JUSTYNA CHARKIEWICZ – 3 wiersze

a

Butelki

Obijam się o własną skórę
– nikt nie zapewnił, że będziemy tu
pasować, to tylko wyobrażenie babć
wypełnionych po usta nalewką
ze śliwek.

Minie jeszcze dzień
i znów ktoś przegrzebie mi wnętrze,
pogmera przeniesie popruje pomieści
w mieście zgaszonych świateł
zamkniętych oczu – otworzyć znaczy przyznać,
że samemu w sobie jest
za ciasno.

Obijam się o własną skórę,
uczę się rozpoznawać odbicia i cie nie
(cie bie cie cie rzyce cie pło),
wypływam wraz z potem starszych pań,
które chciałyby dogonić
tamte puste dziewczynki.

 

Powłoki

Jadłabym więcej anyżowych cukierków
i kotletów z ciecierzycy
i patrzyłabym tylko na fragmenty
– prawe przedramię albo pępek
(całość to manipulacja, ciało nasączone
mango z kurkumą, bo rozpoznałeś skórki
na białym talerzyku obok łóżka).
Jadłabym więcej anyżowych cukierków
– pamiętasz odpustowe budy w środku lata
i bandy chłopców o słodkich oczach?
Ale dziś na zrogowaciałej ziemi
zostały tylko twarze
obrane z wyrazu
i sterta rzeczy robionych
na za pas.

 

Zasoby

Wczoraj kreśliłeś kółka na moim kolanie,
układałeś liście szczawiu na języku
– mówiłeś że słodkie czuje się tylko
przez chwilę, a my mamy się tutaj zestarzeć.
Dziś budujesz wieże z moich palców,
przycinasz przysięgi żeby nigdy
nie sięgnęły sufitu i nie złamały się w pół
słówkach szukasz snu, w czasie którego
zdarzy się cud – podejście skoncentrowane na rozwiązaniach
kazało nam uwierzyć, że Kana Galilejska jest tuż
za płotem naszego domu
który ma gęsią skórkę
na ścianach.


Justyna Charkiewicz

Studiuje pracę socjalną na Uniwersytecie Śląskim, w przyszłości zamierza hodować alpaki.

Reklamy