Od idei do wydawnictwa. Z RAFAŁEM T. CZACHOROWSKIM rozmawia Agnieszka Sroczyńska

a

Agnieszka Sroczyńska: Od lat zajmuje się Pan popularyzowaniem poezji. Założył Pan Fundację Duży Format wydającą książki poetyckie, prowadzi witrynę PoeciPolscy.pl, audycję radiową Literacki Wolny Eter. Podejrzewam Pana o brak pragmatyzmu życiowego (czyt. Przeliczania wszystkiego na pieniądz), skoro zajmuje się Pan tak niszowym gatunkiem literatury. Skąd pomysł na wydawnictwo zajmujące się wydawaniem książek poetyckich, w tym – o, zgrozo – też debiutantów?

Rafał T. Czachorwski: Dorzuciłbym do tego braku pragmatyzmu – jak to Pani ładnie ujęła – coroczny Festiwal Dużego Formatu oraz Ogólnopolski Konkurs na Tomik Wierszy „Duży Format”. Dlaczego wydawnictwo głównie wydające poezję? Bo lubię ten gatunek. Oczywiście nie trzeba kupować krowy, aby napić się mleka. Rozglądamy się również za ciekawą prozą. Wydaliśmy między innymi opowiadania Wandy Szczypiorskiej. Z poligrafią i dziennikarstwem „papierowym” jestem związany od połowy lat 90. Pracowałem w pismach branżowych, bywałem ich wydawcą. Lubię proces wydawniczy. Około 2009 roku zainteresowałem się ebookami. Miałem idee: wydawać książki, których już nie ma w obiegu, publikować je w wersji elektronicznej i udostępniać za darmo. Oczywiście za zgodą autorów. Wydałem tak kilka książek. Potrzebna była platforma do zamieszczania i pobierania tych ebooków, stąd wykupiłem domenę poecipolscy.pl i tak poszło. Witryna zmieniała się dwukrotnie. Za pierwszym razem głównie graficznie: Daria K. Kompf zaproponowała duże zmiany wizerunkowe począwszy od logo i barw, a skończywszy na „obrazach nieopisanych”, czyli wspólnej prezentacji obrazów współczesnych malarzy i wierszy. Druga zmiana nastąpiła po plajcie jednej z krakowskich firm, na której serwerach były nasze strony. Byliśmy jedną z dwóch tysięcy firm, które w ciągu jednego dnia straciły strony www. Postawiliśmy wszystko od początku. Po roku od pierwszej zmiany witryny razem z Darią zorganizowaliśmy Festiwal Dużego Formatu. Trwał jeden dzień i był źródłem bezcennych doświadczeń. Ale daliśmy radę. Daria zorganizowała dwie wystawy: jedną zbiorową obrazów, rysunków i fotografii artystów z całej Polski, a drugą była instalacja Piotra Jana Skowrońskiego Księżyc świeci… w dialogu z Tadeuszem Różewiczem. Były wydane dwa katalogi. W części literackiej wystąpili m.in. Krzysztof Pieczyński z książką Dom Wergiliusza, Kamil Brewiński i Konrad Góra, Jacek Hohensee i Jarosław Jabrzemski oraz wielu innych poetów. Wydaliśmy almanach Lustra. Byliśmy tym bardzo zmęczeni. Ale następnego roku, jakoś tak z rozpędu, zorganizowaliśmy drugą edycję, poza tym autorzy zaczęli dopytywać o festiwal. Od trzeciej edycji Festiwalu organizujemy go razem z Magdaleną Koperską, szefową wydawnictwa Anagram. To jest ciekawe zjawisko: prowadzimy dwa wydawnictwa poetyckie i w zasadzie konkurujemy ze sobą na kilku polach, ale równocześnie współpracujemy i wspieramy się. Wygląda na to, że jesienią będziemy zapraszali na 6. Festiwal Dużego Formatu. A à propos audycji, to pod koniec ubiegłego roku zrezygnowałem z prowadzenia i wydawania audycji Literacki Wolny Eter, teraz jestem na etapie tworzenia czegoś nowego. Prawdopodobnie będą to głównie podcasty. Większość słuchaczy korzystała z archiwum audycji. Po rezygnacji ze współpracy z rozgłośnią dostałem dużo informacji, że jednak te pięć lat było ważne. To cieszy. Bo na co dzień „nadajesz” i rzadko dostajesz informację zwrotną.

Tomiki wydawane są bardzo profesjonalnie i w niczym nie ustępują – zarówno pod względem edytorskim, jak i literackim – tym wydawanym przez tak nobliwe wydawnictwa jak Biuro Literackie czy a5. Liczba nadsyłanych na konkurs Dużego Formatu projektów, jak i nazwiska nie-debiutantów walczących o druk tomiku, który jest nagrodą w tym konkursie, świadczą najlepiej o wysokiej ocenie wydawnictwa.

Dziękuję za to porównanie. Część edytorska jest dla mnie bardzo ważna. Wszystkie nasze okładki i środki książek od samego początku projektuje Daria K. Kompf. Robi to nie tylko profesjonalnie (z wykształcenia jest projektantką), ale również z pasją – i to widać. Korzystamy też z bardzo dobrej drukarni. Każda książka jest kolejnym zdobywaniem doświadczenia. Każda książka trafia w postaci druku próbnego pod czujne oko Darii, to ona ostatecznie akceptuje tytuł – pod względem edytorskim – do druku. Lubię jej telefony, gdy dzwoni i się zachwyca wydrukowanym kolorem lub po prostu całością. Te wszystkie wydane książki traktuję trochę jak własne. Tym bardziej mi miło, gdy autor zgadza się wydać w Fundacji drugi czy trzeci raz. Konkurs. To trochę szaleństwo, bo nie mamy żadnego dofinansowania. Raz dostaliśmy pieniądze z ZAIKS-u. Ale udaje nam się zaoszczędzić lub sami dofinansowujemy z innych źródeł. Idea jest taka, żeby wydać dwie książki, od drugiej edycji rozdzieliliśmy konkurs na dwie kategorie, dla debiutantów i autorów po debiucie. Za każdym razem jury jest chociaż trochę inne. Staram się je zróżnicować. Od trzech lat wygrywają kobiety. W konkursach jest jedna słaba sprawa: trzeba wybrać tylko jednego autora w danej kategorii. A czasami chciałoby się więcej. Mam nadzieję, że zwłaszcza debiutantom trochę pomagamy, wydając im pierwsze książki. Dbamy o to, aby były spotkania autorskie i wysyłamy książki na konkursy. Większość autorów – nie tylko tych z konkursu – współpracuje z nami, wie, że dzięki ich zaangażowaniu książka ma szansę trafić do większej liczby odbiorców.

Zastanawiam się, jak ostrym jest Pan selekcjonerem.

Czy jestem ostrym selekcjonerem? Nie. Dlatego pomagają mi w tym inni [śmiech]. Propozycja wydawnicza trafia najpierw do mnie. Otwieram plik i… czytam pierwszy, drugi wiersz, czasami trzeci. Odkładam dalsze czytanie lub od razu wysyłam do Jarosława Jabrzemskiego z prośbą o ocenę. Gdy Jarek przeczyta, to zaraz do mnie dzwoni i rozmawiamy, właściwie to on mi opowiada, co widzi wartościowego w tej propozycji, czy warto ją wydawać i dlaczego. Bywa – częściej – że odrzuca, zawsze argumentuje, podaje przykłady konkretnych błędów. Tylko raz nie posłuchałem się Jarka, gdy nie był przekonany co do wierszy autora, bardzo młodego autora. Pomyślałem wtedy, że tą poezją powinien zająć się równie młody redaktor, a nie tacy „seniorzy” jak my. Dzięki temu dwóch młodych facetów przygotowało dobrą książkę, którą wydaliśmy. Cieszę się. W ogóle za każdym razem, gdy uda się wydać książkę, to cię cieszę. Bo to jest sukces.

Jaką poezją można skraść Panu serce?

Poezja nie ma szans [śmiech]. Szczerze mówiąc, to trudno mi powiedzieć, na pewno wiersz nie może być przegadany, można powiedzieć, że im mniej, tym lepiej. Przykładem takiego wiersza, który wszedł we mnie ostatnio i zapuścił korzenie, może być wiersz Joanny Jurewicz z tomu Koło Wrót, s. 35, a zaczyna się tak: „Polska przyjmie maksymalnie 7082 uchodźców. / A co będzie, jeśli 7083 będzie dzieckiem 7082 i 7081? / Albo miłością jedyną w życiu 7059?”.

Co trzeba zrobić, aby wydać książkę w Fundacji Duży Format?

Trzeba zacząć od wysłania propozycji wydawniczej. Warto wcześniej przeczytać „jak wydać książkę” na stronie Fundacji. Nie wyobraża sobie Pani, jakie „kwiatki” potrafią przyjść jako propozycja wydawnicza. Jest pewna korelacja między formą listu a wartością wierszy. Ale jest coraz lepiej. Dostajemy już pliki odpowiednio nazwane, a nie tak typowe: „wiersze.doc”. À propos maili w stylu „weźcie zobaczcie moją stronę i sobie wybierzcie” – od razu je kasuję. Poza tym staram się wszystkim odpowiadać na korespondencję.

Jakich grzechów nie wybacza Pan autorom? Czego nie lubi Pan w literaturze w ogóle?

Jeżeli chodzi o twórczość, to sztuczność i patos odrzucają mnie. Jeżeli chodzi o autorów, to to samo oraz arogancja.

Co jest dla Pana, jako wydawcy, największą radością?

To ja rozpakowuję pierwszy paczki z książkami i mam przy tym dużo radości. Chociaż na samym początku drogi wydawniczej z dwa razy przy rozpakowywaniu o mało nie dostałem zawału. Tak źle były wydrukowane. Trzeba było poprawiać. Radość sprawiają uśmiechnięci, czasami wzruszeni autorzy. Czytelnicy, którzy chcą czytać te książki.

Kiedyś spytany przeze mnie o sens publikacji wierszy, wyraził się Pan, że tomiki właściwie można by było wydawać tylko dla najbliższych (część autorów zresztą tak robi).

Pamiętam, że o tym rozmawialiśmy, myślę, że chciałem powiedzieć o pewnego rodzaju pokorze. Po co drukować tomik poezji w nakładzie dziesięciu tysięcy, gdy po książkę sięgnie na przykład tylko 30 osób. Szkoda materiału i energii. Z Jackiem Hohensee wydaliśmy jego książkę poetycką – Zjawy – z kolorowymi reprodukcjami gliptografii w nakładzie tylko stu egzemplarzy numerowanych. Nie będzie dodruku. Zapewniam, książka była kupowana nie tylko przez znajomych. Bardzo szybko nakład został wyczerpany. Wiem, że ta książka sprzedałaby się w dużo większej liczbie egzemplarzy. Powiedziała Pani: „wydawać tylko dla najbliższych”, czy tego właśnie nie robimy? Kto czyta? Kto czyta wiersze?! Tylko najbliżsi w sensie mentalnym, dla nich piszemy i wydajemy. Jak już wspominam o czytelnikach, może nawet bym zaryzykował sformułowanie o poetyckim rynku wydawniczym. Jestem przeciwny rynkowi wymiany tomików poetyckich, przeciwny rozdawnictwu na dużą skalę. Wyjątkiem są recenzenci, pisma literackie. Nie mam na myśli również ofiarowania książki cioci i mamie. Ale już dalszy kuzyn mógłby docenić naszą twórczość, kupując książkę za to 10 czy 20 złotych. To naprawdę nie jest duża suma. Z drugiej strony, nie musisz czuć się zobligowany, nie musisz kupować, gdy nie jesteś przekonany. Nie raz widziałem czytelnika z piwem w ręku, próbującego wymusić ofiarowanie książki, „bo wiesz, krucho u mnie z kasą”. A najczęściej autorowi głupio jest nie dać. Kiedyś miałem komiczną historyjkę z pewną panią, mianowicie tuż przed rozpoczęciem spotkania, na które byłem zaproszony jako autor, podeszła do mnie, proponując wymianę książek. Poinformowałem ją, że nie wymieniam się. Pani chwyciła książkę i zaczęła pisać, nim zdążyłem zaprotestować, dedykacja była w połowie napisana w… mojej książce. Pozostało mi tylko podpisać się pod tą jej dedykacją dla mnie.

Chciałabym zapytać o Pana stosunek do autobiografizmu w twórczości. Odnoszę wrażenie, że pisarze dzielą się na tych, którzy uważają, że każda twórczość jest autobiograficzna i czynią z tego atut (= autentyzm literatury), i na tych, którzy tak pogardzają tzw. spisywactwem, że zaprzeczają jakimkolwiek skojarzeniom z własną biografią. Do których zalicza się Pan?

Zawsze „spisujemy” z siebie. W mniejszym lub większym stopniu. Jeżeli chodzi o pisanie – jeżeli ktoś jeszcze mnie kojarzy z tą czynnością – to dużo czerpię z doświadczeń, obserwacji. Nie wyobrażam sobie pisania bez doświadczenia. Powiem więcej, jako czytelnik nie do końca mam zaufanie do autora, który tego nie przeżył, to jest naiwne, ale z drugiej strony jakoś naturalne. Siedząc przy ognisku te kilka tysięcy lat temu, woleliśmy słuchać prawdziwej, nawet mocno podbarwionej, ale przeżytej opowieści.

Tadeusz Różewicz napisał piękny esej o „oku poety”. „»Oko poety« ma pewną specjalną właściwość. Mianowicie oko poety opowiada. Podobne jest do współczesnej kamery filmowej. […] Oko każdego poety ma właściwą sobie akomodację. Jeden widzi lepiej plany ogólne, drugi zbliżenia. Jeden źdźbło, drugi całość”. Uważał, że oko poety może filozofować jak u Norwida lub być światłoczułe jak u Staffa. O swoim napisał w 1964 roku, że to „oko zwykłego zjadacza chleba”. Oko Rafała Czachorowskiego-poety jest „okiem jętki” – widzącej mikrokosmos?

Interesuje mnie to, co jest blisko, to, co jestem w stanie zauważyć. Nie wiem, jak widzi jętka. Ja ją widzę jako tłum owadów dojrzałych do lotu, kopulacji i złożenia jaj. Widzę ją jako „latającą biomasę”, ale też mignie mi pojedynczy owad. Z perspektywy ludzkiej jestem zainteresowany zjawiskiem i zarazem ogarnia mnie melancholia, bo na to wszystko ma jeden dzień. Ale dojrzała jętka może jest „zadowolona”, że nastał w końcu ten dzień. A taki obserwator jest tylko przeszkodą, „ludzką biomasą” na drodze do partnera. A wracając do pisania, to zdecydowanie jestem „bliskowidzem”.

Oko absolutnie nie dyskredytuje dotyku i smaku w Pana wierszach. Są sensualne w całej rozciągłości. Sama nie wiem, czy bliżej Panu do romantyka (patrz pytanie pierwsze), czy do zwykłego zjadacza chleba?

Dorzuciłbym jeszcze zapach. Czy moje wiersze są sensualne? To w dużej mierze zależy od czytelnika, jak je odbiera. Jeżeli za objaw romantyzmu przyjmiemy zachwyt nad słowem i działania non-profit – tak, jestem romantykiem. Jeżeli za pragmatyzm uważamy liczenie, zakupy profesjonalnych usług w celu osiągnięcia dobrego produktu, tworzenie marki w celu zysku – nie tylko finansowego – tak, jestem pragmatyczny. Staram się.

10 kwietnia obchodził Pan urodziny. Czego Panu życzyć?

Zachwytu poezją przysyłaną na adres biuro@fundacjadf.pl z tematem „propozycja wydawnicza”, rozwoju projektu audio, a w nim ciekawych rozmówców, siły na kontynuację Festiwalu Dużego Formatu i Konkursu na Tomik Wierszy, pieniędzy na te przedsięwzięcia, w dalszym ciągu życzliwych i profesjonalnych ludzi wokół mnie, a dokładniej wokół tematów, które mnie w dalszym ciągu fascynują. Jest jeszcze jeden tzw. projekt, o którym jeszcze nie mogę mówić, ale życzyłbym sobie, żeby porozmawiała Pani o nim ze mną już za kilka miesięcy.

I ja tej rozmowy sobie życzę. A pourodzinowo dedykuję Panu piosenkę Piotra Bukartyka Niestety, trzeba mieć ambicję. („Chłopaku, trzymaj się!”).


 

Rafał T. Czachorowski

Ur. 1969 w Warszawie. Pisze wiersze i prozę. Redaktor i wydawca. Autor książek poetyckich – Marzenia senne (1991), Taniec prokreacji (1994) i Powidoki (2013), arkuszy poetyckich 1989, Cykl-On (1990) oraz zbiorów opowiadań – Rodzaje zagrożeń (1992), Czas jętki – wybór (2012) i Czas jętki (2015). Publikował w antologiach i prasie, również w tłumaczeniach wierszy na angielski, bułgarski, rosyjski i białoruski. W latach 1995-2011 należał do Związku Literatów Polskich, w latach 2010-2012 roku członek Authors and Publicists International Association. Założyciel, redaktor i wydawca PoeciPolscy.pl – działającej od 2010 roku witryny promującej poezję. W latach 2012-2017 prowadził cotygodniową, autorską audycję radiową Literacki Wolny Eter w Radiu Wnet. W 2013 stypendysta Miasta Stołecznego Warszawy w dziedzinie upowszechniania kultury – cykl warsztatów literackich dla dzieci. Od 2013 założyciel i prezes Fundacji Duży Format.

Reklamy