KAMIL KWIDZIŃSKI – 3 wiersze

a

Leon

Dzień dobiegł końca, poszedł się omyć, zapalić
Carmeny, Gromy, Wiarusy i rzadziej Cristale.
Jego ręce to dwie popękane wieże,
a serce – ledwo pamiętam serce.

Wstawiał wielkie okna. Traktowałem światło
jako modlitwę, żeby nie pamiętać mu złego.
Dogaszałem Groma, kiedy ten człowiek umierał.

Serce się nie łamało, drzewo napięło stare sploty.
Łatał mi portki bóg albo matka, wołał do domu
zapach matki lub chleba, kiedy człowiek umierał.

Dokreślam nagle postać – uśmiech był żółty,
a pocztówki piękne. Chciałem być, gdzie był
i chciałem mieć te same koszmary. Mam to,
czasem wyciągam z płaszcza – różowoblade.

 

Dean Moriarty pisze do żony o podziemnych walkach kogutów

Nadchodzi wielki deszcz, krzyknął Meksykanin o imieniu Nowa Makabra,
i czułość zewrze nierozerwalnym szykiem zdania mistrzów, wicemistrzów
świata. Zjednane buzowanie, jego gwałtowny świetlik; to właśnie rozkosz.
Powstawanie jasnych pęknięć na ciele, jasnych galaktycznie i jasnych tak
                                                                                                                            po prostu,
które odmienią oblicze ziemi, twojej zaniedbanej i nieludzkiej niemal,
gdzie leży wicehrabia, kochanka i ognisty warkocz Marii
od wszystkich aniołów. Dostaniesz jasność w załączniku maila, obróconą
w proch i ostatecznie zajętą przez niezawisły organ Najwyższego Sądu.
I przyjadą po ciebie w rydwanie, w rozklekotanym fordzie, zewrzeć szyki
zdania. Tu leży akcent: imię i nazwisko. Szaleństwo. Ostatni krzyk mody.

P.S.
Czerwone niech będzie mleko pod twoim językiem, bo, istotnie, jesteś
na podobieństwo wilka, na podobieństwo dębu.

 

Czas Wątłych Pięściarzy

Na dziedzińcu jej brzucha skracam o głowę krakersy lwy i krakersy węże,
o kant bucha rozbijam usta. Jeśli światło zechce, połknę to czerwone.

Wrzucają mnie do auta ludzie z vivusa, a ja to wątły pięściarz,
od dawna nie walczę; czasem, gdybym usiadł, mógłbym bić lustra.

Człowiek z luxmedu otwiera mi udo. Wciąż nie mam komu wysłać tego listu,
gdzie, jeśli zacznę pisać, dostrzegę zarys końca. W pańskim udzie znalazłem

dwie myszki oraz górę ognia. Góra, mówię z żalem, wyślizguje się
współczesnej medycynie. Czas wątłych pięściarzy powiedział: nie.

Mogliśmy być bohaterami. Czas wątłych pięściarzy powiedział: nie.


Kamil Kwidziński

Pochodzi z Kaszub, obecnie mieszka w Krakowie. Współtwórca Tłoczni Wydawniczej ,,Ach Jo!”. Członek zespołu SALK. Miał kotkę o imieniu Lola, która pod koniec życia okazała się kocurem. Miał cztery papugi, które wypuścił przez lufcik. Nie jest godny zaufania. Od urodzenia lubi mocną kawę.

Reklamy