MAGDA GÓRSKA – Między sztuką a popkulturą. O 9. edycji Bella Skyway Festival

a

Bella Skyway Festival, już na stałe wpisany w toruńską mapę kultury, z roku na rok cieszy się coraz większą frekwencją, a spacer ożywionymi podczas trwania festiwalu uliczkami centrum powoli nazywać możemy obowiązkową lokalną tradycją. Chociaż miasto pęka wówczas w szwach, nietrudno znaleźć zagorzałych krytyków, ponieważ, jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach.

Wzrastająca w pierwszych latach XXI wieku popularność świetlnych festiwali organizowanych w największych miastach świata, takich jak chociażby Lyon, Berlin czy Jerozolima, zaowocowała utworzeniem podobnej imprezy na terenie toruńskiej starówki. Zrealizowany po raz pierwszy w 2009 roku Skyway Festival, którego miano z czasem wydłużone zostało o nazwę głównego sponsora imprezy – markę Bella – pomyślany został, przede wszystkim, jako spektakularny sposób promowania potencjału kulturowego Torunia. Niecodzienne połączenie średniowiecznej architektury z najnowszymi osiągnięciami sztuki multimedialnej skłonić miało potencjalnych turystów do zwiedzenia miejsca nowoczesnego oraz dbającego o rozwój życia kulturalnego. Powstała dzięki tej inicjatywie otwarta galeria przekształciła się więc w obszar promowania młodych, nie tylko miejscowych, ale również zagranicznych artystów lubujących się w nowych mediach. Przechodnie zaś, na co dzień nie związani ze światem artystycznym, otrzymali okazję poszerzenia wiedzy z zakresu aktualiów sztuki. Zachęceni efektownymi instalacjami, wysyłającymi odbiorcy szereg pozytywnych bodźców, stali się tym samym hipotetycznymi bywalcami przyszłych wernisaży. Wydawałoby się zatem, że cele artystyczne organizatorów imprezy układają się w szlachetną próbę przybliżenia dorobku kulturalnego przeciętnemu mieszkańcowi, jednak, jak się okazuje, głównym zarzutem wobec kuratora jest niezgoda na traktowanie eventu jako otwartego forum sztuki.

Trudno wypowiedzieć się w tym sporze w sposób jednoznaczny, bowiem, z jednej strony, nie można odmówić racji stwierdzeniu, że tak naprawdę mamy tutaj do czynienia z „pozorem sztuki”[1] (pod warunkiem, że mówimy o sztuce elitarnej). Z drugiej strony – dla przeciętnego turysty czy torunianina to niewątpliwa atrakcja zachęcająca do wyjścia na zewnątrz. Być może właśnie pojęcie „atrakcji” powinno stanowić słowo kluczowe, ponieważ do analizy sztuki popularnej tradycyjne narzędzia nijak nie pasują.

Motywem przewodnim dziewiątej edycji festiwalu, przypadającej na Rok Rzeki Wisły, była woda i jej relacja ze światłem. By w najlepszy sposób przybliżyć ideę całego przedsięwzięcia, warto przytoczyć tutaj fragment tekstu z tegorocznego informatora:

„Światło, źródło wszelkiego życia – na najbardziej podstawowym poziomie w procesie fotosyntezy, ale również w mitach religijnych – jest dostrzegane w związku z powierzchniami, na które pada. Obecne w krajobrazie oraz dziełach sztuki stanowi rezultat gry pomiędzy kolorem a cieniem. Woda nie jest jedynie podstawą życia, pochodzenia ludzkiego gatunku, ale fundamentalnym elementem istnienia. W tym znaczeniu Bella Skyway Festival 2017 jest echem zasad ekologicznej harmonii i równowagi, gdyż pokazuje wiele związków ludzi z wodą, w perspektywie przeszłości i przyszłości”[2].

Owa, dosyć górnolotna, wypowiedź uzupełniona została o szereg osi tematycznych, takich jak ambiwalentność żywiołu, jego symbolika oraz znaczenie społeczne czy ekonomiczne, a podstawowym zadaniem artystów przystępujących do konkursu było stworzenie efektownego projektu z odrobiną refleksji w tle.

W konsekwencji odbiorcy obejrzeć mogli zbiór instalacji artystycznych, których wartość wyrażona została tak naprawdę w interesujących rozwiązaniach technicznych. Za przykład takiej pracy uznać możemy Spectral toruńskiej grupy KASJO (Katarzyna Malejka, Joachim Sługocki). Forma z pogranicza rzeźby i malarstwa składała się z setek sznurków pomalowanych uprzednio farbą UV. Odpowiednie natężenie linii i światła powodowało efekt stroboskopowy, zaskakując widzów iluzją digitalizacji.

Podobnego, choć zdecydowanie bardziej ubogiego, manewru użył fiński artysta, Alexander Reichstein, umiejscawiając na terenie Zamku Krzyżackiego przestrzenne rysunki postaci z różnych epok, wymodelowane za pomocą drutu z naniesioną farbą ultrafioletową. Dołączona do pakietu teoria przemijania skłonić miała przechodniów, by szukali śladów dawnych lat w miejscu, w którym się znajdują.

Wśród tegorocznych prac nie zabrakło również tych odpowiadających na tematy ekonomiczno-społeczne. Wow! Kolektyw (Maciej Kwietnicki, Arek Pasożyt), posługując się prostym motywem mieszania wody z farbą ultrafioletową, wykreował efektowną świecącą kałużę, aby zwrócić nam uwagę na postępującą degradację ekologiczną spowodowaną bezrefleksyjnym, często bezmyślnym rozwojem cywilizacyjnym.

Zdecydowanie bardziej żartobliwie wypowiedziała się francuska grupa Chezbulb, aranżując mityczną historię o „niedobitkach globalnego ocieplenia”. OZoo to magiczny ogród pełen groteskowych roślin i zwierząt wydających niecodzienne odgłosy. Ta, urocza wręcz, inscenizacja kryje w sobie dużą dozę błyskotliwego żartu, zrozumiałego nie tylko dla dorosłych, ale również dzieci. Nie stroni od trudnej do przyjęcia estetyki współczesnych bajek, przy okazji mrugając okiem nie tylko do odbiorcy, ale również w stronę dzisiejszej kultury.

Przeciwstawieniem tej dowcipnej koncepcji jest jedna z najmniej udanych „metafor” dziewiątej edycji Bella Skyway, czyli biały Orzeł Anny Galas. Złożony z setek plastikowych piłeczek do tenisa stołowego, oświetlonych wewnętrznym światłem, ma ukazywać odbiorcy specyfikę zjawiska tsunami. Tanie efekciarstwo, podparte płytką narracją o niszczycielskiej sile wody być może broniłoby się jako dekoracja którejś z hal widowiskowych. Tu – zdecydowanie podziałało na niekorzyść festiwalu, wprowadzając na scenę łyk taniej wizualnej liryki. Bezkompromisowo mocniejszą poetycką stronę wydarzenia reprezentowały Płomienie życia Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych, czyli stworzone z materiałów z recyklingu ażurowe ptaki i zwierzęta wodne, zamieszkujące w trakcie festiwalu toruńską Dolinę Marzeń. Wykonanie, niestety, stłumione panującym zgiełkiem utraciło jednak swą pierwotną aurę, gubiąc się między innymi pracami, z których najgłośniej krzyczała ta z ulicy Szerokiej.

Jak się okazuje, najbardziej wyczekiwana instalacja, którą, notabene, mogliśmy oglądać dwa lata temu w nieco łagodniejszej wersji, przypominała raczej pompatyczne fiasko. Gigantyczna konstrukcja autorstwa Marianolight, złożona z tysięcy różnokolorowych świateł, oferowała widzom świetlny spektakl zapalanych i gaszonych partii w rytm radiowych hitów ostatnich dekad. Ten groteskowy „układ taneczny” przywodził na myśl teatrzyk dziecięcy, którego aktorzy, wyuczeni podstawowych kroków i obrotu w prawo, powtarzają bezwiednie ruchy nauczyciela. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby zrezygnowanie z muzyki na rzecz ciszy, by móc w pełni podziwiać tradycyjną luminarię. Pozostaje wówczas pytanie, czy nadal cieszyłaby się tak ogromnym zainteresowaniem.

Szczegół pierwszy: dobra kultura popularna winna posiadać granice rozsądku

Początki festiwalu, mimo że z dzisiejszej perspektywy jawią się dość biednie, zapisane są w pamięci jako rzeczywista próba przeniesienia sztuki do obszaru miejskiego. Wśród klasycznych mappingów oraz instalacji wywołujących proste uczucia zachwytu, znaczna część wyeksponowanych prac skupiona była głównie na cichej artystycznej interwencji w zastane miejsce. Dodatkową rozrywkę zapewniał szereg wykładów tematycznych, specjalne pokazy filmowe, koncerty muzyki elektronicznej oraz eksperymentalnej, a także warsztaty organizowane dla najmłodszych uczestników. Całość wyłożona w wersji „light” stawała się przystępna również dla odbiorców „mniej obytych”. Sukces pierwszych edycji, gwarantujący stale rosnącą liczbę widzów, otworzył miastu drogę do niebotycznych sum pieniędzy oferowanych przez dodatkowych sponsorów i, tym samym, już na stałe zamknął drzwi kameralnym inicjatywom.

Psychologia tłumu jest prosta – jeżeli dany obiekt wywoła w widowni ogromne wrażenie, dostarczając niezliczonej ilości pozytywnych bodźców, każdy kolejny, by być równie docenionym, będzie musiał zapewnić podobną dozę rozrywki. Krzykliwość większości instalacji, nie tyle naładowanych, co przeładowanych różnego rodzaju trikami, światłami i dźwiękami doprowadziła ostatecznie do ruiny założeń z pierwszych lat, przeobrażając Stare Miasto w XXI-wieczny jarmark zdigitalizowanego kiczu, dla którego ilość znaczy jakość.

Szczegół drugi: między festiwalem sztuki popularnej a sponsorowanym festynem rodzinnym leży bardzo cienka granica

O ile komercjalizacja przedsięwzięcia jest po prostu rzeczą naturalną, zważywszy na jego koszty, o tyle sposób prezentowania sponsorów pozostawia wiele do życzenia. Pominę jeszcze znośną wersję autoprezentacji firmy Toyota Bednarscy, która uraczyła mieszkańców Torunia stoiskiem z nieosiągalnymi dla większości samochodami hybrydowymi. Bardziej przerażająco jawi się marka Specjal, pokazująca swój wkład finansowy na dwa sposoby – potwornym mappingiem na budynku Teatru im. Wilama Horzycy oraz dmuchanym barem przy Placu Rapackiego, z wodzirejem w pakiecie.

Równie smutnym widokiem nazwać można szereg straganów sprzedających wszelkiego rodzaju świecące opaski, balony czy oscypki. Ten tani chwyt marketingowy polegający na zaspokajaniu cichych potrzeb każdego dziecka sprawia, że festiwal, w gruncie rzeczy mający na celu podniesienie statusu kulturalnego miasta, ostatecznie spada do rangi festynu służącego prostej, weekendowej rozrywce.

Szczegół trzeci: estetyka prac

Jak już wcześniej zostało wspomniane, dobra kultura popularna winna posiadać granice rozsądku. Nie inaczej jest w przypadku samej sztuki, której wartość  mierzymy również przez walory estetyczne. Przerost formy nad treścią zawsze będzie działać na szkodę dzieła, lecz organizatorzy festiwalu zdają się tego nie zauważać. Przykra tendencja przeciążania prac najbardziej widoczna jest w grupie mappingów, bez których żaden dzisiejszy festiwal światła by się nie odbył.

Dodatkowymi atrakcjami tegorocznych wizualizacji była, z jednej strony, pełna projekcja 3d na fasadzie budynku Urzędu Marszałkowskiego, z drugiej – koncert na jeden utwór we wnętrzu kościoła Ducha Świętego. Choć zdecydowanie żadna z wymienionych animacji nie pretenduje do miana sztuki elitarnej, obie można sobie przeciwstawić.

Urban Poetry portugalskiej grupy Ocubo to, jak dowiadujemy się z informatora, „poetyckie połączenie miejskiej scenerii z elementami natury, które ukazuje każdemu sposób na przeżycie jego obecnej sytuacji, na przezwyciężenie problemów i przekraczanie granic wyobraźni”[3]. W rzeczywistości oglądamy pełną efektów specjalnych tandetną historię rodem z przerywników na kanale MTV. Złożona często z gotowych elementów, nijak niewspółgrających z architekturą obiektu, traktuje miejsce projekcji jako nieistotne tło, ignorując wszelkie rozwiązania konstrukcyjne, które się na nim znajdują.

Innym torem poszli Steve Nash i Jan Mroczek. Ich kompozycji na organy oraz instrumenty elektroniczne towarzyszył video-mapping wyświetlany na prospekcie organów i sklepieniu świątyni. Wykorzystana przestrzeń, a także umiejętna, stonowana gra światłem w rezultacie stworzyły lekkie, spójne widowisko, dalekie od pretensjonalności. Widowisko, którego śladem śmiało mogliby podążać przyszli twórcy festiwalu.

Kulturę popularną bardzo często sprowadza się wyłącznie do funkcji ludycznej i choć w tym aspekcie bez dwóch zdań wygrywa ze sztuką elitarną, coraz częściej mówi się o jej edukacyjnych walorach. Nie sposób bowiem przeoczyć faktu, że odgrywa coraz większą rolę w naszym życiu. Nadal mylnie stawiana w opozycji wobec dzieł wysokich, w rzeczywistości posiada szereg podobnych funkcji, w tym poznawczą czy też moralizatorską.

Dzisiejsza sztuka dla mas rządzi się swoimi prawami, opowiadając w sposób uproszczony o tych samych wartościach. To niewątpliwa potęga, za którą zawsze będą kroczyć tłumy, dlatego takie wydarzenia jak toruński Skyway są potrzebne. Być może wystarczyłoby tylko trochę go posprzątać, nieco oczyścić, by w przyszłości móc się nim poszczycić.

__________

[1] Skyway 2017. Kicz i reklamy zamiast sztuki? Paulina Błaszkiewicz rozmawia z Witoldem Chmielewskim, http://www.nowosci.com.pl/torun/a/skyway-2017-kicz-i-reklamy-zamiast-sztuki,12428014/, dostęp: 25.09.2017.
[2] Fragment katalogu festiwalowego.
[3] Tamże.


Magda Górska

Ur. 1993. Licencjonowana kulturoznawczyni. Aktualnie studentka Sztuki Mediów i Edukacji Wizualnej na UMK. Pasjonatka twórczości dziecięcej i dla dziecka. Miłośniczka Art Book’ów oraz wszelkich form sztuki wizualnej.

Reklamy