JUSTYNA CHARKIEWICZ – 3 wiersze

a

Spiżarnie

Układa w jej pępku suszoną żurawinę,
przykrywa dłonią, zakręca.
Na jej cienką skórę naciąga swoją,
jutro rano będzie szron,
jutro rano nie zobaczą niczego na zewnątrz
– czy można być czyimś jedynym widokiem?

Przed domem szepczą
że szron mu się skończy
jak suszone owoce.

 

Zjeżdżalnie

Słodkie czereśnie i kwaśny szczaw
na naszych językach, wymiętych
jak białe koszule po nocy w namiocie.
Kto nas nauczył rozpoznawać smaki, konsystencje, rodzaj
powierzchni – nie patrz powierzchownie,
wchodź do przełyku, zjeżdżaj po rurkach
jak dziecko na placu zabaw,
tylko wybierz dobrze, tylko nie utop się
w kropelce śliny.

Słodkie czereśnie i kwaśny szczaw
na naszych językach zachodzi słońce.
Podobno musi przyjść noc, żeby zachować porządek,
ale jeśli zaczniesz się krztusić –
obrócą cię do góry nogami.
Kto nas nauczył, że ziemię trzeba mieć
między palcami stóp, gdy tak jej wygodnie
na twoim nadgarstku.

 

Warstwy

Odkąd mieścimy się w jednym pokoju,
myślę o ziarenku słonecznika, które wpadło
pomiędzy półkule.

Odkąd mieścimy się w jednym pokoju,
nie potrafię powiedzieć jak mam na drugie imię
ani kiedy przyjechałam do miasta pękającego
jak skóra na prawej pięcie.

Odkąd mieścimy się w jednym pokoju,
listopad nachodzi na marzec, a dorosła kobieta
na małą dziewczynkę, która chciałaby zatrzasnąć się
w dłoniach matki, wypełnić je całe,

wypływać tylko w najcieplejsze dni lata, paro wać.

Odkąd mieścimy się w jednym pokoju,
poezja w przestrzeni miejskiej ma się coraz lepiej,
buduje parkingi podziemne w językach.


Justyna Charkiewicz

Rocznik 1994.

Reklamy