MAŁGORZATA MARIA GRESZTA – Męstwo gnicia

2a

Śmierć

Leżąc z twarzą zwróconą w kierunku błota. Z plecami ku palącemu słońcu. Stwierdza: naturalnym następstwem poznania wartości rzeczy jest pragnienie wrośnięcia w mokrą ziemię, skoro wszystko okazało się tak lekkie – zęby i paznokcie podobne do korzeni bezwolnie wnikają coraz głębiej w glebę – świat jest nieskończony ale ograniczony.

Język

Przymus przekazywania siebie idiotom prowadzi do obdarcia myśli z warstw mniej dostępnych, trzeba się wulgaryzować uproszczeniami. Będąc przepuszczanym przez maszynkę do przemiału tego całego istnienia – tak, aby stać się jadalnym i w swoim smaku uniwersalnym, co na zhomogenizowanym półmisku idei jest wymogiem autorytarnej masy – z taśmy produkcyjnej wjeżdża się wprost do kostnicy (wariant pierwszy). Szkoła stawia na schemat. Najpierw zedrzeć skórę i oddzielić mięso od kości, żeby ukazać nadrzędność szkieletu i pod groźbą wykluczenia zakazać wielowarstwowości, która mogłaby być niepoliczalna. Wyłącznie nagość i logika. Logika ludowa, prymitywna, raniąca biednego Arystotelesa swoim hermetycznym zamknięciem na niepowszedniość. Nieskończenie długie zdania prawdziwych niemieckich humanistów zadziałałyby jak pas szahida. Ofiar nie będzie wiele, samobójstwo natomiast jest pewne, śmierć szaleńca zostanie wzgardzona i zapomniana (wariant drugi). Wpadanie w scjentyzm lokuje natychmiast w czasie zaprzeszłym, kontakt z innymi możliwy tylko poprzez gromadzenie się ich obumarłego ciała na nieruchomych przedmiotach w postaci kurzu (wariant trzeci).

Wittgensteina dawno wyrzucono na śmietnik, milczeć nie wolno – obowiązuje nakaz tłumaczenia. Z myśli na własny, z własnego na obcy, z obcego na jeszcze bardziej obcy i ogólnoludzki. Wiekuisty monolog wewnętrzny byłby wyjściem najbardziej moralnym (wariant czwarty).

A więc niewypowiadanie przeciw wypowiadaniu wszystkiego – kiedy najszybciej można przestać mówić?

Literatura

Qin Shi Huang w starożytnych Chinach, Berlin 1933, płonące zbiory Biblioteki Narodowej przy Okólnik 9, Fahrenheit 451, wstęp do Pamiętnika znalezionego w wannie. Literatura: pocieszycielka, tabletka nasenna, wypełnienie pustego czasu, wypełnienie pustego życia, cudze życie sprzedawane za mrzonki o nieśmiertelności, ukojenie dla marności istnienia, oszustwo dla braku odwagi, argument dla bierności. Gloryfikuje upadek, tłumaczy straconych, otula kłamstwem, zwodzi mitem, broniąc swojego prawa wolności do zadeptywania prawdy. Jest narkotykiem o wiązaniu podobnym do religii, tłumi lęk przed śmiercią i ukrywa wątpliwości dotyczące sensu. Wynosi się na piedestał i koronuje na sztukę wyrazu najwyżej intelektualną, tymczasem jest ignorantką. Znosi młodzież na manowce, jest winna zafałszowywaniu rzeczywistości, bywa narzędziem propagandy, jednak najczęściej występuje pod postacią egotycznych wymiocin nadających się do analizy dla młodego lekarza chorób umysłowych, ale upycha się ją do formatu A6 i wystawia na sprzedaż na targowisku próżności, aby potrzebujący mogli uwierzyć i zostać wyznawcami kolejnego prywatnego kościoła naciąganych teorii. Niech twoja wiotka konstrukcja zostanie zdemaskowana.

Sztuka

Zaczął od epistemologii formy: uznanie wariantywności, potwierdzenie dowolności. Jeśli uznać formę za wariant interpretacji pojęcia lub teorii, wersję rzeczy, obraz swojego bądź cudzego myślenia zawierający cząstki charakterologiczne i psychologiczne stwórcy, to forma jest formą osobności, przez siebie samego, przez umysł przetworzoną rzeczywistością, przedstawieniem wyłącznie swojego widzenia. Stworzenie świata = autostwarzanie świata. Jest stary, wbija dłuto w kawał wielkiego kamienia, rzeźbi człowieka, istotę ludzką, zwierzę z gatunku ssaków, swojego bliźniego. Raczej nie. Zawsze siebie, nie obcego, nie tego, kto naprzeciw, nawet przy zamiarach stworzenia uniwersum. Co w nim zostało po nim, co zostało po stu latach, co zostało po ciele, czym jest marność, czym jest wzniosłość, czym wypluta guma do żucia, przyklejona do buta – sumą wspomnień, kolejno zważonych i ułożonych odpowiednio dla kondycji mózgu, posiadanych skrzywień psychicznych i zawiłości umysłu. Cokolwiek, co w nim w owej chwili zobaczy. Zawsze autoportret. Autoportret stwórcy jest autoportretem oglądającego. Kamień, który zobaczy, będzie jego autorzeźbą. Rzeźba, którą wyrzeźbi, będzie jego autokamieniem. Rzecz, którą zobaczy obcy, będzie autorzeczą obcego. Przedmiot zniknie i stanie się autoprzedmiotem. Odtwarzanie świata = rewidowanie świata. Forma nie istnieje. Uniwersum nie istnieje. Świat nie istnieje. Istnieje zamknięcie jednostkowej rzeczywistości i oddzielność.

Historia

Słowa odbijające się echem od prehistorycznych bibliotek, całe konstrukcje syntaktyczne będące plagiatami. Bezkarność – grabież myśli już umarłych, nie podpada pod żaden z paragrafów, a pozostawanie w czasie spóźnionym jest ignorowane przez bezmyślnych. Język jest martwy. Jak można chcieć żyć, kiedy wszystko wokół jest odbiciem i pamięcią? Dialektyka służy do przemiału tego, co stwierdzone, nowe prawdy nie powstaną, bo historia jest ciężarem nie do uniesienia, zalewa pozamykane pokoiki naukowców formaliną. Permanentne odtwarzanie Platona: słychać jedynie powtarzający się dźwięk przewijania do tyłu, do tyłu, do tyłu – łatwo się do niego przyzwyczaić. Najpierw nauka jazdy na rowerku, a następnie rozpoczęcie procesu adaptacyjnego – porządek, który ukonstytuowała przeszłość, należy przyjąć bez sprzeciwu. To wszystko jako konsekwencje głównych lęków ludzkości, bezwładu wobec końca i powracającego bezsensu okraszonych winą. Martwi wydzierają nam z rąk czas teraźniejszy, żeby cała uwaga została skierowana na wyciąganie ich spod ziemi, ani słowa o gniciu ciał, smród zwłok zneutralizuje zapach utrwalonej świetności – pełen intelektualnej przemocy system skonstruowany po to, żeby zaprzeczać ich nieistnieniu. Żyjącym łatwo się na to zgodzić – przynętą jest kojąca nadzieja na taką samą wieczność. Słowem: przetwórstwo, wczorajsze gazety są dzisiejszymi, tylko papier jest coraz bardziej zużyty. Pozostaje położyć się w końcu na trawie, uprzednio przeczytawszy Krytykę czystego rozumu w imię sprzeciwu wobec powtarzalności i naśladownictwu, podjąć jedyną słuszną decyzję. Błąd! W ten właśnie sposób schemat zostanie powielony, tak właśnie rozkładający się inkorporują czas, który do nich nie należy – aby ocalić moment stawania się, potrzeba anonimowości i zaprzeczeń.

Cierpienie albo dobro

Zniszczył go umysł – to, co go ukonstytuowało jako człowieka. Z jego myśli powstał język, który zdefiniował różnice. Zdecydował uznać tylko te części, które zawierają w sobie szlachetne dobro. W ten sposób zapoczątkował swoją klęskę, ponieważ czyste dobro nie jest możliwe, a on na tej niemożliwości postawił fundamenty. Być może o tym wie, ale nie wyraża zgody na zło. Nie wyraża zgody na istnienie żadnego jego pierwiastka – tak determinuje go cywilizacja. Czuje się zobowiązany pogardzać złem w sobie i w innych. Ulega samozagładzie, bo włada nim dualizm. Zamknięty w formę, nie rozpatruje bycia jako struktury otwartej, przez co jego życie jest mistyfikacją. Ale w takim razie musi być szlachetny, musi być szlachetny, skoro całe jego życie to cierpienie z powodu braku możliwości urzeczywistnienia się chybionej idei. Jest męczennikiem w imię wartości najszlachetniejszej. Nie zasługuje na śmiech. Poćwiartował co prawda siebie i świat na kawałki, których nie potrafi na powrót scalić, ale rozrywającemu swoje wnętrzności należy się współczucie. Jest zegarem, miarą i wagą. Aparatem i taśmą nagraniową, zawsze gotową do zapisania ryzą papieru. Wszystko jest częścią wyjętą z niego, wyjętą z jego gardła, może przejrzeć się w każdej ludzkiej rzeczy, bo w każdej z nich jest zawarta część struktury jego myśli. Nie rozumie ciągłości, całości, pełni, przejścia. Rozumie koniec, kształt, formę i granicę. Nie rozumie nieskończoności i nieistnienia początku. Rozumie zbiory i odcinki. Rozumie tylko dychotomię, sprzeczność i przeciwstawność. Tak konstruuje i tak cierpi.

Współczucie

Odkąd pamiętał, pracował w laboratorium. Zawsze zajmował się badaniami nad rozkładem substancji. Odkąd pamiętał, mieszkał na wysypisku śmieci. Śmierć, gnicie zepsucie, zgoda na upadek. Odkąd pamięta, mieszka na wysypisku śmieci. Już jako niemowlę zajmował się obserwacją rozkładu. Rozkładało się wszystko, ludzie, zwierzęta, ściółka leśna i porządek świata. Lubił na to patrzeć, dzięki czemu szybko stało się to jego pasją – jego celem stały się podróże na bagna. Puchły od tego wnętrzności, a obolałych oczu nigdy nie mógł otworzyć, jednak wszystko było warte jego badań. Wydłubywanie myśli z istot, w których w jątrzących ranach gnieździły się robaki. Zbierał w swoim tornisterku opowieści o schizofrenikach wieszających się w kiblach na sznurówkach od adidasów, krzyki kobiet o błyszczących czaszkach zgolonych do skóry z powodu wszy, głuche płacze i skargi odtwarzane do znudzenia. Mieli do sprzedania niedopałki papierosów, herbatę, papier toaletowy i parę zdań o okrucieństwie życia w zamian za ułamek sekundy szczerej litości.

Rozkład desakralizuje każdą domniemaną nienamacalną wartość rzeczy, relatywizując ją. Smród tych wszystkich współistniejących obok niego istot stał się w końcu czymś naturalnym. Obrzydliwe, tłuste czarne wrony na górze węgla. Wzlatując ponad pooblepianymi ludzkim potem fabrykami, wyglądały jednocześnie pięknie i odrażająco. Śmierć staruszek obdarta z godności, upadek młodzieży. Oklejeni zgniłymi liśćmi półmartwi, dobroduszni nędzarze, przytulający policzki do spływającego asfaltu – nie wstaną w oczekiwaniu na zadeptanie. Będą wypluwać z siebie po kolei śmierć swoich dzieci, wątrobę i łagodność mowy, aż w końcu zdrętwieją i krew spłynie im na buty. Wszyscy oni pełzną w jedną stronę. Chcą w spokoju zastygnąć w smole. Widzieć to wszystko, zanurzać ręce w zdechłych zwierzętach, wąchać smród gnijącego jedzenia i zaprzeczać temu – to cynizm. Jawny obrzydliwy sarkazm.

Epilog

Człowiek: jednak mimo wszystko wierzę, a raczej pragnę wierzyć, w szlachetność swojego gatunku.


Małgorzata Maria Greszta

Ur. 1990 w Warszawie. W latach 2014-2018 studiowała na UW na kierunkach: filologia polska, muzykologia, filozofia. Swoje teksty publikowała w „Opinii Bieżącej”, „Fragile” i w magazynie muzycznym „Glissando”. Z tym ostatnim jest od 3 lat związana; pełniła funkcją redaktorki, a następnie graficzki. Sympatyzuje z partią Razem.

Reklamy