JOLANTA NAWROT – 3 wiersze

a

***

Czy spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy,
nie zapomniałam czegoś ważnego, na przykład
leków, ładowarki, ręcznika, szczoteczki do zębów?

Nie będę miała czasu, żeby się wrócić,
więc lepiej sprawdzę walizkę kilka razy.
Godzina odjazdu się zbliża, wkrótce uderzy,

machając na pożegnanie dłonią otwartą
na ból. Przestanę panować nad swoim ciałem,
przejdziemy na „ty” i zwiniemy się w kłębek

nie do rozplątania. Nie zdążymy wydać na świat krzyku,
którym by się zaopiekowano i który by wychowano
na porządną, nieśmiertelną metaforę życia

naszą z innymi i innych z nami. Czy została
w walizce przestrzeń, którą mógłby zagospodarować
rolnik spotkany przypadkiem gdzieś w szczerym polu,

jeszcze niespakowany? Jestem z ciałem coraz chłodniejsza
dla łóżka, a ono odpowiada nam ścierniskiem.
Zaorać, wynawozić. Niech ptaki posilą się robactwem

– muszą mieć siłę, by wznieść się do nieba.

 

Zosinów

siostrze Zosi

Za każdym razem kiedy Yeti odwiedza Zosinów,
podziwia, jak w tym małym miasteczku wypełnia się
sensem słowo, a ciepłem przerwy między ludźmi.
Dzieje się to naturalnie, z dbałością o czystość sfer

intymnych i stały dopływ świeżego powietrza
z parków, w których ścieżki wydeptują dzieci.
W Zosinowie Yeti jest blisko samego siebie,
dotykając szczęśliwych związków chemicznych,

pomiędzy którymi prawidłowo zachodzą reakcje
na dobre i złe wieści rodzinne, narodowe, światowe.
Kiedy nagrzeją mu się dłonie, przekazuje je dalej,
bo w Zosinowie panuje taka odwieczna tradycja,

dzięki czemu nikt nie wystyga, świat poznaje się
wciąż od początku. Dłonie są wspólne, nie należą
do nikogo na stałe. To liście, które nie upadają
i nie gniją. W Zosinowie trwa piąta pora roku,

więc można być jednocześnie barwnym i dojrzałym.
Słowa się nie starzeją, nie pokrywa ich szron czy śnieg.
„Na końcu języka wybuduję tu dom” – pomyślał Yeti
podczas ostatniej wizyty – „i wypowiem Marię Magdalenę”.

 

Koniec przemowy Yeti

Przepraszam, że bezczelnie przekraczam czas
mojego tutaj wystąpienia, ale chciałbym jeszcze
powiedzieć kilka słów o fenomenie własnego łóżka.

Czy łóżko jest nam dane raz na zawsze
i czy ciągle jest to to samo łóżko? Kiedy się budzę
gdzieś indziej, w innych – powiedzmy – warunkach,
to mam wrażenie, że nie zmieniłem łóżka,
że wstaję z tego samego, do którego się kładłem.

Myślę, że część mężczyzn ma podobne odczucie
w przypadku kobiety i na odwrót,
choć to może nadużycie.

To znaczy, że ja w ogóle nie zmieniam miejsca,
że się nie przemieszczam? Zamykam oczy
i jestem w łóżku, w jakim tylko chcę:
w moim pokoju, w hotelu, u znajomego.
Jednocześnie żadne łóżko nie należy do mnie
i ja nie należę do żadnego.
Gdzie w takim razie jestem w nocy
i czy w ogóle jestem? Jeśli tak –
w środku czy na powierzchni?

Być może to głupie pytania,
ale proszę się nad nimi głęboko zastanowić:
do sprężyn, do pianki, do żeber stelaża.
Tymczasem dobranoc, do zobaczenia jutro
w którymś miejscu jasności.


Jolanta Nawrot

Ur. 1992. Doktorantka w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Laureatka Konkursu Poetyckiego im. Klemensa Janickiego (2015), którego pokłosiem jest jej debiutancki tomik Płonące główki, stygnące stópki. Otrzymała za niego wyróżnienie w XII Konkursie Literackim im. Artura Fryza „Złoty Środek Poezji” na najlepszy poetycki debiut książkowy roku. Publikowała w kilku czasopismach kulturalno-literackich i antologiach. Mieszka w Gółkowie i w Poznaniu.

Reklamy