IMTIAZ DHARKER – 5 wierszy

a

Pomniejsze

Urodziłem się cudzoziemcem.
Zostało mi po tym
bycie cudzoziemcem wszędzie.
Byłem nawet w miejscu
pełnym krewnych.
Sześć stóp kiełkujących korzeni,
ich palce i twarze podnoszą się
jak nowe pędy kukurydzy i trzciny cukrowej.

Wszystkie miejsca i grupy
ludzi, którzy mają godne
podziwu historie, prawie na pewno
oddalają się ode mnie.

Nie pasuję,
jak niezręcznie przetłumaczony wiersz;

jak jedzenie gotowane w mleku kokosowym,
kiedy spodziewałeś się masła lub kremu, dostajesz
nieoczekiwany posmak
kardamonu lub oleju.

Zawsze jest taki punkt,
w którym język się odwraca
ku nieznanym smakom;
gdzie słowa się przewracają.
Sprytny potykacz na języku;
były jakieś ramy,
odbiór obrazu
niezupełnie dostrojony, jak zarys ducha,
że sygnały, w środku,
obcy.

I tak drapię, drapię
przez całą noc
rosnące skrzepy na czarno-białym.
Każdy ma prawo
do infiltracji kawałka papieru.
Strona ci nie przywali.
Ale kto wie, te linijki
mogą wydrapać swoją drogę
w twojej głowie –
przez całe gadanie wspólnoty,
rodzinę, brzęczące łyżki,
wykarmione dzieci –
wyemigrują do twojego łóżka,
zadomowią się w kącie,
wyjedzą cały chleb,

aż pewnego dnia spotkasz
nieznajomego przemykającego ulicą.
Zdasz sobie sprawę, że znasz twarz
sprowadzoną do kości,
spojrzysz w oczy wyrzutka
i rozpoznasz w nich własne.

 

Pocztówki od Boga (1)

Tak, czuję się jak gość,
turysta na tym świecie,
który kiedyś zrobiłem.
Rzadko się odzywam,
z wyjątkiem pytania o drogę.
Nieufny wobec moich tłumaczy,
zmęczony bełkotem,
tym, czego nie mówią.
Idę po zniszczonych ulicach,
wyraźnie zagubiony,
szukając punktów orientacyjnych
z innej, obiecanej przeszłości.

Tu, w tym dziwnym miejscu,
w bezładnym czasie,
jestem tylko kosmosem,
który czasem musi się wypełnić.
Obrazy mnie atakują.
Pocztówki podchodzą pod nos,
domagając się ostemplowania i wysłania.

„Drogi…”.
Z kim rozmawiam?
Myślę, że mogłem pomylić adres,
ale nadal czuję potrzebę
pisania do ciebie;
nie tyle przez wzgląd na ciebie,
ile na mnie.

Podnieść te barykady
przeciwko moim lękom:
pocztówki od Boga.
Dowód, że byłem tutaj.

 

Przestrzeń życiowa

Nie wystarczy
prostych linii. To
jest problem.
Nic nie jest płaskie
ani równolegle. Belki
łapią równowagę na wspornikach
upchniętych pionowo.
Gwoździe trzymają się kurczowo otwartych spoin,
cała struktura przechyla niebezpiecznie
w stronę cudu.

W tej surowej ramce
ktoś ścisnął
przestrzeń życiową,

a nawet ośmielił się umieścić
te jajka w drucianym koszyku,
delikatne załamania bieli
zawieszone nad ciemną krawędzią
skośnego wszechświata,
zagarniając światło
dla siebie, jakby było
jasnymi, cienkimi murami wiary.

 

Holowanie

Każdy krok
mógł być krokiem
w innym kierunku.
Tym razem wybieramy
wejście do kanału.
Do czasu dotarcia dzień
postanawia zatrzymać się
i podążać za nami.

Wybieramy drogę w dół, patrząc pod nogi,
park przykurcza się, miasto
odsuwa o kilka kilometrów.
Głosy dzieci to balony
swobodne na otwartym niebie.
Kroki za nami znikają,
ulice zmieniają się w wodę.

Liść za liściem, dzień
maleje. Kimkolwiek jesteśmy teraz,
to zostało nam zapisane.
Wszystkie roszczenia odeszły.
Kroki, tylko kroki.
Ostatni palec światła wskazuje
punkty orientacyjne, których nie rozpoznajemy.

Mimo to między brukowanymi uliczkami
pokrytymi nagimi gałęziami
wiemy, że będziemy bezpieczni.
Teraz nawet nieznana droga
będzie nas holować do domu.

 

Właściwe słowo

Za drzwiami,
kryjąc się w cieniu,
jest terrorysta.

Czy to zły opis?
Za tymi drzwiami
chroni się w cieniu
bojownik o wolność.

Nie mam do tego prawa.
Na zewnątrz, czekając w cieniu,
jest wrogi bojówkarz.

Słowa już nie
chwieją się, falując flagami?
Za drzwiami,
czujny w cieniu,
jest wojownik partyzancki.

Boże, pomóż mi.
Na zewnątrz, przeciwstawiając się każdemu cieniowi,
stoi męczennik.
Zobaczyłam jego twarz.

Teraz żadne słowa nie mogą mi pomóc.
Tuż za drzwiami,
zagubione w cieniu,
dziecko, które wygląda jak moje.

Jedno słowo dla ciebie.
Za moimi drzwiami,
jego dłoń zbyt stabilna,
jego oczy zbyt ciężkie;
to chłopak, który też wygląda jak twój syn.

Otwieram drzwi.
Wejdź, mówię.
Przyjdź i zjedz z nami.

Dziecko wchodzi do środka
i ostrożnie, przy moich drzwiach,
zdejmuje buty.

przeł. Ida Kowalczyk

Imtiaz Dharker

Ur. 1954. Urodzona w Pakistanie brytyjska poetka, artystka i filmowiec. Laureatka Złotego Medalu Królowej za poezję angielską.


Ida Kowalczyk

Ur. 1986 w Nowym Jorku. Absolwentka UMCS. Fascynuje się poezją amerykańską i muzyką filmową.

Reklamy