie studenckim „Merkury”. Były członek KKMP w Zielonej Górze. W latach 1976-2009 nie był związany z żadnym związkiem twórczym. W latach 1976-1989 publikował recenzje w pismach literackich: „Nadodrze”, „Nurt”, „Literatura”. Po roku 1990 związał się zawodowo z biznesem, pełniąc eksponowane funkcje w zarządach spółek kapitałowych. Od 2009 roku członek Związku Literatów Polskich oddział w Zielonej Górze. W 2013 przeniósł się do oddziału poznańskiego, jest członkiem Komisji Kwalifikacyjnej przy Zarządzie Głównym ZLP. Od dwóch lat pełni funkcję członka Kapituły Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Juror wielu konkursów literackich. Promotor młodej poezji polskiej.

Reklamy