Sztuka w podziemiach. Krakowskie wynurzenia „dragów”. Z „KA KATHARSIS”, współtwórczynią polskich rewii queer, rozmawia Witold Filar

a

Pomimo wzrostu zainteresowania sytuacją osób LGBTQ, sztuka drag queen nadal zdaje się pozostawać w cieniu. Tymczasem w piwnicy jednej z kamienic krakowskiego Kazimierza rewia wchodzi na deski teatru, stopniowo nadając nowy, otwarty na szerszą publiczność, ton wyczerpującym się konwencjom. O jej barierach i przeobrażeniach artystycznych opowiada współtwórczyni Live&Diamonds.

Witold Filar: Jak zostałaś drag queen?

KA KATHARSIS: Geneza jest prosta. Po obejrzeniu rewii Divas Night w krakowskim Teatrze Barakah, na której poznałam dwie drag queen – Papinę McQueen i Savannah Crystal – stwierdziłam, że chciałabym wystąpić na scenie, opowiadając zupełnie odmienną historię i pokazując coś innego niż one. Z drag queen miałam do czynienia dużo wcześniej przez swojego byłego partnera, który pokazał mi sztukę drag – ludzi zajmujących się makijażem, stylizacją i mieszaniem płci, tzn. mężczyzn stylizujących się na kobiety (drag queen) i kobiet upodabniających się na mężczyzn (drag king). To główny temat poruszany również w moich pracach, grafikach. Wtedy to narodził się pomysł wyjścia na scenę. Katharsis jako postać była we mnie zawsze. Wyjście na scenę to jedno, ale prywatnie, w domowym zaciszu, śpiewałam sobie wcześniej. Tańczyłam oraz przebierałam się w improwizacyjne stroje na zasadzie ręcznika i kilku ubrań. Wiedziałam, że to moja druga postać, która tkwi we mnie i jest odwróceniem tego, jaka jestem w rzeczywistości, na co dzień. Dla ludzi, przyjaciół, rodziny. Była to też forma ekspresji artystycznej i wydaje mi się, że większość osób ze świata „dragu” czy „queeru” ma w sobie drugą osobowość. Kontrast dla tego kim są w życiu codziennym.

Druga osobowość niemożliwa do ujawnienia w życiu codziennym?

Tak. Pewne rzeczy, role i świat, w którym żyjemy uczą nas innych zachowań społecznych i funkcjonalnych wyniesionych jeszcze z domu czy szkoły.  Nie raz słyszałem od wielu osób – znajomych lub rodziny – że:  „nie powinieneś tego robić, jesteś chłopcem”, „nie zachowuj się jak baba”, „ a czemu masz takie ruchy”. Wydaje mi się, że „Ka Katharsis”  jest po prostu jakimś wybuchem, czymś, co gdzieś do tej pory było negowane przez normy.

Więc mówimy w tym momencie o gender, czyli płci konstruowanej kulturowo.

Dokładnie tak. W przypadku dragu to forma odwrócenia roli i nawet nie tyle przekoloryzowania jej, co pokazania – w geście i stroju – że drag jest w zasadzie czymś, co stoi ponad transseksualnością. To nas odróżnia od klasycznego aktora. Aktor gra wiele ról, łapie różne rzeczy, wchodzi w postacie. W przypadku dragu nikt nikogo nie udaje. Nic nie jest wyreżyserowane. To jest naturalne, ponieważ człowiek, który posiada świadomość istnienia drugiej osoby we wnętrzu, jest – de facto – sobą. Nie da się tego narzucić. Tym właśnie różnimy się również od komika czy coslpay, a więc stylizacji przez kostium.

Czyli drag wynika z potrzeby uzewnętrznienia swojego kobiecego alter ego?

Powiedzmy, że tak. Tyle jest drag queen, ile charakterów, emocji  i pomysłów na formę artystyczną. Wszystkie będą się różnić jakimś małym niuansem i choć mogą być do siebie podobne, to każda wybierze sobie coś takiego, w  czym będzie się najlepiej czuła.

Więc drag queen opowiadają głównie o kobietach?

Drag queen to sztuka o kobiecości,  ale opowiada też o funkcjonowaniu kobiet i mężczyzn w ogóle. To opowieść o emocjonalności i sensualności kobiecej, ukrytej w męskim ciele. Tak naprawdę drag nigdy nie będzie w stu procentach pewna czy takie a nie inne zachowania są kobiece, bo nie jest przecież kobietą. Możemy zauważyć ten kontrast fizyczny.  Dlatego cała kultura drag queen skierowana jest również do kobiet.

Można powiedzieć, że drag queen eksplorują kobiecość.

Dokładnie.

Pokazujesz kobiecość, która odbiega od stereotypów, od tego, co nasza kultura przypisała kobiecie zarówno w wyglądzie, jak i zachowaniu czy rolach społecznych.

Pokazuję kobietę z zupełnie innej strony. Nie takiej leciutkiej, kokieteryjnej, wesołej, śmiesznej, która może sobie na dużo pozwolić. Tu napije się drinka, „tu mi postaw drinka”. Ukazuję stronę często blokowaną przez mężczyzn, ponieważ mężczyźni czują strach przed niezależnymi kobietami. Wychodząc na scenę, chcę zademonstrować, że nie boję się mówić, jestem bezkompromisowa, bardzo sensualna. Nie krępuję się rozmawiać o erotyzmie. Moja postać jest dominująca. Tego brakowało mi na rewii Divas Night. Nie było tam kobiety, która ma swoje zdanie i potrzebuje zawalczyć o swoje, ponieważ zazwyczaj kobiety traktowane są jako tzw. słaba płeć.  Kobiety lubią oglądać drag. Lubią zazdrościć, ale też w jakiś sposób im to schlebia, bo pokazuje, że są piękne i wyjątkowe.

Udało Ci się zwrócić uwagę na to, że kobiecość to nie określony wygląd. Nie nosisz peruki, nie zakładasz sztucznego biustu, prezentujesz niezależność. Co na to środowiska feministyczne?

Znam takie, które, oglądając klasyczne drag queen, kręciły głowami. Bujne loki, sztuczne rzęsy, pokaźny biust. Kobieta jako seksualność. Ale widząc moje odstępstwa od tych reguł, rzeczywiście doceniły tę nowość, choć uważają, że mam wyjątkowo piękne kobiece nogi [śmiech].

Większość może pomyśleć, że sztuką drag queen zajmują się tylko osoby homoseksualne, transseksualne, gdzieś ze świata LGBTQ. Czy tak naprawdę jest?

Tak jest najczęściej. Możemy jednak mówić tu o pewnym stereotypie. Rzeczywiście, na chwilę obecną, większość znanych mi drag queen to osoby homoseksualne. Zdarzają się jednak osoby heteroseksualne posiadające rodziny, dzieci itd. Mikołaj Sobczak, mój kolega artysta, nie występuje w klubach czy rewiach. Jest performerem i od jakiegoś czasu zaczął wspierać środowisko drag właśnie przez sztukę performance. Jest osobą heteroseksualną, ale, mimo to, kreuje swoją „dragową” postać.

Jak wygląda środowisko drag queen w Polsce? Wiemy przecież, że pierwszy na świecie film  z drag queen, Piętro wyżej z Eugeniuszem Bodo, powstał w Polsce w latach 30.

Jaki kraj, taka drag. To był pierwszy film, gdzie mężczyzna miał rolę kobiecą i nie był przebierańcem na chwilę. W różnych miastach Polski działają kluby otwarte na występy „dragowe”. Na przykład poznański HAH, w którym co weekend występują drag queen i w zasadzie co tydzień możemy obejrzeć kogoś innego. Ludzie przychodzą, bawią się. To akurat klub gejowski. Niestety, Polska jest krajem nadal mocno zamkniętym na inną seksualność, oprócz tej heteronormatywnej. Żyjemy w kraju katolickim, gdzie pewne rzeczy są negowane, a wręcz szykanowane i ludzie się boją. Kluby niegejowskie czy teatry nie są więc na tyle otwarte, by pokazywać taką formę ekspresji. Choć niewątpliwie powoli się to zmienia.

Może to jest kwestia samej formy występu drag queen?

Na pewno też, dlatego cieszy mnie, że ta forma sztuki zaczyna się rozwijać właśnie m.in. poprzez rewie, wystawy, sztukę performance. Ogólnie mówiąc: zainteresowanie tzw. świata artystycznego, który pozwala wyjść drag queen z przestrzeni klubów i stworzyć z tego sztukę na dobrym poziomie. Coraz więcej fajnych twarzy się pojawia. Coraz więcej osób śledzi nas na Facebooku i na Instagramie.

Media odgrywają tutaj sporą rolę, prawda?

Tak. Ludzie zakładają swoje konta, rozwijają sztukę makijażu, stylizacji i tak funkcjonują, bo na razie nie mają miejsca, w którym mogliby się pojawić i wystąpić. I fajnie patrzy się na to, jak powoli zaczynają wychodzić ze swojej szafy.

Wybrałeś imię Katharsis, które oznacza oczyszczenie, uwolnienie. Od czego w Twoim przypadku?

Tak, dla mnie było ono jedną z pierwszych rzeczy, o jakich myślałam, chcąc wystąpić na scenie. Miało to być oczyszczenie i odrodzenie się na nowo. Katharsis jest też hasłem, które powtarza się w moich pracach, rozmowach. Mam osobistą potrzebę wydobywania z ludzi pewnych rzeczy, emocji, poprzez rozmowy i działania, swój sposób bycia. Chciałabym przełamywać pewne mury, bariery i pokazywać ludziom, że to wyzwalające i oczyszczające.

Występujesz w rewii drag queen w Teatrze Barakah. Czym to widowisko różni się od innych występów dragowych?

Chcieliśmy pokazać z innej perspektywy to, co można zrobić z „dragiem” na scenie. Nie musi mieć wyłącznie formy tzw. lipsingu, czyli ograniczenia występu do wyjścia na scenę i zatańczenia prostej choreografii, jak jest to w RuPaul’s Drag Race.

A jest to?

Najsłynniejszy program z udziałem drag queen na świecie prowadzony przez RuPaul, najbardziej popularną drag queen i najdłużej działającą dla środowiska LGBTQ na świecie. Ona wyciągnęła spod ziemi drag do świata mediów, otwierała furtki i stwarzała możliwości. Czyli coś, co staramy się teraz robić w Polsce – chcemy wyciągnąć drag z klubów na scenę. RuPaul zrobił to kilkanaście lat temu, nagrywając płyty, teledyski, tworząc swój program, w którym występują młode „dragi”, debiutujące, ale też dłużej działające na scenie. Wszystkie walczą o tytuł królowej.

Wracając do rewii…

Tak. W Teatrze Barakah na krakowskim Kazimierzu narodziła się jedyna w Polsce rewia drag queen pt. Life&Diamonds – trzecia z kolei po Pokochaj mnie i Divas Night, które powstały w innych miejscach. Tym razem, z Papiną McQueen stworzyłyśmy inny koncept, bardziej spektaklowy. Chciałyśmy te występy bardziej ograć, opracować proste scenki, ułożyć pewną narrację. Ostatecznie jestem zadowolona, bo moje artystyczne wizje zostały tutaj zrealizowane dzięki pomocy reżyserki, producenta i reszty ekipy. Wszystkie drag queen, które wystąpiły w rewii – Papina, Savannah Crystal, Lady Brigitte – odnalazły się w tej formie. Przez pracę w teatrze, na profesjonalnej scenie, bardzo się zmieniły. Warto było zaryzykować, bo wiązało się to z pewnym ryzykiem. Drag queen w teatrze repertuarowym? Na przykład za granicą, Sasha Velour, zwyciężczyni programu RuPaula, otworzyła ostatnio swój własny teatr, gdzie tworzy spektakle z udziałem dragów.

O czym opowiada Twoja postać w tej rewii?

O tym, czego brakowało mi właśnie w poprzednich rewiach. Tej innej opowieści, równie prawdziwej, w której pojawia się złość, smutek, strach, co do tej pory nie było mile postrzegane w środowisku „dragowym”. Okazało się, że ludzie tego potrzebują, tym bardziej jeśli jest to grane na deskach teatralnych. Występ w teatrze pokazał, że to może mieć większą wartość, oczyszczającą poprzez zróżnicowanie emocji. Life&Diamonds zachowuje konwencje rewii, czyli przedstawienia, które składa się z krótkich scen, numerów estradowych, wykorzystujących taniec i piosenkę. Mamy więc kilkanaście piosenek wykonywanych lipsingiem przez dragi, stand-up Papiny, magiczne sztuczki iluzjonisty oraz tancerzy. Świadomie wybraliśmy drag queen i utwory tak, aby te emocje rozkładać, bawić, smucić, podniecać, oczarowywać itd. Mamy więc całą gamę różnych emocji i bodźców. Śmiech Papiny, seksapil Savanny, kampową klasykę Lady Brigitte i Katharsis – niezależną i niepokojącą, z kosmosu.

O czym są te krótkie sceny, opowieści?

Ludzie, którzy idą na naszą rewię po raz pierwszy, spodziewają się skandalizujących treści, a wgląda to zupełnie inaczej. To ogromny atut pracy w teatrze – możliwość zrealizowania spektaklu „ze smakiem”. Osobiście uważam, że to, co wspólnie tworzymy, nie jest już rewią w ścisłym tego słowa znaczeniu, tylko spektaklem. W klasycznej rewii dominował aspekt, powiedzmy, czysto rozrywkowy, gdzie występujący zabawiali swoich gości poprzez taniec i śpiew. Często ludzie przychodzili po prostu na tzw. drinka. W tym przypadku jest to coś więcej. Uwaga widza utrzymuje się o wiele dłużej. Mamy lepiej skonstruowaną pewną całość.

Czy Katharsis istnieje tylko na scenie?

Sama Katharsis jest formą wyłącznie sceniczną, włącza się w momencie, gdy stoję na scenie przed człowiekiem. Jeśli ktoś jest otwarty, to faktycznie będzie przeżywał razem ze mną. Na pewno dzięki rewii mogę otwarcie rozmawiać na temat mojej psychiki, transseksualności, ponieważ sama przeżyłam swego rodzaju „katharsis” pół roku temu. Dopiero praca na scenie pozwoliła mi nie tyle uwierzyć w siebie, co przestać się bać, więc teraz Katharsis jest bardziej spójna z moim życiem prywatnym niż wcześniej.

Dziękuję za rozmowę.


 

Ka Katharsis

Drag queen, performerka, artystka. Na co dzień związany z pracownią artystyczną „Czarny Szlak”, gdzie prowadzi szereg warsztatów z ceramiki i linorytu. Współtwórczyni pierwszych w Polsce rewii drag queen wystawianych regularnie w krakowskim Teatrze Barakah.

Reklamy