KATARZYNA ŚLĄCZKA – 4 wiersze

a

spotkania w połowie drogi*

Za każdym razem, kiedy próbuję coś powiedzieć,
nocą śni mi się babka.
jak z bielmem na oku i palcem przy ustach
wchodzi po schodach.

pamiętam, że miała na imię Ewa,
chociaż wcale nie lubiła uprawiać ogródka,
bała się węży, a po jabłkach ją mdliło,
zupełnie jak mnie.

może więc śnimy się sobie nawzajem.
układamy historie o przyszywaniu guzików
i zapachu mężczyzn na dziewczęcej skórze.

ile może się go zmieścić na obojczyku?

od poniedziałku do soboty,
kiedy nocą schodzę napić się wody,
połykam słowa, knebluję sobie usta.
szukam jej i grzechu, o którym nie pozwala mówić.

siódmego dnia odpoczywam –
to dobra pora na umieranie do czysta.

 

Jednonocne gniazda

W styczniu nad ranem jest niebiesko.
W mokrych gałęziach i brudnych liściach
coś oddycha, a potem cichnie powoli.
To noc zostawia na śniegu krucze ślady,
są tam dopóki miasto nie puchnie od kroków.

Budzę się wtedy i słodzę herbatę.
Jest zimno, więc myślę o ostatnim lecie –
o owadach umierających w ulicznych latarniach i
tych wszystkich chłopcach, z którymi bywałam.

Coś mi mówi, że zimą jest tu jeszcze niebezpieczniej.
Na przystankach lgnie się do obcych spojrzeń,
a w knajpach szuka rozgrzanych rąk.

Dlatego muszę zostać i dopić herbatę,
albo uciec zanim zrobi się ciemno.

Bo styczeń, krwiożerczo żywy,
ocieka potrzebą oswajania,
pełen chłopców płochych jak zmarznięte wróble.

 

nocny motyl – fotografia z nawrócenia*

kobieta ze zdjęcia jest jeszcze całkiem młoda
ładna chociaż wydaje się trochę zmęczona
w ręce trzyma wielką ćmę którą zasłania twarz
jak chińskim wachlarzem

chciałabym żeby mi powiedziała
skąd się biorą tak duże owady
ale nawet nie wiem czy ma usta

cała jest tylko czernią i bielą
ze stopami rozrzuconymi na kuchennej podłodze
marznie jeśli długo tak czeka unieruchomiona światłem
czemu nie włożyła butów do zdjęcia?

nad ranem śni mi się matka
boska bosa i smutna
mówi że bóg z niej zażartował
więc wraca

 

Łyżeczkowanie

Wczoraj kazałam ciału rozebrać się do naga.
Dotykam go teraz po kawałku – miękko, pusto;
poniżej żeber wielka głucha jama;
wilgotny świeży grób, na który nie umiem patrzeć,
nad którym nie umiem płakać.

Nagle tyle rzeczy wymaga zapomnienia.
Pluszowe kocyki, kołysanki,
imię, jak spóźniony list, którego nie zdążyłam nadać.

A przecież trzeba jeszcze nakarmić szczenięta,
odebrać ze szkoły cudze dzieci.
To chyba trochę potrwa,
ale obiecuję, wkrótce, może już na wiosnę,
jak tylko rozkwitną blizny,
wybrzuszę się od początku, wypatroszę pamięć do czysta.

_______

* wiersze miały swoją premierę na łamach pierwszego numeru czasopisma „Wizje”.


 

Katarzyna Ślączka

Ur. 1990. Redaktor jednego z portali literackich. Jej wiersze publikowane były m.in. w „sZaFie”, „Kurierze Poetyckim”,„2Miesieczniku”, „Opcjach 1.1” i „Helikopterze”. W 2017 roku jeden z wierszy ukazał się także w antologii pod redakcją Rafała Różewicza Grała w nas gra.

Reklamy