RAFAŁ RÓŻEWICZ – O jednym takim, co opisał most (Ivo Andrić, „Most na Drinie”)

a

Już chyba tradycją stało się, że w dziale Książki z antykwariatu omawiam przede wszystkim dzieła noblistów. Nie było to moim zamierzeniem, nie chciałem w ten sposób dyskryminować innych pisarzy, ale patrząc na dotychczasową, skromną listę, trudno oprzeć się wrażeniu, że dział ten zupełnie niechcący stał się miejscem, w którym biorę na warsztat noblistów, jakby zapomnianych oraz niewznawianych – przynajmniej w Polsce. Bowiem kolejnym uhonorowanym przez Szwedzką Akademię jest Ivo Andrić – pisarz serbski, laureat Nagrody Nobla za rok 1961, jak czytam na okładce Mostu na Drinie: „W swoich utworach wykorzystujący głównie dzieje Bośni pod panowaniem tureckim”. Ze wspomnianą powieścią, bodaj jego najsłynniejszą, pisaną w czasie II wojny światowej i wydaną w 1945 roku, jest podobnie: Most na Drinie to przede wszystkim rozciągnięta na kilkaset lat książka-kronika, której głównym bohaterem nie jest człowiek, lecz… kamienny most.

Wszystko zaczyna się w 1516 roku za panowania Mehmed-paszy, kiedy wielki wezyr ówczesnego Imperium Osmańskiego wydaje decyzję o budowie mostu nad rzeką Driną, mającego połączyć Zachód z Orientem. Decyzja ta na zawsze zmienia życie mieszkańców okolicznej kasaby (w znaczeniu: miasteczka) o nazwie Wiszegrad – istniejącego do dziś w granicach Bośni i Hercegowiny. Jest też przyczyną buntu niektórych zabobonnych mieszkańców (głównie chłopa Radisava i jego szajki), wierzących, że most sprowadzi na nich nieszczęście, boży gniew, jako że buduje go sam Szejtan (turecki Szatan, Antychryst), stąd za wszelką cenę nie należy dopuścić do jego ukończenia… Lecz jak to bywa pod panowaniem tureckim: lecą głowy, jest wbijanie na pal, a mieszkańcy kasaby nadal są zmuszani do niewolniczej pracy pod wodzą zdemoralizowanego kierownika budowy – Abidagi. Andrić z kronikarską precyzją opisuje niedolę Bośniaków i Serbów, a mimo to jego historie są niezwykle żywe, jakby wszystkie te zdarzenia działy się ledwie wczoraj, dzięki czemu czytelnik nie odczuwa tych kilkuset lat dystansu, jakie dzielą go od ówczesnych zmagań bohaterów. Celowo napisałem bohaterów przez wzgląd na ich liczbę: interesujące jest to, że książka nie pozwala zżyć się z żadną postacią. Te co rusz pojawiają się i znikają, ich losy zastępują inne, równie dramatyczne, jakby wszyscy ci ludzie – w obliczu mostu, ich Stwórcy? – byli tylko krótkim epizodem, a życie – chwilą godną maksymalnie kilkunastu stron powieści. To most na Drinie pozostaje niezmienny: jest jedyną stałością, ostoją spokoju wobec napięć na tle religijnym, politycznym, kulturowym między Turkami a uciskanymi Serbami i Bośniakami.

Zwrot akcji następuje wraz z przybyciem Austriaków i kryzysem tureckiego imperium, choć Andrić nie porzuca swojej skrupulatnej narracji; nadal mamy do czynienia z barwną paletą bohaterów, mniej lub bardziej legendarnymi historiami przekazywanymi z ust do ust i spisanymi (dopiero?) przez serbskiego noblistę (co ciekawe, Andrić wywiera przekonywające wrażenie na czytelniku, jakoby bez jego poświęcenia wszystkie te drobiazgi, legendy niechybnie by przepadły w odmętach zbrodniczego XX-go wieku). W każdym razie kasaba się rozrasta, zmienia się jej wygląd, cesarz Austro-Węgier Franciszek Józef I ofiarowuje Bośni i Hercegowinie niepodległość, a mieszkańcy zaczynają trudzić się innymi zajęciami niż ich przodkowie (zmiany w wyglądzie Wiszegradu, w tym zmiany społeczno-gospodarcze, jakie dają się zauważyć na przestrzeni lat, o których drobiazgowo wspomina Andrić, przypominają dziś granie w Cywilzację; czytelnik/gracz jest bowiem świadkiem cywilizacyjnego skoku, jaki dokonał się w tym właśnie miejscu; skoku, który nieodwracalnie zmienił jego klimat i krajobraz – kosztem postaw, nawyków i wierzeń, które już tylko dla garstki mieszkańców niemogących pogodzić się z tempem zmian, jakie zachodzą w ich otoczeniu – są wciąż kluczowe dla ich egzystencji. Tę natomiast coraz częściej przerywają serbskie zrywy niepodległościowe, epidemie czy odległe zamachy i wojny, które wskutek kurczenia się świata (dzięki poprowadzeniu linii kolejowej do Sarajewa przez Wiszegrad) zaczynają dotykać mieszkańców kasaby bezpośrednio (znamiennym przykładem jest historia pewnego Włocha – majstra Pero, mieszkającego od lat w kasabie, który nagle pada ofiarą szykan, ponieważ trwa właśnie wojna turecko-włoska o Trypolis, a on, choć nie jest niczemu winien, staje się uosobieniem najgorszego wroga).

W tym czasie most raptownie zaczyna tracić na znaczeniu: nie przechodzą przez niego choćby studenci (ci przyjeżdżają na wakacje coraz szybszą koleją), gdzie indziej też toczą się gorące dyskusje polityczne (wskutek zmian zachodzących w języku mieszkańców po raz pierwszy padają słowa takie jak: socjalizm czy klasa robotnicza). Wszystko to sprawia, że pewnego dnia tytułowy most zostaje zaminowany (w ramach przygotowań do bliżej nieokreślonej wojny w przyszłości). Kiedy ta wreszcie wybucha w 1914 roku, jesteśmy świadkami przejmującej sceny nakreślonej ręką Andrićia: w momencie wysadzenia mostu zawala się sklep Alihodży, grzebiąc (jak się okazuje na chwilę) najmniej postępowego mieszkańca kasaby wraz z całym jego dobytkiem.

Wtem hodża poczuł, że sofa poderwała się pod nim i wyrzuciła go w górę jak zabawkę; jego  „błogą” ciszę przerwał grzmot, tak że zmieniła się nagle w dudnienie i niesamowity łoskot, który wypełnił powietrze, poraził słuch i stał się powszechnym, nie dającym się ogarnąć uchem […]. Czyżby to miał być Sądny Dzień, o którym prawią księgi i uczeni, kiedy ten kłamliwy świat spłonie w mgnieniu oka jak iskra? Ale na cóż taki huk Allahowi, który samym spojrzeniem zapala i gasi światy? Nie jest to dzieło Boże […]. Uświadomiwszy sobie, że żyje i wciąż jeszcze znajduje się w swojej izdebce, hodża wygramolił się spod przygniatających go rupieci […]. Pośród bezładnie rozrzuconych towarów i powywracanych przedmiotów leżał na środku sklepu ciężki głaz wielkości ludzkiej głowy […]. – Ach, most! – pomyślał hodża, ale ów głos z ulicy przywoływał go coraz głośniej i surowiej, nie pozwalając zebrać myśli.

Śmierć mostu jest zarazem, jakby to powiedział Francis Fukuyama, końcem historii. Pomimo wybuchu Wielkiej Wojny, która zmieniła oblicze świata i doprowadziła nie tylko do upadku dotychczasowych okupantów: Imperium Osmańskiego i Austro-Węgier, lecz przede wszystkim doprowadziła do powstania Jugosławii (w miejsce wspomnianego mostu, żeby trwała jak on – niezwruszona przez setki lat?). Być może, choć te wydarzenia w książce Ivo Andrićia już nie są aż tak istotne. Wraz z wysadzeniem (wybuchem niczym wojny?) mostu, który nadawał ton życiu okolicznych mieszkańców, skończyła się pewna epoka. Reszta, mimo całej swej doniosłości – okazała się paradoksalnie zbędna. Ale tego możemy się jedynie domyślać.

Powieść Most na Drinie pisana była niejako ku pokrzepieniu serc, w latach 1942-1943, czyli w okresie najgorętszych walk. W niczym to jednak nie ujmuje jej artyzmowi. Czytelnikom skorym do zaznajomienia się z literaturą bałkańską – polecam jak najbardziej. I bynajmniej nie ze względu na literackiego Nobla dla jej autora.

Ivo Andrić, Most na Drinie, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1985.


Rafał Różewicz

Ur. 1990 w Nowej Rudzie. Autor dwóch tomików: Product placement (2014) oraz Państwo przodem (2016). Tłumaczony na język ukraiński. Mieszka we Wrocławiu.

Reklamy