JOANNA FLIGIEL – 3 wiersze

a

Cienie

A wszystko działo się na plaży,
maleńka dziewczynka bawiła się na brzegu morza,
pewnie było chłodno, ponieważ była cieplutko ubrana.
Tata nagrywał kolejny nudny film – o dziecku,
które szuka muszelki.

Kiedy film trafia do Internetu, wszyscy śmieją się, lajkują
i udostępniają, tylko przerażona dziewczynka krzyczy,
bo zamiast muszelki znajduje własny cień,
i im szybciej przed nim ucieka,
tym prędzej on ją goni.

Zdawało się, że już nigdy nie przestanie przebierać
nóżkami, biegać w kółko, machać rączkami,
walczyć z wiatrakami, że nie ucichnie chichot na plaży,
a tata już przez wieczność będzie kręcił ten jeden film.
Na szczęście dziewczynka potyka się i upada,
gubiąc nie tylko cień.

 

Retrospekcja z Mariną Abramović

Inga przyjeżdża do nas zagraniczną furą, na widok której
ojcu błyszczą oczy, a ona nawet nie należy do partii,
wystarczyło, że wyszła za mąż za rolnika spod Lublińca
i właśnie wróciła z wczasów w Jugosławii.
Inga, nie fura.

Inga rozsiada się w fotelu taty, jakby ktoś jej pozwolił
poczuć się u siebie. Zaczyna opowiadać o artystce
z Belgradu, co to czesze włosy do krwi jak mama,
gdy już nikomu nie ma nic do powiedzenia. Mama,
nie artystka.

Inga ma ogromne piersi i ich jestem ciekawa,
bardziej niż blizn na jej twarzy, o których w rodzinie
równie często snuje się historie, jakoby mała Inga
przyłożyła do policzka rozgrzany nad świecą
plastikowy grzebień.

Bo w tej rodzinie wszyscy bawią się ogniem.

 

Światło

Śniła mi się dzisiaj moja dawna przyjaciółka,
kompletnie nie wiem dlaczego, bo w ciągu
dnia nigdy o niej nie myślę, nawet jeśli
trafię na jej zdjęcie u kogoś znajomego.

Śniła mi się, a potem obudziłam się
nieszczęśliwa i zazdrosna o jej życie, bo
wyobraziłam sobie, jakby było wspaniale
móc urodzić się w jej skórze, mieć jej

fajnych, aczkolwiek śmiesznych rodziców,
zawsze odstawionych jak klauni,
którzy nadal chodzą wszędzie razem,
trzymając się za ręce;
on ledwie sięgający żonie
do misternie upiętego koka,
z przerzedzonych, utlenionych na żółto, włosów.

Wyobraziłam sobie, że jestem swoją dawną przyjaciółką,
mieszkam w domu, w którym urodzili się moi dziadkowie,
pracuję w pobliskim przedszkolu, gdzie codziennie
jem trzy regularne posiłki, w tym deser.

Och, jak słodkie musi być takie życie,
w którym przez dwadzieścia kilka lat kładę się
koło tego samego miłego mężczyzny, ojca moich dzieci,
dwóch uroczych dziewczynek, które pójdą w moje ślady.

Nie muszę prowadzić samochodu, bowiem przedszkole
znajduje się pięć minut piechotą od mojego domu po dziadkach,
który już nie przypomina tego starego budynku, ponieważ
mój miły mąż go odnowił, nawet zmienił okna,

na wysokie, od sufitu do samej posadzki,
przez które już zawsze będzie wpadać światło.


Joanna Fligiel

Ur. 1968 w Katowicach. Poetka, redaktorka Śląskiej Strefy Gender oraz pomysłodawczyni i redaktorka Babińca Literackiego. W wieku trzech lat przeprowadziła się z rodzicami do Bystrej Śląskiej i zamieszkała na terenie sanatorium przeciwgruźliczego. Specyfika miejsca miała duży wpływ na klimat jej poezji. Jako dziecko była ofiarą przemocy domowej i ten temat zdominował jej wiersze. Wydała dwie książki poetyckie: Autoportret (2008, Nagroda Główna w Konkursie zorganizowanym przez East Bay American Association – „Debiut 2008”) i Geny (2011, nagroda Grand Prix w III Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Granitową Strzałę”). Prawnuczka więźniarki Ravensbruck i Auschwitz. Spory wpływ na twórczość mieli również dziadkowie i miejsce ich zamieszkania – Jura Krakowsko-Częstochowska. Obecnie w nieustannej podróży między Polską a Niemcami. Przez większość stacjonarnego życia uprawiała piękny zawód księgarki. Z wykształcenia ekonomistka. Babcia, mama, żona, siostra, przyjaciółka i feministka. 1 września nakładem K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów wyszła jej trzecia książka poetycka pt. Rubato (więcej o książce – http://babiniecliteracki.blogspot.com/2018/07/rubato-znaczy-obrabowanie-z-joanna.html).

Reklamy