PAULINA PIDZIK – 5 wierszy

21a

(znów: sosna sarna)

znów wybiec
z siebie drżenia poranionej skóry postrzelonej
sarny przekroczyć granicę

wrócić nosić jak otwartą
ranę ciszę lasu

 

(poznanie)

rozpoznajemy w naszych zwierzętach choroby po imieniu
przywołujemy podchodzą od strony lasu ciemne mętne źrenice
jak u dotkniętych złym wilków jeszcze niewidoczne
dla dłoni jeszcze niedostępne dla oczu
precyzyjnym ostrzem jak siekierą zabierają
po kolei

bosymi stopami wchodzimy w pobożny rytuał
budzimy się nadzy bez obcych pożyczonych skór rozkładających się
poranionych ciał

już nic nie odróżnia nas od piskląt
jesteśmy tylko drżeniem

 

(chłód)

odliczamy dni chłód wpływający do żył
powoli nabrzmiałe ciało więzi coraz mocniej wchodzimy w inny
las jasne wysokie pokoje po drugiej stronie okna

ojciec rozczesuje moje włosy głaszcze

jakby czułość mogła zmienić już odwróconą
kolejność odchodzenia

 

(dłonie)

oczy nieprzywykłe do dotykania

dłonie wiedzą
znają rytuał odchodzenia żegnania usuwania martwego sprzed oczu
zbijania trumien czarnych worków zakrywania luster zaciskania różańców
oddawania ciała ziemi

to wszystko wraca nie blednie nie zmywa się
nie wypłucze gdy obrócisz dłonie

na opuszkach palców mamy prochy

 

(wieczne)

może jeśli jesteśmy to z tych dotknięć chłodu
lęku pulsującego jak deszcz na przednówku

pijemy wodę z przebitych boków brzóz z ran
chrystusowych wytryskających źródełek rzek
podskórnego krwioobiegu

na zdrowie wieczne spoczywanie
w niepokoju ziemi


Paulina Pidzik

Ur. 1986 w Częstochowie. Wychowała pomiędzy lasem a rzeką. Od czasu studiów mieszka w Krakowie. Prawnik. Doktorantka prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą autonomii pacjenta. Pisze odkąd pamięta. Od niedawna fotografuje. Laureatka wielu konkursów poetyckich, m.in. im. Georga Trakla (2015), im. Rafała Wojaczka (2015), im. Haliny Poświatowskiej (2017) oraz 12. edycji Połowu (2017).

Reklamy