„Ktoś na pewno ten nasz głos słyszy”. Z WOJCIECHEM BONOWICZEM rozmawia Agnieszka Sroczyńska

a

Agnieszka Sroczyńska: Mam wrażenie, że Wojciech Bonowicz to człowiek orkiestra. Pracuje Pan na tylu polach – począwszy od literackiego, przez dziennikarskie, aż po naukowo-społeczne. Do tego jest Pan mężem i ojcem. Ta liczba ról nie jest przytłaczająca?

Wojciech Bonowicz: No cóż, jestem żywym dowodem, że te różne role czy różne aktywności można pogodzić. Oczywiście, kiedy mówimy „można pogodzić”, to gdzieś w tle jest myśl, że one są jakoś w konflikcie, „rywalizują” o mój czas, uwagę i siły. Ale widocznie jestem człowiekiem, który nie potrafi żyć na jednym polu czy kołysać się na jednej gałęzi. Wolę skakać z gałęzi na gałąź. Owszem, czasem bywa to męczące; jak patrzę na kartki ze spisanymi zadaniami na najbliższe dni, tygodnie i miesiące, to ogarnia mnie panika. Ale potem siadam i załatwiam po kolei, co mam załatwić. Często z jakąś pracą się spóźniam, ale generalnie – daję radę.

Tytuł poety nobilituje, czy jednak zawstydza dojrzałego mężczyznę?

Nigdy nie miałem problemu z tym, żeby powiedzieć: jestem poetą. Jestem – i co z tego? Czy to jakaś skaza? Albo naznaczenie? Nie jestem przez to ani kimś lepszym, ani gorszym. Piszący wiersze nie są ani nad-, ani podludźmi. Mam przyjaciół, którzy nie potrafią czytać, nigdy nie przeczytają ani jednego mojego wiersza. Lubią mnie z innych powodów, a to, że piszę wiersze i gdzieś tam od czasu do czasu występuję, bardzo ich cieszy. Są równie żywi i żywotni jak ja. Poezja jest wyjściem naprzeciw innym, spotkaniem. Ale nie z każdym można się w ten sposób spotkać. No i trudno. Jestem poetą. Ale jestem też kimś innym.

Zna Pan wiersz Tadeusza Różewicza normalny poeta? Mam wrażenie, że ten wiersz mógłby być portretem również Pana. Przynajmniej częściowym portretem.

O tak, ten wiersz jest mi bardzo bliski, zresztą tak jak znaczna część tego, co Różewicz napisał. Na pewno moje wiersze dążą w stronę prostoty, którą on doprowadził do mistrzostwa. Różewicz, Miłobędzka, kilkoro innych. Byłem ostatnio u Krystyny Miłobędzkiej w Puszczykowie. Jej kot o imieniu Kotek czuł się tego dnia gorzej, przyszedł lekarz i zrobił mu zastrzyk. Potem razem z panią Krystyną odgrzaliśmy sobie obiad: kluski śląskie, pieczeń, buraczki. Rozmawialiśmy o poezji, o drzewach za oknem, o ogromnej korespondencji, którą pani Krystyna uporządkowała. Poeci to prości ludzie, nie potrzebują wiele. Chciałbym móc mniej pracować, żeby więcej patrzeć. Ale jak pracuję, też jestem blisko rzeczywistości, języka, ludzi.

Na czym zależy Panu najbardziej przy tworzeniu wierszy?

W dobrym wierszu powinny być zarówno punkty „orientujące”, pozwalające czytelnikowi jakoś się z nim oswoić, jak i dezorientujące, powodujące, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, co naprawdę przeczytał. Wiersz nie może być ani zbyt „mądry”, ani zbyt „głupi”, ale przede wszystkim nie powinien starać się zapanować nad czytelnikiem. Znacznie lepiej jest, kiedy robi czytelnikowi miejsce, pozwala mu dodać coś od siebie, zaprasza go do wypełnienia pojawiających się szczelin i białych plam. Nie wiem, czy wszystkie moje wiersze są takie, ale takich szukam – także u innych autorek i autorów.

Wyraził się Pan kiedyś, że chciałby być widzianym – też – jako poeta społeczny.

Prawdę mówiąc, poeta nigdy nie jest aspołeczny. Pracuje w języku i w wyobraźni, a więc w czymś wspólnym, co nie powstało w izolacji, lecz w interakcji. Poezja nie może pozostać obojętna na różne rzeczy, które dzieją się we wspólnocie. Ale to nie znaczy, że ma być interwencyjna. Czasem, owszem, bywa. Wiersz wzywający do boju, do oporu, też może być dobrym wierszem. Przykładem niech będzie Bagnet na broń Broniewskiego. Bywają wiersze-diagnozy, jak choćby Nienawiść Szymborskiej, które także są potrzebne wspólnocie. Piszę o tym, w czym żyję, w czym jestem zanurzony. Na ogół nie skupiam się na sobie, więc z konieczności moje wiersze są społeczne. W Drugiej ręce jest co najmniej kilka takich wierszy, które zadają pytanie o to, kim właściwie jest poeta dla wspólnoty. Przewodnikiem – jak w wierszu Wojownik? Kimś, kto ostrzega – jak w utworze Kąpali się w morzu? Podoba mi się taki obraz, że poeta to ktoś, kto pilnuje ubrań, kiedy inni poszli się kąpać.

Wspomniany ostatni Pana tom poezji Druga ręka został nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej i Nagrody Nike. Na jakim rodzaju „nagrody”, na jakim docenieniu swojej poezji najbardziej Panu zależy?

Ja właściwie stale dostaję jakieś nagrody. Ktoś podchodzi po spotkaniu autorskim i podaje mi do podpisania mój tom wierszy, a ja widzę, że w środku jest mnóstwo notatek ołówkiem. Czyli – spotkaliśmy się, porozumieliśmy. Pierwszy nakład Drugiej ręki sprzedał się niemal w całości jeszcze zanim ogłoszono nominacje. Było to dla mnie duże zaskoczenie. Wiem, że przez młodsze koleżanki i kolegów jestem postrzegany jako ktoś, kto „ma pozycję”. Ale tak naprawdę pozycja poety zawsze jest słaba. Nagrody ją wzmacniają, ale tylko do pewnego stopnia. Jestem bardziej rozpoznawalny jako felietonista „Tygodnika Powszechnego” czy autor książek-wywiadów niż poeta. Tak już jest i z tym nie ma co walczyć. Trzeba być w zgodzie z sobą: jeśli wszystko mnie interesuje, jeśli wszystkiego chcę spróbować, to dlaczego sobie tego odmawiać? Jak powiedziała mi ostatnio wspomniana pani Krystyna: „Trzeba pisać. A czy świat to pochłonie, czy odepchnie…”. Ktoś na pewno ten nasz głos słyszy. I to jest nagroda, bo wielu ludzi nie słyszy nikt.

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za dalsze dobre życie Drugiej ręki.


 

Wojciech Bonowicz

Ur. 1967. Polski poeta, publicysta, dziennikarz. Debiutował w roku 1995 tomem Wybór większości. Otrzymał m.in. wyróżnienie w Konkursie na Brulion Poetycki (1989), nagrodę główną w konkursach poetyckich Nowego Nurtu (1995) oraz im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (1995). Jego biografię księdza Tischnera nominowano do Nagrody Literackiej „Nike” 2002. Książka Pełne morze została nagrodzona w roku 2007 Nagrodą Literacką Gdynia w kategorii poezja i nominowana do Nagrody Literackiej „Nike”, tom Polskie znaki był nominowany w 2011 roku do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius”, a tom Echa był nominowany w 2014 roku do Nagrody Literackiej „Nike”, do Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej oraz do Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego – Orfeusz. W 2018 nominowany do Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej oraz do Nagrody Literackiej „Nike” jest tom Druga ręka. Współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest jednym z recenzentów książek w programie Sztuka czytania emitowanym przez TVP Kultura.

Reklamy