„Siadam, a on gada przeze mnie, chce dostać się do naszego wymiaru”. Z EWĄ JAROCKĄ rozmawia Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska

a

Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska: Na początek pytanie zasadnicze: kim jest Ewa Jarocka i czego chce od poezji?

Ewa Jarocka: Filozof powiedziałby, że jestem człowiekiem. Ale nie jestem filozofem. Co nie oznacza, że moja odpowiedź nie będzie filozoficzna. Dlatego, że odrobinę taka będzie i dlatego, że bardzo często zdarza mi się mądrzyć, śmieję się, że jestem refleksolożką. Czyli kimś, kto wszystko analizuje, we wszystko wątpi, wszędzie szuka drugiego dna. A przynajmniej stara się, bo to nie jest takie proste. Myślę też, że człowiek przez całe życie odkrywa to, kim jest. Ja mam nawet tak, że każdego dnia to robię. Dziwię się potem sobie, że już ze sobą ustaliłam to, kim jestem, a tu kompletnie sama siebie zaskakuję. Przykładowo, pamiętam jak dziś, gdy koleżanka powiedziała mi, że jestem niemiła. Szok. Bo ja dotychczas przeżywałam siebie jako miłą osóbkę. Tylko mdło miłą, żadną tam niemiłą. I to był błąd. Dziś nie mam tego jasno sprecyzowanego. Bywam taka i taka, bo odkryłam, że jestem kolorowa, koleżanka miała po części rację. Wszystko zależy od sytuacji i mojej otwartości na siebie. I tego chcę od poezji. Mądrości, głębi. Chcę się dzięki niej poznawać. Nie tylko pisząc wiersze, ale i czytając wiersze innych ludzi. W dobrej poezji ukryte jest sedno wszystkiego. Czytając dobry wiersz, mam ciarki. Choć czuję, że przede wszystkim jestem prozaiczką, wiem, że proza nigdy mi nie da tego, co ofiarowuje mi poezja. No chyba że byłaby jednym wielkim wierszem, jakimś monstrum, ale czy to jeszcze byłaby poezja?!

Po nie ma dobrych ludzi, jednym z lepszych debiutów poetyckich 2016 roku, udało ci się na przestrzeni roku zrobić kolejny ważny krok. Zdradzisz, jak tego dokonałaś?

Książka nie ma dobrych ludzi była nominowana do kulturalnej nagrody „Gazety Wyborczej” Warto 2017 i została nagrodzona trzecim miejscem na XIII Festiwalu Złoty Środek Poezji w Kutnie. Do tego znalazła się wśród dziewięćdziesięciu książek przyjętych do najważniejszego konkursu poetyckiego w Polsce – o nagrodę im. Wisławy Szymborskiej. Gdy to wszystko się wydarzało, pisałam kolejne wiersze. Wracałam do domu, brałam zeszyt i zapisywałam go wierszami. Bałam się stracić taką okazję. To była dla mnie okazja, bo przepełniały mnie różne emocje. Ja w ogóle nie piszę, gdy w moim życiu panuje rozprężenie. Do pisania potrzebuję kotła, może nawet chaosu. I podobno te emocje widać w moich wierszach. Zatem pisanie to dla mnie forma emocjonalnego drenażu. Oczyszczam się w ten sposób ze złogów. Nie umiałabym żyć bez tego. Pisanie jest moją potrzebą psychiczną. A może nawet fizjologiczną? To się ze sobą splata. Gdy miałam już większość wierszy z Dna cekina, Grzegorz Czekański zapytał mnie w Tajnych Kompletach, czy coś piszę. Powiedziałam, że to tajemnica, bo zupełnie nie spodziewałam się jego pytania. Po powrocie do domu przeczytałam jednak jeszcze raz wszystkie nowe wiersze i następnego dnia przesłałam je chłopakom z Fundacji na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza. Jacek Bierut po jakimś czasie stwierdził, że chcą je wydać i napisał projekt dotyczący mojej książki do Wrocławskiego Programu Wydawniczego. Po kilku miesiącach komisja WPW postanowiła wyłożyć pieniądze na tę propozycję. To było pod koniec wakacji. Poczułam się wtedy tak, jakbym drugi raz wygrała konkurs na książkę poetycką.

Gdzie leży dno cekina? Co ma symbolizować? Czyli krótko mówiąc, skąd ten tytuł?

Nie pamiętam dokładnie, skąd wzięłam ten tytuł. Pewnie źle coś przeczytałam i spodobało mi się to, co wymyśliłam. Zapisałam to, a potem roboczo zatytułowałam tak swoje wiersze. W trakcie oczekiwania na wyniki WPW chciałam zmienić tytuł, ale nie dało się już. Tryby maszyny WPW poszły w ruch. Zastanawiałam się potem, czy po wynikach tego nie odkręcić, to jest napisać kolejne pismo, ale nie zdecydowałam się na to. Dno cekina brzmi trochę kiczowato, ale powtarzam teraz wszystkim, że kicz też może opowiadać o prawdzie. No i pytam też wszystkich: a co twoim zdaniem oznacza tytuł? Dobrej odpowiedzi udzieliła mi Zyta Bętkowska. Powiedziała, że dla niej to poszukiwanie głębi w tym, co płaskie. Zakochałam się w jej pomyśle. I o tym w Kutnie mówił profesor Piotr Śliwiński. Z jego słów zrozumiałam, że moje wiersze, te z pierwszego tomu, w pierwszym odbiorze wydały mu się płytkie. Trzeba się było w nie wczytać, żeby odnaleźć tam głębię. Mam nadzieję, że podobnie jest z utworami z Dna cekina, przecież nie zmieniłam się radykalnie. Piszę podobne wiersze. To nie są proste rzeczy. Świecą jak cekiny, mamią, ale mają dno. Ukryte w płaskiej przestrzeni połyskującej materii. Tytuł Dno cekina może więc też symbolizować coś niemożliwego. Lubię niemożliwe rzeczy. Kto się interesuje fizyką, wie, że życie jest niemożliwe.

W twoich wierszach dużo przewija się prozy, nie tylko życiowej. Dlaczego wybrałaś akurat taką formę wyrazu? Nawiasem mówiąc, nieco ryzykowną w poezji. Załóżmy też, że coś lub ktoś próbuje wywrzeć na tobie presję – gdyby zaszła taka konieczność, byłabyś w stanie zmienić, urozmaicić, złagodzić swój styl wypowiedzi?

Może to wynika z tego, że jestem przede wszystkim prozaiczką. Na pisanie wierszy namówił mnie Roman Honet w krakowskiej Szkole Pisarzy, czyli w Studium Literacko-Artystycznym przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Choć skończyłam studia, piszę wiersze intuicyjnie. Tak jak używam języka polskiego. No i nie wybieram takiej czy innej formy. O formach w literaturze mam nikłe pojęcie. Wiem tylko, że panuje w niej eklektyzm. Modne jest łączenie stylów. I dobrze, choć i w tym się mogę mylić. Bo nie ma jednej recepty na wszystko. Przy pracy nad drugim tomikiem inspiracją była dla mnie twórczość Jacka Podsiadły. Jego wiersze też mają prozatorski charakter. A na pewno dużo w nich powietrza. Pisałam Dno cekina, podczytując Być może należało mówić. To obszerny wybór wierszy wspomnianego poety pod redakcją profesora Piotra Śliwińskiego. Brakuje mi słów, by wyrazić swój zachwyt nad nimi. Po skończeniu krakowskiej Szkoły Pisarzy twórczość Jacka Podsiadły to moje największe odkrycie. Pewnie gdyby ktoś mi dobrze zapłacił, mogłabym spróbować pisać inne rzeczy, przykładowo haiku. Ale nie wiem, czy dałabym się przerobić na modłę kogoś innego, jeśli by to nie wynikało z moich wewnętrznych ustaleń. Dobrze się czuję ze sobą i swoją osobliwą poetyką. Nie zawsze, bo jak każdy mam ograniczenia, ale cenię siebie i to, co umiem.

Pewnie będzie trudno, ale proszę – podaj tytuły swoich ulubionych wierszy, takich najbliższych twojemu ciału, twojemu „ja”. Powiedzmy trzy.

Zupełnie nie mam pamięci do tytułów i nazwisk. Pamięć mam do wrażeń. Pod tym kątem chciałabym więc wrócić do książki Być może należało mówić. To świetna rzecz. Mądra. Czytając ją, niektóre wersy powtarzałam kilka razy. Cieszyłam się nimi. Smakowałam je. No i podzielę się odczuciami z lektury ostatniego tomiku Jacka Podsiadły, który mam w domu. To dziwne w ogóle, że fascynuję się wierszami mężczyzny, bo generalnie wolę twórczość kobiet. One ze swoją wrażliwością są bliższe mojemu przeżywaniu świata. Bardziej zajmują mnie ich problemy, sposoby myślenia. Może moja fascynacja poetą wynika z tego, że Jacek Podsiadło jest bardzo mądry i pielęgnuje w sobie także pierwiastek kobiecy. Prawdopodobnie tak. No więc, czytając Włos Bregueta miałam ciarki. Połykałam wiersze poety, jakbym dawno nie czytała i stęskniła się za literkami. Normalnie wodziłam po tych fenomenach Jacka Podsiadły rozbieganym wzrokiem, jakby zaraz któregoś mogło zabraknąć. Po lekturze zaś czułam niedosyt, bo to nie jest obszerny tom. To nie tak gruba książka jak Być może należało mówić, ale pewnie powiedziane tam zostało wszystko. Na pewno powiedziane zostało wszystko.

W tomiku Dno cekina znalazło się czterdzieści pięć wierszy. Gdybyś miała wskazać te, które najbardziej korelują z twoją naturą, czy też są ulubionym odbiciem otaczającej cię rzeczywistości, które byś wybrała?

Chciałabym mieć jeden ulubiony wiersz. Lub trzy. Byłoby mi łatwiej. Nie mam jednak faworyta. Podobnie było z wierszami z pierwszego tomiku. Poza tym w Dnie cekina niektóre wiersze korespondują ze sobą. Gdybym wybrała na najulubieńszy Mój świat, byłby to niepełny wybór. Wolę jednak wiersze, w których dużo mówię, opowiadam jakąś historię. Przywiązuję się do nich, bo są bliższe mojemu ciału, mojej ekspresji ciała. Ja nawet co roku choruję na zapalenie krtani, tyle na co dzień gadam. A przynajmniej lekarz twierdzi, że to zapalenie spowodowane jest gadulstwem. Lubię mówić, ale tylko wtedy, gdy czuję się bezpieczna. Pisząc wiersze w zaciszu domu, czuję się bezpieczna.

Fragment wiersza Mój świat: „Chodzę spać sama i budzę się w perwersji. / Muszę wtedy pić zimną wodę, / jak radził mi ginekolog. / Księdzu nigdy nie opowiedziałabym o swoich fantazjach. / Wolę żyć sama. / Chcę tak siedzieć i nie robić nic, / zamiast robić rzeczy, których mnie nie uczono”. Opowiesz więcej o okolicznościach jego powstania?

Wiersz zaczyna się od siedzenia. Pisząc go, faktycznie siedziałam w kuchni. Byłam też w trakcie pisania opowiadania, w którym bohaterką jest moja przepalona żarówka w pokoju. Wcześniej napisałam wiersz o tym, jak dobrze radzę sobie w domu z typowo męskimi zadaniami. Wietrzyłam mieszkanie. Zastanawiałam się, kiedy znów będę chora, bo, jak piszę we wspomnianym wierszu, byłam tej zimy przeziębiona już cztery razy. Było mi zimno w stopy. Byłam po rozmowie z koleżanką, która powiedziała mi, że jestem niemiła i nie mogłam pogodzić się z tą informacją. Choć z drugiej strony, zawsze marzyłam, by nie być miłą. I to wszystko nagle ułożyło się w historię, którą zapisałam. Prawdopodobnie w zeszycie.   

Czy mimo upływu czasu Mój świat nadal zachował dla ciebie pierwotną siłę wyrazu?

To mocny wiersz, może nawet za mocny jak dla mnie, do dzisiaj rzucał mnie na kolana. Trochę mi za niego wstyd. Zastanawiam się, czy nie przesadziłam ze szczerością. Piszę między innymi o samotności, którą przeżywam („Nie zamykam okna, / pielęgnuję swoją grypę. Jestem taka samotna, / że nie potrafię pozwolić jej odejść”) oraz o tym, że nie rozwijam się jako człowiek („Chcę tak siedzieć i nie robić nic, / zamiast robić rzeczy, których mnie nie uczono”). To nie jest cała prawda o mnie, bo pewne rzeczy sprawiają, że czuję się samotna, ale jest to samotność w tłumie i rozwijam się. W swoim tempie. Mimo wszystko lubię do tego wiersza wracać. Jest prawdziwy. 

Nie będę pytać o tytuły wierszy, za którymi nie do końca przepadasz. Za to jestem ciekawa, z czego ten tomik się rodził – z bólu, snów czy potrzeby chwili?

Gdy piszę, to cała jestem pisaniem. Niech będzie, że procesem. Niech ktoś mi spróbuje przerwać. Nie radzę. Nie zastanawiam się, dla kogo to robię. Gdy jesz, myślisz o sobie lub innych, czy skupiasz się na przyjemności? Nie myślę wtedy też o tym, z czego powstaje mój tomik. Siadam, a on gada przeze mnie, chce dostać się do naszego wymiaru. Dopiero potem, gdy jest gotowy, próbuję ponazywać pewne rzeczy, odtworzyć procesy, jakie się we mnie działy podczas tworzenia. I chcę zrozumieć wszystko po kolei. Myślę, że w Dnie cekina próbowałam się zmierzyć się z tym, co wolno mężczyznom, a co kobietom, czyli z podwójnymi standardami. W naszej kulturze mężczyźni mają więcej wolności. Przykładowo, mogą śmiało wyrażać swoją seksualność. W jednym wierszu cytuję nawet swojego profesora ze studiów, który przyrzekł wierność żonie i przechwalał się nam, że po śmierci będzie miał za to wszystkie Pamele Anderson. Tylko jego słowa w moim wierszu wyszły z moich ust. To jest z ust kobiety. Może dlatego są takie świeże? A może dla kogoś śmieszne? Przecież kobiecie nie przystoi tak mówić. A właśnie, że przystoi. Udowadniam to w tomiku. A w innym wierszu to nawet w fantazji erotycznej sikam na mężczyznę. To jest pokłosie sceny z filmu Sponsoring Gośki Szumowskiej. Co mnie skłoniło, by zajmować się kobiecą seksualnością i oddemonizowaniem wyrażania jej? Wiele sytuacji takich jak ta: kiedyś zamieściłam na Facebooku zdjęcie siebie po przebudzeniu. Chciałam się pochwalić, jaka jestem fajna. Widać na nim kawałek poduszki i mojego nagiego ramienia. I tyle. Jedna koleżanka powiedziała mi jednak: Nie zamieszczaj takich zdjęć, bo ktoś pomyśli, że szukasz porannego seksu. A to nie była żadna pornografia! Czyli znów. Facetom wolno bez konsekwencji rozbierać się na Facebooku, chwalić torsem, a mnie nie wolno nawet pokazać ramienia, bo od razu chcę seksu, jakbym była jakimś zwierzęciem. A nawet gdybym chciała porannego seksu, to co w tym złego? Mam tak samo potrzeby seksualne jak mężczyźni.

Powiedzmy to otwarcie: bywa dosadnie, ostro, bez hamulców, przy czym nie odnosi się wrażenia, że granice zostały przekroczone. Z czego to wynika? Z chęci pogrywania ostro w poezji lub też z poezją, pogrywania ze światem, toczącym go złem, a może to zwykły krzyk przestraszonego człowieka?

Na pewno dużo w moich wierszach wołania o pomoc. To wołanie jest jednak udzielaniem pomocy sobie samej. Wypróżniam się bowiem z tego, co mnie boli i przeraża i jest mi lżej. Jest ostro, ale kiedyś naczytałam się operujących dosadną metaforą książek. Lub książek, gdzie królował naturalizm. No i jestem bardzo wrażliwą osobą. Po prostu u mnie coś musi rąbnąć. Tak widzę rzeczywistość. Ona mnie atakuje. A dla wiersza jestem kimś, kim ona jest dla mnie. Może dlatego moje wiersze są mocne. Wiem. Można to moje pisanie również zobrazować tak, że wstawiłam do swojego życia kamerę, która ma funkcję zaglądania do mojego umysłu i do tego wyzbyłam się wstydu. Zdecydowanie przekraczam w wierszach granice. Swoje granice. To wynika z różnych rzeczy, o których nie jestem gotowa mówić. Choć trudno się nie domyśleć, skąd to się wzięło. Tak. Nie robię tego, bo tak lubię. Nie obnażam się dla nie wiem czego. No chyba że z miłości do literatury. Moje wiersze to próby zintegrowania ze mną złych doświadczeń. Chyba bym się rozpadła, gdybym nie mogła o tym wszystkim pisać.

Intymność i szczerość to silne motywy większości wierszy. Nie obawiasz się, że zbyt głęboko wprowadzasz czytelnika w swoje lęki, tęsknoty, niezałatwione sprawy? Że o wiele bezpieczniej byłoby zachować między wami dystans? Nie wpuszczać go do wszystkich pomieszczeń i szczelin swojego świata?

To jest ryzyko, które podejmuję. Dzielę się swoją intymnością. Z ochotą. Absurdalnie boję się bliskości, bo nauczono mnie, że rani. Może dlatego tak postępuję? Dlatego jestem szczera do bólu. Kiedy siedzę w kącie w domu i piszę wiersze, nie myślę o tym, co mi zagraża. Załatwiam swoje sprawy.

Lubisz zaglądać w różne brzydkie miejsca, dłubać w nich palcem, rozdrapywać. Szukasz tam inspiracji świadomie czy raczej to ona cię znajduje?

Nie wiem, czy dłubię palcem w brzydkich miejscach. Bo może inaczej widzę te miejsca powszechnie uważane za brzydkie. Są dla mnie piękne. Ludzkie. No może poza pedofilią. Choć czytałam, że i to są koszty życia. Poza tym tylko ludzie, którzy mają fałszywe przekonania o tych miejscach, twierdzą, że są brzydkie. Ja nie obnażam ich szpetoty. Jestem zwyczajnie szczera. Taką mam urodę. Pogodziłam się już z tym. Przykładowo, gdy czuję się smutna czy samotna, piszę o tym wprost. Choć jestem dorosła, nie umiałabym tego przemilczeć. Może dlatego nie umiem się powstrzymać, bo nie jestem dojrzała? To, że czuję się smutna lub samotna, nie oznacza jednak, że jestem taka w ogóle. Nie jestem smutna czy samotna. Tak się tylko czuję w danej chwili. Bywam smutna. Bywam samotna. I tylko w moim przeżyciu jestem opuszczona. Przecież wokół mnie są ludzie, nie jestem sama. Jest przy mnie wielu dobrych ludzi, ale ja ich nie zauważam. Może dlatego, że oczekuję od nich innych rzeczy niż te, które mi dają, nie doceniam ich takimi, jacy są? Jestem trochę ślepa. To punkt wyjścia do tego, by czuć się samotną i smutną. Niczego też nie rozdrapuję. Ludzie różnie radzą sobie z doświadczeniem krzywdy. Jedni milczą, tłumią, wypierają, a inni nie mogą przestać o tym gadać, wracać do trudnych chwil. Należę do tego drugiego typu osób. Rozkładam traumy na czynniki pierwsze i ktoś może z boku stwierdzić, że rozdrapuję rany. Ale może tylko dla niego to jest rozdrapywanie. Dla mnie to sposób na ukojenie. Czuję się niedopieszczona. Byłabym niepoważna, gdyby mnie to inspirowało, ale nie jestem poważna. Czuję, bo mam z przeszłości takie doświadczenia, że mogę wyciągać korzyści z tego, co mnie w życiu spotyka. Choćby to było trudne jak to niedopieszczenie. Choćby bolało. Jestem na tyle dojrzała, że wiem, że choć ból jest zły, czasem będzie bolało. 

W roku 2016 nie ma dobrych ludzi, w 2017 Dno cekina, a co szykujesz dla nas na 2018?

Jeszcze w 2015 roku byłam finalistką konkursu na opowiadanie w ramach XI Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania! Moja praca weszła w skład antologii Obiecaj. Mówiłam tam głosem pokrzywdzonego dziecka. Bardzo lubię tę historię. Mam mnóstwo pomysłów. Ale tak mam, że nie obnoszę się z nimi, ukrywam je. Kiedyś rozmawiałam z koleżanką, która chciała mi przedstawić kilka swoich pomysłów, pewnie wierszy. Przestrzegłam ją. Wręcz powstrzymałam. Ja bym jej nie okradła, ale na pewno bym się nie odwdzięczyła. To na razie nie są jakieś cenne koncepty, ale w przyszłości mogą być. Tak skrycie sobie marzę. Choć ostatnio nie czytam tyle, ile bym chciała i przez to nie pracuję ciężko nad warsztatem, wiążę swoją przyszłość z literaturą. Marzy mi się książka prozatorska. Najlepiej pisana z perspektywy dziecka. Coś jak Panna Nikt Tomka Tryzny lub wiele książek Mariusza Maślanki. Ha. Od razu bestseller! A już chyba zwariowałabym ze szczęścia, gdybym napisała choć w procencie tak dobrą książkę jak Modlitwa o lepsze dni Jennifer Clement. Ta ostatnia to moja faworytka. Już długi czas. Bo ostatnio, jeśli czytam, to czytam tylko poradniki psychologiczne. Daję sobie do tego prawo, choć wiem, że to lenistwo, ale czyż nie zasłużyłam sobie na nie?!

Dziękuję, Ewo, za rozmowę, życzę dalszego rozwoju oraz sukcesów literackich.

Dziękuję.


 

Ewa Jarocka

Ur. 1980 we Wrocławiu, gdzie mieszka do dziś. Autorka dwóch książek poetyckich: nie ma dobrych ludzi (2016) i Dno cekina (2017). Obie pozycje zostały wydane przez Fundację na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza. Za wspomniane książki nominowana do wrocławskiej nagrody kulturalnej Gazet Wyborczej WARTO 2017 i 2018. Nagradzana na XIII Festiwalu Złoty Środek Poezji w Kutnie.


Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska

Poetka, dramatopisarka, redaktorka. Autorka poemiku tu, i tu (2014) nagrodzonego w konkursie Miasta Krakowa na Książkowy Debiut Poetycki 2014 oraz nominowanego do nagrody Złoty Środek Poezji 2015, Szczęściodołów (2016) oraz Trójki. Autorka scenariuszy oraz sztuk teatralnych dla dzieci i dorosłych.

Reklamy