KAROLINA KUŁAKOWSKA – 5 wierszy

1a

3.

Święty porządek przychodzi co sobotę i domaga się uwagi. Chce by o niego zadbać, tak jak się dba o zwierzęta. Jest mi wciąż bardziej obcy, bo nie miałam nigdy psa, co najwyżej chat noira w książce. Pomówmy o impresjonizmie, gdy siadasz pod gruszą, a liście kładą cienie. Kiedyś brązowy króliczek pojawił się i zniknął w sinej przestrzeni.

Święty porządek mówi ci o zasadzie harmonii, która rządzi światem albo chociaż własnym płótnem: im więcej u kogoś, tym mniej u siebie. Czuję, że żyję, więc zazdrość nie jest mi obca. Wszystko się równoważy, choć kto zabiera, ten się w piekle poniewiera i pewnie jest tam specjalny sektor. To może motywować, to może zabijać.

Święty porządek, ale wybór jak zwykle, należy do ciebie, odbiorco. Czerwień, czerń, a może złoto. Wóz lub przewóz na drugą stronę, co dalej? Przybywa chmur w przestrzeni. Namalowałam kolejny obraz i nie wiem, czy jest dobry. Możesz pierdolić autorytet, który dostałeś w spadku, jeśli zamiast wzbogacać ogranicza paletę. Spróbujesz?

 

4.

Wchodzimy do domu, jak do obcej historii, której początek przeoczyliśmy. Nie wiem czego się spodziewać po pięknym ogrodzie? Pod którym krzakiem rozrzucono popiół z piwnicy, dlaczego kobiety skaczą sobie do piesi, napinają brzuchy pod postacią żeberek. Wchodzimy

do domu jak z filmu Dolana. Matka nieboska wznosi oczy do nieba, do piekła zagląda/ przypadkiem podczas kłótni z młodszym ciałem. Mieszkamy pomiędzy lodówką, a piecem
w plamie błękitu Turnbulla. Kiedy robi się melancholijnie, nie wyrażam zgody na liczenie

włosów. W zagięciach ciała jest kosmos pełen ciepła i wilgoci.

 

5.

Szczęśliwie nie potrzeba kurewskich haków, by założyć sukienkę, wystarczy zamek na boczku albo w spodniach. Tak, zamki na piasku i zaraz lżej. Wspominam stalowy gorset, jak wczorajszy film Viscontiego, ten, w którym Romy grała Elżbietę. Czas leczy, czas kaleczy.

Piętnaście minut można spożytkować lepiej lub gorzej. Wolę myśleć o orgazmie, otwieram usta. Przez szybę wyglądasz lepiej, niż zwykle. Smutno mi, kobieto, gdy czytam o pani Jacksonowej Pollockowej, która była tylko żoną malarza. Widać jej abstrakcje były mniej

widoczne, a barwy wypłowiałe.

 

9.

Po krawędziach z góry na dół. Rustykalne schody skrzypiały miarowo, kiedy po nich wchodziłam. Farba złuszczona pachniała jak ściana w kościele. Uduchowienie sięgało sufitu. Myślałam o błękitnej kamienicy Bertolucciego z pięknie zatęchniętą piwnicą. Czego

oczekiwałam? Świętego przedpokoju i zimnych kafli pod stopami. Widziałam na nich przyszłe twarze, profile piękne jak twój. Po krawędziach z góry na dół turlałam się szybko. Bordowy chodnik wychodził na skórę sińcami.

 

12.

Tło nabierało waloru, jak zdjęcie w ciemni. Słyszałam wszystko zbyt wyraźnie, choć był to rok pański podstawowy, mury grube. Na dworze klucz wchodził w chmury, drzewa zieleniły się pysznie. Przepraszałam jak na spowiedzi za słowa koleżanek, które nie stawały się ciałem, tylko zamieszkały między nami brzydkie i zimne.

Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie, niech odpoczywa w niepokoju. Amen


Karolina Kułakowska

Ur. 1985. Poetka, malarka. W 2011 roku obroniła dyplom z malarstwa u prof. Lecha Kołodziejczyka na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Autorka arkusza poetyckiego Sztaluga w oknie (2007) oraz dwóch książek poetyckich: Puste muzea (2013) oraz Drugie cesarstwo (2017). Laureatka nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za najlepszy debiut poetycki (2014). Zrealizowała cykle malarskie (Żywioły, Pory roku, Autoportrety). Mieszka w Rachowicach pod Gliwicami.

Reklamy