JERZY ALSKI – Pokłosie konfliktu nadludzi z resztą świata. Rafał Różewicz, „Państwo przodem”

a

Każda ocena utworu poetyckiego powinna obejmować zarówno formę, jak i treść. Do formy z reguły nie mam serca. Zaś treść? O, treść to jest zupełnie co innego i szczęśliwie się składa, że w refleksji nad tym, co zostało, jak już przetoczył się wymieniony w tytule konflikt, treść jest daleko bardziej istotna aniżeli forma. Treść sama narzuca formę, a ta, z utworu na utwór, staje się rodzajem poetyckiego reportażu. Rafał Różewicz, Państwo przodem. Czterdzieści poetyckich reportaży i jeden utwór inny – ten lubię najbardziej.

Ale zacznę od formy, w ocenie której nie jestem aż tak biegły. Tym razem jednak pokuszę się, bowiem pewna operacja formalna zwróciła moją uwagę. Świat, w którym, w ramach pokłosia konfliktu nadludzi z resztą świata, żyje wspomniana reszta, jest brudnoszary. Zabieg poetycki do tego użyty jest zdumiewająco prosty i zdumiewająco skuteczny. Nazywa się aliteracja i jest powtarzaniem głosek z wyrazów poprzednich w następnych. Metafora, aliteracja, metafora, aliteracja, metafora… Tworzy to obraz straszliwej szarości, ubarwianej jedynie metaforami. Ten świat – świat reszty, jest szary. Przejść, przednia, przechodnim, przepoconych, podłogi, powstawaniu, porno – wyrazy wyciągnięte z dwóch zwrotek pierwszego wiersza Bookcrossing przy wejściu. I wyciągnięte z tego samego wiersza fragmenty strof: „Ludzie bezdomni Żeromskiego szukający domu…”; „479 tysięcy egzemplarzy bezdomnych na papierze…”; „Może ktoś jeszcze wyciągnie dłoń, pochyli się nad bezdomnymi…”; „z ulicy Żeromskiego Stefana; na północ od centrum miasta i starca w kapciach”.

Gdzie jest świat nadludzi i jak wygląda, poeta nie wspomina. Natomiast z pewnych skojarzeń wynika, że gdyby był lepszy o jedno raptem ziarnko piasku, byłby nieskończenie lepszy: „i zazdrości nagród autorce, których by nie było, gdyby nie Rwanda, czy Czeczenia”. (Księgarz opowiada o sobie). Subtelny to cynizm. Dziesięć tysięcy ludzi rozsiekanych dzień w dzień maczetami oraz Pulitzer (powiedzmy) w nagrodę za wysiłek. Komu ten Pulitzer właściwie przyznany i co za niego można kupić? Słowo jest bronią o wielkiej sile, jest bronią straszną. Czytając poetę, utwierdzam się w przekonaniu, że ma on tego świadomość i mało tego – przekuwa ją w strofy z niemałą zręcznością. „W końcu granice języka są granicami mojego świata” mówi w wierszu Każdy upadek jest tylko zmianą położenia i za chwilę, w tym samym wierszu: „Czy świat potrafi czytać między wierszami / odkąd dział z poezją przygląda się temu wszystkiemu / z rosnącym zainteresowaniem?”. Ezra Pound, Pieśń XXXVIII z tomu Pieśni: „Powiada Herr Krupp (1842): broń jest towarem / patrzę na nią z przemysłowego punktu widzenia”. Czy jakikolwiek inny punkt widzenia jeszcze istnieje? Przemysłowy punkt widzenia to pieniądz, pieniądz to maczety, maczety to dziesięć tysięcy rozsiekanych ludzi dzień w dzień, dziesięć tysięcy rozsiekanych ludzi to Pulitzer (powiedzmy), Pulitzer to sława i pieniądze. Poeta (Kim jest ta dziwna nieznajoma): „Więc piszę wiersz, może jemu uda się kiedyś zagadać”. Żeby tylko!

Życie codzienne po konflikcie w strefie reszty świata. Lokowanie produktu: „druga strona krzesła jak ciemna strona księżyca: / słońce tu nie zachodzi, jest zbyt wielką gwiazdą”. Nie jest w dobrym tonie przywoływanie Guevary, ale czy zza drugiej strofy nie wyziera Che z koszulek noszonych dzisiaj przez hipsterów i anarchistów? Ten Che, którego zdania niekiedy sięgały wyżyn wykwintu, a niekiedy były jak splunięcia? Guma do żucia, przyklejona tam, gdzie zwykle – u spodu krzesła. A sama ona – ta guma? „Sam przeżuty i wypluty / przez wszystkie korpoinstytucje… Szczerzyć zęby tak białe, aż niewinne, sztuczne”. Wskazywanie fałszu jest zadaniem poezji. Wskazywanie fałszu tak gigantycznego może być odczytane jako zawołanie do rewolucji. Znowu Ezra Pound, z tego samego tomu Pieśń XXX: „Honor? Brednie! Wasz honor!… / Bierzcie te dwa miliony i udławcie się nimi”.

Można spróbować współczucia w wydaniu poety. Współodczuwania. Wiersz Gazeta: „Zabawić się na śmierć i jeszcze dalej… echo, niosące się / po fabrycznej hali za wielkim murem / pieniędzy”; „gdy było już za późno, gdy Xu Lizhi trafił na eksport wraz ze / smartfonami, a ja to przeczytałem”. Xu Lizhi to chiński poeta, który w wieku dwudziestu czterech lat popełnił samobójstwo. Pracował w fabryce smartfonów i nie wytrzymał. Aby współodczuwać z martwym, samemu trzeba być martwym. Zaś pozostając żywym? Podstawowa transformacja takich emocji w tej grupie wiekowej to wściekłość.

I mój ulubiony:

Nawet w szachach czarni mają przesrane
Atakować zaczynają zawsze białe. White power.
Ciemna biała masa wyprowadzana w pole
za każdym razem niezależnie kto
za tym stoi. Zwykłe pionki, żadne tam figury.

Zawsze istnieje to coś, od czego to się zaczyna. Miejsce na mapie, fraza, melodia, spotkanie. Na początku „mistrz Zen drze w furii swoje Sutry na kawałki” (Allen Ginsberg, Gaz rozweselający). Stare frazy zostały podarte, na ich miejsce powstają nowe. Właściwie aż dziwne, że dopiero teraz, bo świat jest nie do zniesienia już od dość dawna. Może musieliśmy dojrzeć, może niektórzy z nas dojrzeli wcześniej – dopatrzyli się cynizmu, fałszu i okrucieństwa w świecie, który nas otacza. W pokłosiu konfliktu nadludzi z resztą świata. Państwo przodem. Rafał Różewicz.

Wartość tej poezji jest wysoka. Niegdyś krytyk napisałby, że jest to poezja zaangażowana. Tak – ale inaczej. Jest to, dla mnie, publicystyka ubrana w formę poezji, z wykorzystaniem wszystkich możliwości formalnych tej ostatniej – Naomi Klein w strofach. Bo tematem jest to samo – gigantyczne oszustwo dokonujące się na reszcie świata. Proszę pamiętać, że te wiersze są o nas, o reszcie świata. Reszcie próbującej jakoś przeżyć, reszcie eksploatowanej, reszcie wyzyskiwanej, reszcie oszukiwanej. To my. W przeważającej części już niewiele mającej siły na namysł nad światem, po godzinach spędzonych w fabrykach smartfonów, po których niejednemu chodzą po głowie myśli Xu Lizhiego. W pewnym sensie Rafał Różewicz zrobił to za nas i zrobił dobrze. Z kunsztem i odwagą. Jego wiersze niosą szansę na przebudzenie niejednego czytelnika do refleksji: świat reszty nie powinien być taki. Stojąc nago, reszta nie różni się niczym od nadludzi. Czytajcie Rafała Różewicza. Warto.

Rafał Różewicz, Państwo przodem, Fundacja Duży Format, Warszawa 2016.


Jerzy Alski

Właśc. Krzysztof Ansilewski. Powieściopisarz, krytyk, eseista. Członek Związku Literatów Polskich. Wydał sześć powieści, między innymi Za dużo miłości, Test ciążowy, Trzecie oko. Regularnie pisuje do „Salonu Literackiego” i „Pegaza Lubuskiego”. Prowadzi witrynę internetową alski.pl. Mieszka w Myśliborzu.

Reklamy