EMILY CRITCHLEY – 4 wiersze

1a

Może inne powody

Ten katgut, który wprowadziłeś mi w usta,
wędruje w dół kręgosłupa, pali i szarpie
z każdym ruchem, szczególnie w lędźwiach –
to owoc wszelkich pór roku, ptak
na każdą wędrówkę – na każdy z żywotnych narządów.
Jest tak napięty, że nie uwierzysz; sssssspiccato
wprost z lat 60. To znaczy 1660.
Taki trochę haniebny corpus, gdy mnie
ugina. Gdybyś na koniec go ściągnął w górę,
może udałoby się złagodzić sprawy na jakiś czas.
Przynajmniej ażbym wróciła na jakieś inne
zdziesiątkowane siedlisko, gdzie nastrój
jest płodny, a ziemia bardziej gniezdna.
Te czasy są ciężkie i często mam zjazd.
Widzę też, że z każdą mijającą epoką
to gardziołko traci na melodyjności /
bardziej drapie w uszy. Nie chcę łapać cię
w locie na takie rozmowy.
I może są jeszcze inne powody, czemu
to nienajlepszy pomysł.

 

***

Luku, już cię nie mogę znieść myślą, mową ni uczynkiem.
Twoje hieroglify z neonowych legosów są jednak badziewiem
albo, co gorsza, pomnikiem czyjejś innej miłości,
tzn. twojej własnej.

Chcę tylko wrócić do Rzymu.
Wygrzebię tę figurkę Madonny – tę, w której schowaliśmy kasę – i łzy
żalu wepchnę jej w gardło.

(Chcę poczuć już męki innych
w swojej męce).

Pozbawiony wszelkich wizji. Chłopie, nie od razu da się przebudzić
z tej pozycji jogi. Relaksacja winna być tożsama z modlitwą
lub obcowaniem z Magdaleną
w sprawie kilkusetletniego złego PR ze strony – no właśnie! –
tępych dziwek jak ty.

 

***

Drogi Luku,                         Jest 17:15.
Ci wszyscy ludzie zmiażdżeni w pociągu –
dziwne.
Piszę poprzez druty miękkie i twarde
i wszelkie zbiorowe nieznane
próbując zgadnąć, żeś drugą stroną tym pociągu
i nikt tego nie wie.

                        Kryzys u mnie w głowie – dotrwa do rana.

Tymczasem chciałabym, byś odczuł –
z miejsca, gdzie cisnę – że nie ma winy
                        (po oko w czyimś łokciu).
Muskulatura miasta wypluwa mnie w Greenwich,
                         gdzie zostaję, z uczuciem, na wieści.

Tymczasem – żegnaj.

 

Timowi Atkinsowi, który przypomniał mi, co się liczy

Pobudka z pętakiem i kuksanieczkiem,
i głową z ognia
miłości
do ciebie raz jeszcze mój różany pąku
kochana dziewczynko
wszystko dygocze jak kiedy chcę cię przewinąć
cała z łez i wierzgania
              wyłączasz świat
małą łzą lub uśmiechem
jak kroplą wina w morzu Seferisa
              Niech nie pamiętam problemów
sprzed ciebie
              To zresztą było w innym kraju
              Kierujmy wzrok naprzód na kwiatki i kaczki
na spacerze – mój drogi trzęsiłebku – jak padasz
na tyłek, dwie chwile na dojście, co czujesz,
zanim wybuchniesz wrzaskiem lub płaczem – od czego to zależy!
Któż zna te twoje małe tajemnice – kosmiczny czerwiku
drobna nieznajoma
przybyłaś ocalić mamę
przed niewiedzą, co ważne w życiu
              Za wszystkie drogie sekundy
każdego koloru z tobą i mną, za tatę i wiersze
z happy endem.

przeł. Jakub Głuszak

Emily Critchley

Ur. 1980. Brytyjska eksperymentalna pisarka, poetka i naukowiec urodzona w Grecji. Laureatka nagrody za najlepszą oryginalną sztukę (2003), nagrody Johna Kinsella-Tracy’ego Ryana za poezję (2004), Nagrody Jane Martina (2011).


Jakub Głuszak

Ur. 1982. Poeta i tłumacz, w 2013 r. wydał tomik Moje przesłanie do pokolenia współczesnych trzydziestolatków, w 2016 r. ukazał się tomik Adrienne Rich 21 wierszy miłosnych w jego przekładzie.

Reklamy