PAWEŁ NOWAKOWSKI – 3 wiersze

a

Węzeł cieplny

W pustych doniczkach grzebiemy zawierane wcześniej porozumienie – przesadzamy w przesądach, czasem nawet marzniemy, zwłaszcza kiedy przez deszcz przemawiają dreszcze miejsc ustronnych jak pył i nagle znikają, bo dym przecież nie dzwoni – a wstrzymane odruchy pozostawiamy w kieszeniach, w gruncie rzeczy badając odporność na chłód i widok dnia uciekającego do drewna, choć które z nich tak naprawdę mogą w gruncie pozostać poza nieruchomymi lub poza tymi, na które nie przyszła jeszcze pora? Swoją drogą takie przeczucie miejscami bywa zbyt silne, by w mgnieniu oka lub po krótkim namyśle odraczać od ręki siłę spojrzenia, pamięć włosów i dłoni, zostawiając wyłącznie to, co na rękę i poza tym niewiele więcej, byle na złość wszelkim ustępstwom, gwoli połknięcia przynęty; w ten oto sposób prószymy szczeciną, a kiedy nikt nie patrzy, twarzą w twarz przechodzimy pod stołem, trzymając w ryzach ślepe zaułki, aż do złudzenia ściągając na siebie popiół, rdzenny jak konary drzemiące za oknem i zawieszone zasady współżycia. W ten oto sposób zastępujemy kontynentalne prawa natury, zacieramy nowe rysy na dawnych pojęciach.

 

Z mojej strony rozstępy

W sobie tylko znany sposób szukamy chwil na tyle krótkich, by nie wiązać się słowami na dłużej – by dla celów innych niż własne na powrót sięgać po przesąd, mech za pasem i zimę, by o wiele dokładniej wyznaczać przybliżoną granicę życiorysu, która bez cenzury oddala godzinę karmienia i przewidziany odwrót zlewa na powrót w jedną myśl trzymaną z dala od wyliczanek w rodzaju: gdzie się podziały wszelkie podziały?

 

Słowa kluczowe

Znajdujemy się coraz bliżej granicy, w przedsionkach i na pamiątkę domów, dla których raną wciąż pozostaje pukanie do drzwi i mokre ubrania na krześle, a blizną mieszane uczucia nieuwzględniane pierwotnie w planach, rozumiane jako próby tymczasowych rozwiązań i pokonania językowej bariery, co stanowić może o sile przyzwyczajenia, gdy nawet schody nie mówią nic ponad to, co zostało już przemilczane: właśnie tutaj pojawia się kwestia, do której nie sposób powrócić po latach, a my w dalszym ciągu z pustymi rękami pozostawiamy białe szuflady w nieładzie, bez zwłoki przeliczając za sobą kroki i resztki włosów pod bosymi stopami; właśnie wtedy może zabraknąć nam myśli podających w wątpliwość słowa, na których świat się kończy lub nie po raz pierwszy schodzi na drugi plan w wyniku zetknięcia się trudnych do pogodzenia smaków i w tak wąskim znaczeniu jest to kwestia kluczowa, choć co więcej nam pozostaje oprócz tych resztek wiary, że będzie jak dawniej, jak nigdy, jak zawsze.


Paweł Nowakowski

Ur. 1992. Autor książki poetyckiej Między innymi (Mamiko, 2017), absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. Laureat m.in. OKP im. R. Wojaczka (2014), jeden z finalistów 10. edycji projektu Połów (2015), nominowany również do nagrody głównej w OKP im. J. Bierezina (2015) oraz w II Konkursie im. Tymoteusza Karpowicza (2016). Wiersze publikował na łamach „2Miesięcznika”, „Arterii”, „Helikoptera”, „Opcji 1.1.”, „Wakatu” oraz na stronie internetowej Biura Literackiego w ramach BiBLioteki. Mieszka w Poznaniu.

Reklamy